Przejście dla pieszych i droga rowerowa

Październik to w odczuciu wielu P.T. Cyklistów schyłek sezonu rowerowego (a nie słyszeli po czym odróżnia się prawdziwych twardzieli od… ;-) jednak przyszło mi na myśl, że jeden temat warto omówić krótką notką jeszcze teraz (obiecuję tematyka rowerowa nie wróci na łamy Lege Artis przed marcem).


Przejście dla pieszych i droga rowerowa

Fotka kompletnie ilustracyjna. Opisywanych zjawisk nie udało mi się ująć, bo muszę mocno trzymać kierownicę. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

Chodzi mi o proste pytanie: jakie są zasady precedencji na skrzyżowaniu przejścia dla pieszych poprowadzonej przez drogę dla rowerów — słowem: czy można depnąć w pedały ile pary w udach, czy jednak pieszy może leźć śmiało przez zebrę? (Od razu zastrzegam, że tekst piszę wg stanu prawnego na październik 2015 r. i nie zajmuję się odwalonymi przez senat zmianami w zakresie pierwszeństwa na przejściu dla pieszych.)

Postaram się przeprowadzić pewien wywód logiczny:

  • przejście dla pieszych to powierzchnia jezdni, drogi dla rowerów lub torowiska przeznaczona do przechodzenia przez pieszych, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi (art. 2 pkt 11 PoRD) — czyli zebra przez DDR to też przejście dla pieszych;
  • ta zebra na pewno nie jest przejazdem dla rowerzystów — zgodnie z art. 2 pkt 12 PoRD przejazd rowerowy może iść przez powierzchnię jezdni lub torowiska (nie przez chodnik, nie przez inną drogę dla rowerów, zatem to nie rower przejeżdża przez fragment chodnika, lecz pieszy przechodzi przez fragment DDR);
  • co do przejścia dla pieszych: kierujący pojazdem (każdym pojazdem — rower to też pojazd, zatem obowiązek zachowania szczególnej ostrożności dotyczy także jadących rowerem!) ma ustawowy obowiązek zachowania szczególnej ostrożności (art. 26 ust. 1 PoRD),
  • szczególna ostrożność doczekała się nawet definicji w kodeksie drogowym — jest to ostrożność polegająca na „zwiększeniu uwagi i dostosowaniu zachowania uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze, w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie” (art. 2 pkt 22 PoRD) — słowem: palec na klamki, oczy dookoła głowy, jeśli trzeba to przyhamować;
  • ba: zgodnie z tym samym art. 26 ust. 1 PoRD kierujący rowerem (bo rower to pojazd, prawda) ma także ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu (identycznie jak kierowca auta, wiadomo);
  • lekka dygresja, ale chyba ważne: kierujący pojazdem (także rowerem) zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe (art. 27 ust. 1 PoRD) — co rozumiemy w ten sposób, że jeśli jadę rowerem i dojeżdżam do przejazdu, to mimo pierwszeństwa w pewnych sytuacjach (i mimo tego, że skręcające auto puszcza mnie bezwzględnie!) o tej szczególnej ostrożności z art. 2 pkt 22 PoRD też pamiętam.

Dziś bez dodatkowego podsumowania, bo chyba wyłuszczone dość jasno.

  • b52t

    Może i rowerach nie ma co pisać do marca, ale dzisiaj czytałem, że weszły w życie zmiany w rozporządzeniu wykonawczych – znaki i sygnały drogowe. Wprowadzono jakiegoś „sierżanta rowerowego” (znak poziomy), który ustala kierunek jazdy; dopuszczono umożliwienie jazdy pod prąd na jednokierunkowej, gdy maksymalna prędkość na niej to 30 km/h.
    Tego sierżanta widział i użyłem (bo tak przestrzegam przepisów) w ostatni łikend koło Hali Targowej; prowadzi w poprzek ulicy Ducha Świętego (nawet nie wiedziałem, że tak się nazywa!) na wydzielony pas dal rowerów na Frycza- Modrzewskiego.

  • BTW komisja sejmowa wnosi o przyjęcie uchwały senackiej (tej za odrzuceniem zmian w zakresie pierwszeństwa przejazdu):

    http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/92E2D42A300FDD24C1257ED8003ADA42/%24File/3979.pdf

    Kuriozalne jest uzasadnienie stanowiska Senatu:

    http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/58233AC886FADDE1C1257ED500363D43/%24File/3976.pdf

    Przyznanie pieszemu oczekującemu przy przejściu dla pieszych pierwszeństwa przed pojazdem poruszającym się po jezdni może jednak – paradoksalnie – jeszcze pogorszyć te statystyki. (…) Nie stanowi ponadto ochrony przed wypadkami spowodowanymi nagłym
    wtargnięciem pieszego na jezdnię. Powszechne używanie przez pieszych użytkowników dróg,
    telefonów komórkowych, odtwarzaczy muzyki i innych podobnych urządzeń elektronicznych sprawia, że ich uwaga jest rozproszona, co istotnie utrudnia szybką i właściwą ocenę sytuacji
    na drodze.

