Pióro Lamy AL-Star — test pióra wiecznego (idealnego woła roboczego)

Czas na kolejny subiektywny acz rzetelny test sprzętów z osobistego skarbczyka RedNacza lubczasopisma Lege Artis: po oponie rowerowej Schwalbe Kojak (kilka dni temu starszy pan mnie spytał „czy one są takie zużyte?”), Kindlu i AeroPress — czas na kolejny wyrób naszych zachodnich sąsiadów: recenzję pióra wiecznego Lamy Al-Star.


lamy al star test

Pióro Lamy Al-Star to wyrób dość nowoczesny w formie. Anodowane aluminium może się podobać, jednak dość masywna obudowa nie przypadnie do gustu każdemu. Na zdjęciu obok (poniżej) najprostszego Parkera Sonnet. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jak wiadomo życie prawnika — oprócz polegiwania na leżaczku przy prywatnym baseniku — składa się głównie z podpisywania Bardzo Wielu Bardzo Ważnych Dokumentów, zatem właściwy instrument piśmienniczy to must have dla każdego legal geeka — coś jak zegarek mierzący kroki i ciśnienie dla każdego miłośnika technologii, który uwielbia mieć pomiar w każdej chwili bycia fit między tabletem a ajpadem.

Próbowałem w życiu wielu różnych piór, z czasem jednak stanęło na zwykłym (stalowym, z wykończeniem skuwki w kolorze srebra) Parkerze Sonnet (coś ten wyrób ostatnio podrożał…) — do którego z czasem doszlusowało właśnie pióro Lamy Al-Star.


lamy al-star test

Stalówka w rozmiarze M tworzy zdecydowaną i dość masywną — ale nie napuszoną — kreskę. Uwielbiam pisać nią wyraz „ODPIS” i wyobrażać sobie co czuje pozwany widząc mój podpis ;-) (fot. Olgierd Rudak ,CC-BY-SA 3.0)


Al-Star to jeden z bardziej budżetowych wyrobów Lamy (na kompletnie przeciwnym biegunie są modele Imporium i Dialog 3) w skład której wchodzą także ołówek automatyczny i pióro kulkowe a także (fuj) długopis. Jednak niska cena nie kłóci się z naprawdę wysoką jakością — oraz ciekawą stylistyką (która konserwatywnym miłośnikom przyborów piśmienniczych może wydawać się dość kontrowersyjna — ja jednak zawsze dedykuję im wiadome słowa Calvina Coolidge’a ;-)

Niezłe wrażenie robi masywna, o dość ciekawym kształcie oprawka, która dobrze leży nawet w niespecjalnie wielkiej dłoni jak moja. Pióro jest przyjemne w dotyku (aluminium jest „ciepłe” — stal jest „zimna”) i chyba mniej męczy przy dłuższym pisaniu; aluminium nie jest może szczególnie szlachetnym metalem, ale u mnie w tej konkurencji stalowy Sonnet przegrywa.


lamy al-star test

Lamy Al-Star test pisma. Wieczne pióro jest jak dobry automatyczny zegarek — nikt nie oczekuje od niego doskonałości. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

(Tu oczywiście dygresja i wyjaśnienie: długopisów tak strasznie nie cierpię, że użycie takiego narzędzia kojarzy mi się po prostu z torturą. Uwielbiam natomiast pióra wieczne, zaś gdybym musiał codziennie zapisywać dziesiątki czy setki linijek tekstem — wybrałbym pióro kulkowe, których zresztą też mam parę. Długopisom precz.)


lamy al-star test

Użyty w notatniku Moleskine papier niełatwo zapisuje się atramentem. Lamy akurat znakomicie daje sobie z nim radę. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Przed ostatni akapit wypada poświęcić używanemu inkaustowi; tu pewnie oburzę miłośników idealnego pisma, ale osobiście uważam, że najlepszy atrament to ten, który nie zasycha na stalówce — ale dość prędko schnie na papierze. Poza tym wiele mnie nie interesuje, oczywiście prócz jego barwy. Stąd też moimi piórami piszę na zielono (ale nie dlatego, że jest to kolor Mahometa ;-)

Konkludując: pisałem jakiś czas temu o tym, że już za rok będzie można wnieść pismo procesowe przez internet — chyba że się nie da ;-) — i chociaż takim zmianom dopinguję, to mam nadzieję, że zostanie jeszcze parę instytucji dla oldskólowców z wiecznym piórem w garści.

  • Właśnie się zdziwiłem, iż korzystasz z zielonego atramentu. Czemu tak?

  • b52t

    Bo prawnik ;-)

    A poważnie: bo prawnik. Ten gatunek z jakiegoś powodu lubi zielony atrament. (Z jakiegoś powodu, bo nigdy nie chciało mi się tego tematu drążyć. Może dlatego, że niebieski jest zbyt populares, a czary po latach i tak stawał się ciemno zielony, to może lepiej od razu zielonym napisać). W każdym razie RedNacz wie dlaczego, a ja mogę tylko zgadywać.

  • Bo jest ładny i mi się podoba :)

    Nawet nie wiem, że prawnicy używają zielonego. Czarnego nie lubię (w ogóle nie lubię tego nie-koloru). Kiedyś używałem też purpurowego ale parę lat temu przerzuciłem się na zielony.

    Jak mi się skończy buteleczka to może kupię jakiś inny (różowy?).

  • b52t

    Jeśli takie kryteria to najlepsze jakie mogą być.

    Szczególnie adwokaci uwielbiają zielony (może to od koloru żabotu).

    Sugeruję szkarłatny.

  • Może dodam, że Lamy produkuje swoje pióra ze stalówkami dla leworęcznych (stalówka typu LH).

