Problemy z elekcją

A teraz to co tygrysy lubią najbardziej: czy tylko ja zaczynam odczuwać coraz wyraźniejsze problemy z elekcją? Idą wybory, więc to pytanie staje się coraz istotniejsze… a może raczej: powinno się stać?


Problemy z elekcją

Coś mi mówi, że na widok takiego plakatu każdy może mieć problemy z elekcją. WYŻSZE PŁACE — kto na to da się nabrać? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zacznę może od historii: pamiętam jak we wrześniu 1993 r. wybraliśmy się z kolegą autostopem do Amsterdamu (via Nicea i Chamonix ;-) Wracając nie mieliśmy najmniejszych skrupułów: „if we aren’t back the communists may win the elections!” mówiliśmy kierowcom niechętnie patrzącym na kudłatych i zarośniętych autostopowiczów. To naprawdę działało, ale nasze głosy nic nie zmieniło — wybory wygrała komuna i zawiązała koalicję z PSL… Świat był bliski zawalenia…

… ale już dwa lata później, kiedy Aleksander Kwaśniewski dość zaskakująco (dla mnie) wygrał z Wałęsą byłem — w przeciwieństwie do kolegów, którzy próbowali upić się na smutno (oraz pewnej dzisiejszej kandydatki do parlamentu) — bardziej sceptyczno-optymistyczny: „przetrwaliśmy nazizm i komunizm, przetrwamy i Kwaśniewskiego„. (Stąd też moje przekonanie, że nie dając rady pod Legnicą ale dając pod Grunwaldem i Beresteczkiem, damy też sobie radę z rzekomym zagrożeniem wynikającym z zalewu muzułmańskiej imigracji.)

Przewijamy taśmę do przodu; wraz z upływem czasu stawałem się coraz mniej gorączkowy, coraz bardziej stonowany jeśli chodzi o politykę (stąd m.in. okres głosowania na Platformę — z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że byłem, excuses le mot, jak marszałek Pétain podejmujący Hitlera — chociaż jeszcze w wyborach 2001 i 2005 mógłbym się określić jako całkiem przekonany wyborca). Z tej samej przyczyny coraz luźniej odbierałem porażki: powtarzając za JKM jest mi obojętne kto nie wprowadzi liberalizmu.

Za tydzień znów wybory… a ja szczerze mówiąc mam coraz większe problemy z elekcją. Jest to konsekwencją prostego pytania: na którą z partii ma głosować zdeklarowany liberał — co ja tłumaczę, może jeszcze raz przypomnę, w dość kanoniczny sposób: wolność w sferze osobistej (skrępowana wolnością i bezpieczeństwem innej osoby, w tym także swoboda podróży, zatrudniania i nie zatrudniania, etc.); wolność i swoboda gospodarcza (rozumiana w dość ortodoksyjny sposób — jako zero zbytecznych ograniczeń administracyjnych, bardziej Mises i Hayek niż Balcerowicz); likwidacja zbędnego socjalu (upraszczając: masz dwie łapki i bozia cię nie pokarała? to bier się do roboty i nie licz na zasiłek); likwidacja przymusu ubezpieczeń emerytalnych (składaj jak lubisz, korzystaj kiedy zechcesz).

Proszę mi pokazać ugrupowanie, które startuje w wyborach — kandydata, na którego mógłbym zagłosować — który proponuje coś w ten deseń. (Od razu uprzedzam: bajki, że odpowiedź brzmi Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja, trzymam na tej samej półce, na której są gusła o gadających zwierzątkach i ślicznych rusałkach. Półtora roku temu naiwnie napisałem, że zagłosuję na kandydata, który nie zgadza się na „urawniłowkę, federalizację, socjalizm i ingerencję rządu (krajowego, unijnego) w sfery, które muszą być poza obszarem jego zainteresowania” — a tymczasem wyszło, że głos poszedł na fircyków politycznych, którzy już chyba nawet nie używają słowa liberalizm). (Szeregowych kandydatów i wyborców z góry przepraszam za uproszczenie, ale czasem trzeba cierpieć za lidera.)

Dalej wcale nie jest lepiej: partia z kwadratową kropką jawi mi się jako klon wczesnej PO (jeśli to nieprawda to wybaczcie, ale takie mam wrażenie — chyba nikt nie jest bardziej temu winien jak kandydaci z kropką). Partia gestu Kozakiewicza z liberalizmem ma tyle wspólnego co dron z dromaderem (na Kornela Morawieckiego może bym i głosował — gdyby startował do Senatu; jak mówią Morawiecki jest przeciwko JOW, więc może to go tłumaczy). Platforma i PiS… jakieś popłuczyny po SLD… A może PSL? Wolne żarty…

Trudny jest los liberała, który ma problemy z elekcją… Wybory za pasem, czyżby skończyło się znów głosem nieważnym (a gdzie mój głos ważny niewybierający?)

PS Jakbym mógł to bym zagłosował na Piotra Waglowskiego, który kandyduje do Senatu w jednym z okręgów w Warszawie. Niezależnie od jego poglądów politycznych (których nie znam). Ale niestety w moim okręgu wybór jest bardzo ograniczony — albo senator Obremski (człowiek Dutkiewicza) albo Józef Pinior, którego akcja z 80 milionami była super, ale to za mało.