    Słowem: Czesi mogą, Niemcy mogą, Włosi mogą, ponoć nawet w Meksyku (!) mogą — Polacy nie mogą.

    No ale co tam, skoro:

    Teza taka jest już niestety weryfikowana w praktyce. Ustawa z dnia 1 kwietnia 2011 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o kierujących pojazdami, dodała do art. 27 Prawa o ruch drogowym ust. 1a – normę stanowiącą, iż kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić. Powołany przepis spowodował gwałtowny wzrost liczby wypadków z udziałem rowerzystów, wynikających z ich nagłego wtargnięcia na jezdnię.

    Wynikających z nagłego wtargnięcia??! Czy z nieostrożności kierowców…

  • Sierżanta nie znam ;-) ale zmieniła się definicja C-13 — Znak C-13 „droga dla rowerów” oznacza drogę przeznaczoną dla kierujących rowerami, którzy są
    obowiązani do korzystania z tej drogi, jeżeli jest ona wyznaczona dla kierunku, w którym oni poruszają się lub zamierzają skręcić
    .

    Chociaż moim zdaniem w PoRD nie ma kierunkowych DDR — no ale przynajmniej jest jasne, że nie ma tabliczki, nie ma roweru :)

    http://dziennikustaw.gov.pl/DU/2015/1313/1

  • A, Znak P-27 „kierunek i tor ruchu roweru” wskazuje kierującemu rowerem tor ruchu roweru na jezdni i określa
    kierunek jego ruchu.”

    Ciekawe skąd ja to wiedziałem wcześniej…

    http://i.wp.pl/a/f/jpeg/35792/znaki_p_27.jpeg

  • b52t

    Dopuścili też mini znaki pionowe przy DDR, małe strzałki/znaki poziome na DDR wyznaczające kierunek jazdy.

  • BZDETNET

    Ta poprawka, którą uwalili to dobrze, że padła. Niewiele by zmieniła, tylko do zastanawiania się czy pieszy wtargnął doszło by czy się zatrzymał przed wejściem na pasy. Martwi mnie ogólna niemoc mentalna kierowców (pewnie, że nie wszystkich) do ustępowania pierwszeństwa pieszym. Innym samochodom mogą (ba! nawet muszą!) i dają radę, ale z pieszymi podobno im nie wyjdzie. Otóż, moim zdaniem, tylko świadomość konieczności ustąpienia pierwszeństwa pieszemu na przejściu dla pieszych (wszak po to ono jest!) jest w stanie zmienić coś w zachowaniu kierowców. Nie od razu, ale po pierwszych kilku setkach gnijących w pierdlu, wszak zniknie pojęcie wtargnięcia na przejściu dla pieszych, coś ma szansę się zmienić.

  • Ale czemu umie Czech, Morawiak, Słowak nawet — a Polak ma nie umieć?

    Ba, czemu Polak umie — ale na ziemi czeskiej lub niemieckiej szczególnie…?

  • BZDETNET

    Odpowiedź na to pytanie warta jest niejednego doktoratu :)

  • Chyba z teologii: „Podszepty szatana do ucha sączone a ich wpływ na zatracenie umysłowe kierowców z Lechistanu, który przedmurzem chrześcijaństwa być chce, ale jak Turczyn się wozi i wozić jak pohaniec przestać się nie chce”.

  • b52t

    Nie jest aż tak źle. Z mojego doświadczenia wynika, że stale się to poprawia.
    Ba, widzę nawet, że jak dojeżdżam rowem do przejścia dla pieszych i schodzę z roweru, to bardzo często jest pełna kultura.
    Inna sprawa, że martwi mnie ten „sierżant rowerowy”, bo zapewne znajdą się rowerzyści, którzy widzą takie coś pojadą jak im znak nakazuje, nie patrząc się dookoła czy mogą, czy nie będzie kolizji.

  • > zapewne znajdą się rowerzyści, którzy widzą takie coś pojadą jak im znak nakazuje, nie patrząc się dookoła czy mogą

    Myślę, że rowerzysta, który nie boi się jezdni — nadal jest to mniejszość w naszym ruchu — jednak jest wyczulony i te oczy dookoła głowy ma, nawet bez sierżanta czy innego oficera rowerowego.
    Lamerowi wsio ryba, on i tak patrzy albo na fejsbóka, albo na pedały, albo na sam nie wiem co jeszcze. I skręca jak chce i gdzie chce (najczęściej zwrot w miejscu).

  • b52t

    Nie wiem na co patrzą, ale nie tam gdzie powinni. Żadnej sygnalizacji, żadnej próby zgrania się z tempem ulicy. To z pewnością.

