Podanie źródła informacji opublikowanej przez dziennikarza jako przesłanka uchylenia bezprawności

Dziś postaram się odpowiedzieć na pojawiające się dość często wątpliwości (albo kategoryczne stwierdzenia) co do tego czy powołanie się przez dziennikarza na określone źródło publikowanej informacji może zwolnić go z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych.

Ażeby nie przedłużać (krótsze teksty się krócej pisze i krócej czyta — korzyść dla autora, korzyść dla P.T. Czytelników ;-) zacznę od zdania, które nie jest wprawdzie tezą orzeczenia, które chciałem uczynić kanwą dzisiejszego tekstu, ale brzmi nieźle.

A zatem: w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 24 lipca 2014 r. (sygn. akt I ACa 141/14) powiedziane jest, iż:

Samo podanie źródła informacji opublikowanej przez dziennikarza, jak uczyniono to w tej sprawie, nie jest przesłanką wystarczającą do uchylenia bezprawności, ani nie zwalnia z obowiązku sprawdzenia zgodności z prawdą publikowanych informacji. Poprzestanie na zacytowaniu opisu danego zdarzenia przedstawionego przez jedną ze stron bez sprawdzenia, czy zdarzenie takie miało miejsce, czy chociażby bez umożliwienia drugiej stronie sprawdzenia tego faktu i przedstawienia własnej wersji, z pewnością nie spełnia wymogu staranności i rzetelności dziennikarskiej, których kryteria oceny ustawodawca zaostrzył poprzez nakaz, aby były one szczególne.

Sprawa dotyczyła sporu między szpitalem a redaktorem naczelnym lokalnego pisma, w którym ukazał się artykuł opisujący przykre zdarzenie: pogotowie nieuprzejmie potraktowało pacjentkę szukającą pomocy i odmówiło jej udzielenia wsparcia. Tekst omawiał perypetie pacjentki wyłącznie bazując na jej słowach — redakcja próbowała skontaktować się z kierownictwem szpitala, acz bezskutecznie. W tekście zamieszczono jednak wypowiedź rzecznika prasowego, który powiedział, że każda rozmowa jest rejestrowana, zatem jeśli sprawdzi, że sytuacja taka miała miejsce, konsekwencje wobec nieuprzejmego pracownika zostaną wyciągnięte. (Później się okazało, że być może kobieta wybrała zły numer — nawet przeprosiła szpital za zamieszanie.)

Szpital pozwał redaktora czasopisma do ochronę dóbr osobistych i w pierwszej instancji uzyskał wyrok nakazujący publikację przeprosin — za to, że artykuł został napisany bez konsultacji ze szpitalem. Apelował dziennikarz, jednak bezskutecznie.

Zdaniem sądu II instancji dobra osobiste szpitala zostały naruszone poprzez publikację tekstu, w którym nieprawdziwie zarzucono świadczenie usług medycznych przy nieposzanowaniu praw pacjenta i elementarnych zasad kultury, co może przekładać się na opinię o jakości usług (por. Odpowiedzialność za nieprawdziwe informacje naruszające dobra osobiste — a należyta staranność dziennikarska). Bezprawność naruszenia dóbr osobistych wynikała natomiast z nieprawdziwości opisywanych zdarzeń — pozwany dziennikarz nie wykazał, iżby rozmowa pacjentki z pogotowiem w ogóle miała miejsce. Tymczasem zgodnie z art. 12 ust. 1 prawa prasowego nakłada na prasę obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności w zbieraniu informacji do publikacji — obowiązek ten realizuje się głównie poprzez weryfikację uzyskanych wiadomości, które mają być opublikowane (por. Brak staranności dziennikarskiej a naruszenie dóbr osobistych).

Stąd też dziennikarz powinien co najmniej dać możliwość wypowiedzenia się szpitalowi o rzekomej aferze — dopiero po sprawdzeniu faktów i możliwości zajęcia stanowiska wymóg zachowania rzetelności dziennikarskiej byłby spełniony.

  • poltiser

    Bardzo klarowny tekst. Przypomina mi podziw dla Davida Yallopa, który odczuwałem czytając jego książki – większość podawanych faktów i informacji miała kilka referencji, idących w bardzo drobiazgowe analizy źródeł. Chciałbym, żeby takie dziennikarstwo było naszą normą.
    Dziękuję za wyjaśnienie.

  • Ech, dziękuję — akurat chyba nie mogę podzielić zdania jeśli chodzi o jakość mojej twórczości… No ale dziękuję :) staram się jak mogę (czasem upraszczam, siłą rzeczy — piszę dla ludzi, nie habilitację ;-)

  • poltiser

    Nie bądź taki skromny. Nie próbuję cię chwalić. Jak mawiał mój ojciec, poza rolą kary (jak w poprzednim wpisie – kij na staruszka) prawo ma rolę edukacyjną, jeśli jest tłumaczone i propagowane we właściwy sposób. Taka była oryginalna Polska tradycja prawa wywodząca się od Włodkowica i Modrzewskiego. Za to lubię twój blog.

    Niestety zarówno rola prawa jak i jego wykładnia w naszym kraju kuleje od kilku stuleci i nie zanosi się na szybką poprawę. Dlatego z przyjemnością czytam. Uczę się rozumieć.

    Alternatywa – upolitycznienie prawa z powrotem do nie polskiego wzoru średniowiecza, to i zaprzeczenie tradycji i bardzo ponura perspektywa.

    Pozdrawiam.