  • b52t

    Dziękuję za informację. Jakbym miał wybrać to pomarańczowy. W sumie to mimo małych łapek wolę grubsze pisaki, więc powinno być w sam raz.
    115 zł to nie jest wygórowana cena, żeby nie zrobić sobie prezentu na saturnalia albo w czwartek o 18

  • ajax

    Niegdyś, za głębokiego poprzedniego systemu (PRL) niebieski był do wszystkiego, czerwony do poprawek przez główną ksiegowa (Pania Główna Księgową, bic czołem 5 razy), a zielony dla kontroli. Czarny natomiast – choc nie atrament ale tusz był do wypisywania dowodów osobistych. Tak w każdym razie stanowił okólnik ministranta od spraw wewnętrznych z poczatku lat 60-tych. Oczywiście sygnatury akt nie było, bo kto by sie tym wtedy przejmował.
    A pióro – sympatyczne. Ja używam DUKE i bardzo sobie chwalę. Pewnie wystarczy na resztę mego życia

  • Dobrze traktowane pióro może przejść z pokolenia na pokolenie.

    A red ink awansował przecież do rangi idiomu w angielszczyźnie ;-)

  • Maciek

    Jeżeli chciałbyś spróbować różowego, cytrynowożółtego lub pomarańczowego i któreś z Twoich piór przyjmuje naboje typu „międzynarodowego”, to mam trochę tych kolorów i chętnie prześlę do spróbowanie. Wada – producent nieznany (dostałem kiedyś w prezencie).

  • Dzięki ale prawdę mówiąc nie wiedząc co to za atrament nie byłbym w stanie zaopatrzyć się na przyszłość.
    Niemniej dzięki serdeczne :)

  • werakoko

    Jaki to atrament, ten zielony? Szukam takiego.

  • To był akurat najzwyklejszy zielony Waterman.

    Bardzo ładny jest Moss Green produkcji Faber-Castell. Sporo droższy ale kolor jest nawet fajniejszy (może w ten weekend pójdzie kolejny test innego pióra).

  • Piotr

    Miał Pan być może styczność z modelem Safari?

    Ciekawi mnie czy „jedyną” różnicą jest materiał wykonania korpusu i czy tym samym zachowano jakość pisania z modelu AL-Star?

  • Safari miałem przez chwilę w ręku, odniosłem wrażenie, że to przyzwoity kawałek plastiku.

    Stalówki z tego co kojarzę są te same (można je wymieniać między sobą) więc nie powinno być różnic.

  • b52t

    Miałem obydwa modele w łapie, oba chodzą gładko.

  • Dziękujemy za informację :)

  • Piotr

    W tym tygodniu do modelu Al-star dołączyło również pióro Safari i potwierdzam powyższe informacje :)
    Pisze się równie dobrze! Jedyna różnica to materiał wykonania, ale plastik z modelu Safari sprawia naprawdę dobre wrażenie, choć pewnie gorzej będzie z odpornością na upływ czasu i i użytkowanie :)

  • Nie mam wielkiego (aktualnego) doświadczenia z piórami plastikowymi, właściwie Kaweco Classic Sport to jedyny przypadek od… podstawówki (?) — miejsce zakładania skuwki na korpus jest fest podrapane.

    Dobrego pisania!

  • b52t

    Drogą kupna stałem się właścicielem tego modelu pióra, kolor grafitowy. Chwilowo na naboje. Była możliwość zamontowania stalówki dla urodzonych lewaków, z czego skwapliwie skorzystałem. Stalówka dla urodzonych lewaków oznacza, że zerokość kreski nie jest EF, a raczej F. Zadziwiająco lekki jak na swój wygląd.
    Ino muszę je chyba wyślizgać, bo nie podaje równomiernie tuszu.

  • No to gratulacje!!
    Myślę, że każda stalówka wymaga jakiegoś przebiegu dla dobrego ułożenia.

    BTW myślę, że nabój (+ strzykawka) to dobre rozwiązanie — tłoczek Lamy nie jest zły ale nabój chyba jest pojemniejszy i może wygodniejszy.

  • b52t

    To prawda. Samochody mają dotarcie, a pióra – dopisanie?

  • ajax

    odkopuję
    A co byś Olgierdzie powiedział na atrament biały?
    W zamierzchłych czasach mego dzieciństwa cała piękna księga była związana z atramentem w tym kolorze. Dla ułatwienia podam, że ważną rolę w niej pełnił, choć sie nie pojawiał wielki chiński uczony doktor Paj Chi Wo

  • Hmm „Pana Kleksa” czytałem ostatni raz pewnie ze 35 lat temu, nic nie pamiętam…

    Atrament biały nie jest chyba bardzo praktyczny — właściwie trzeba by mieć ciemny (czarny, granatowy) papier, w dodatku dobrze chłonący atrament, który znów musiałby być mocno kryjący.

    Wiem o atramentach żółtych, limonkowych, etc. — ale i te nie są szczególnie dobre na co dzień.

  • ajax

    Brawo!! Skojarzyłeś. Większość młodych nie tylko nie czytała, ale i nie słyszała o tej pięknej baśni zatwardziale (sic) polskiego Żyda, zresztą Twego kolegi po fachu :-)
    A na poważnie – przed laty, gdy królowały RTG analogowe to biały atrament był standardowym wyposażeniem każdej pracowni – podpisywanie zdjęć. Potem weszły naświetlarki. Niby zabezpieczały przed pomyłkami po wywołaniu, ale napisy były słabe i mało czytelne

  • zatwardziale (sic) polskiego Żyda, zresztą Twego kolegi po fachu

    Piszącego pod pseudonimem, a w pracy zawodowej zajmującego się głównie prawem autorskim :-)

    Bardzo dobrą biografię napisał Mariusz Urbanek („Brzechwa nie dla dzieci”).