  • sjs
  • No to zaczynają mieszać. Bo wcześniej we Wrocławiu w takiej sytuacji malowali „czerwony dywan”:

    http://wroclaw.fotopolska.eu/foto/533/533307.jpg

  • b52t

    To jest ten kawałek o którym napisałem. To zdjęci jest zrobiona na początku oznaczenia przez co nie/słabo widać, że dalej prowadzi w poprzek ulicy (pasa), przecina część wyłączoną z ruchu, dalej znów z poprzek do Frycza-Modrzewskiego.
    Czerwony dywan ma nieco inne oznaczenie i inny sensu. W tym miejscu przy takiej drodze/torze/kierunku mocno mieszałby w głowach kierującym autami, a tak mogą go pomylić i nie zauważyć, stąd tym bardziej uważać muszą rowerzyści.

  • Bo ja wiem? Czerwone może nawet przeciąć auto (vide skręt przy Capitolu ze Świdnickiej w prawo, w Piłsudskiego) — a tutaj to już nie wiem („określa kierunek ruchu”): czy to jest nakaz? Muszę jechać prosto? Czy wolno mi skręcić w prawo?

  • b52t

    Tutaj to było tu to bardziej drastyczne. Przy Capitolu nie ma takiego problemu moim zdaniem, bo kierunek dywanu jest taki sam jak pasów ruchu na skrzyżowaniu.

    W sumie to możemy się zmóżdżać nad tym, a powód może być prozaiczny jak np.: bo taniej albo, bo wprowadzono nowe oznaczenie wypróbujmy jak działają.

    Myślę, że nie wiem jak to czytać. Widziałem, rozpoznałem zamysł, „posłuchałem”, a przy okazji przejechałem się innym kawałkiem ulicy niż zwykle. ;)

    (muszę zwracać uwagę co piszę, a nie dzielić to z pracą, bo wychodzi z tego Oficer Crabtree).

  • No to jeszcze jeden przypadek:

    http://i.ytimg.com/vi/_pq4GD67GKg/maxresdefault.jpg

    Tak, każdy jest inny… i to chyba niedobrze.

  • b52t

    No to mam wbitego ćwoka w głowę, bo zapomniałem o tym skrzyżowaniu. I większość linii obrony runęła.
    No cóż. Zobaczymy jaka będzie praktyka stosowania tego sierżanta.

  • AlbertStonoga

    W Warszawie na Koszykowej są wyznaczone w jezdni dwa czerwoniutkie, prawie ciągłe, jednokierunkowe pasy dla rowerów. Niestety, prawdopodobnie z powodu niewystarczającej szerokości jezdni, od strony ul. Raszyńskiej na odcinku 200-300 metrów pas jest tylko z jednej strony (do Raszyńskiej). Rowerzysta skręcający z Raszyńskiej w Koszykową powinien jechać jezdnią, by dopiero po kilkuset metrach wjechać na wyznaczony dla rowerów pas. Dlatego w tym tygodniu, na odcinku, gdzie pasu nie wyznaczono namalowano sierżantów.
    Według mnie sierżant sztuk kilka ma mówić skręcającym z Raszyńskiej w Koszykową rowerzystom: „Jedziesz dobrze – ulicą. „Czerwone” po przeciwnej stronie nie jest dla ciebie”

    Niestety, jednokierunkowe pasy dla rowerów, to w Polsce wciąż nowość. Często rowerzyści widząc „czerwone”, próbują tym jechać, nie zwracając uwagi na to po czym się poruszają.

    Bo jeśli wymalowano sierżantów bo poskąpiono (słowo chyba nie na cenzurowanym?) kasy na spójne w formie oznaczenie dróg dla rowerów, to należałoby osobę za to odpowiedzialną … z laczka i poprawić z kopyta.

  • antymat

    O, to całkiem proste – 80€ i 1 punkt, a tych można mieć max. 7 – przy 8. zabierają prawo jazdy. Zagraniczne też.

  • apropos końca sezonu rowerowego – jakieś rady co robić z kolanami w zimie(w sensie: opatulać? czym?) żeby ich sobie nie popsuć na rowerze? I przy jakiej temperaturze powietrza należy z nimi zacząć cokolwiek robić (w sensie opatulać)?

  • Ja zimą jeżdżę — tylko do pracy bo jednak nie uważam roweru za sport ekstremalny — w takich getro-kalesonach (jakiś HiMountain czy cuś) plus szorty 3/4 Endura (świetna sprawa na słotę). W ten sposób na luzie starczało mi na 5 km przy -20 st.
    Teraz mam 12 km do roboty i już wiem, że granica bólu to jakieś -10 st. co we Wrocławiu oznacza rzadkość ;-)

    W ogólności to osobiście największy problem zawsze mam z dłońmi: nie ma rękawic, które by mi zapewniły komfort w takich warunkach. Kolana jakoś zawsze się kręcą…

  • Ach, to straszne — czyli jednak liczy się sankcja, jej nieuchronność oraz surowość… ;-)