Zdaniem TK art. 417(1) par. 2 kc zgodny z konstytucją (SK 9/13)

To orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego powinno być odnotowane na łamach Lege Artis: w wyroku z 27 października 2015 r. (SK 9/13) TK stwierdził, że art. 417(1) par. 2 kc — rozumiany w ten sposób, że naprawienia szkody wyrządzonej przez wydanie prawomocnego orzeczenia sądu cywilnego można żądać po stwierdzeniu jego oczywistej i rażącej niezgodności z prawem, która ma zarazem charakter obiektywny — jest zgodny z art. 77 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.


SK 9/13

Trybunał Konstytucyjny w wyroku SK 9/13 stwierdził, że art. 417(1) par. 2 kc jest zgodny z art. 77 ust. 1 Konstytucji RP (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


art. 417(1) § 2 kc
Jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie prawomocnego orzeczenia lub ostatecznej decyzji, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu ich niezgodności z prawem, chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej. (…)

Sprawa, której dotyczyła skarga konstytucyjna, jest naprawdę bardzo ciekawa: skarżący przegrał sprawę cywilną i został zobowiązany do zapłaty powodowi 48 tys. złotych (powód ściągnął pieniądze). Od wyroku poszła skarga kasacyjna, która została uwzględniona, jednak wierzyciel już zdążył wyegzekwować część pieniędzy. Suma blisko 2,5 tys. złotych poszła już do ex-wierzyciela i ta właśnie kwota (plus koszty komornicze) stanowią wartość szkody, o naprawdę której skarżący wystąpił do sądu. W I instancji odszkodowanie zasądzono, jednak w apelacji powództwo zostało odrzucone — ponieważ zdaniem sądu orzeczenie nie było niezgodne z prawem, a zatem — brak jest szkody.
Zdaniem powoda-skarżącego oznacza to naruszenie konstytucyjnego prawa do wynagrodzenia szkody wyrządzonej przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.

art. 77 ust. 1 Konstytucji RP
Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.

Trybunał Konstytucyjny skargi nie uznał za zasadną. Zdaniem TK określone w art. 77 ust. 1 ustawy zasadniczej „niezgodne z prawem działanie” organu musi polegać na podjęciu zakazanych lub niepodjęciu nakazanych przepisem prawem działań — i nie należy go rozumieć w sposób przyjęty np. w prawie cywilnym (tak samo TK orzekał w sprawach SK 77/06 oraz SK 4/11). Jest to o tyle racjonalne, że wynika z ochrony zaufania jednostki do państwa i poczucia pewności prawa — zaś

Uwikłanie prawomocnych orzeczeń sądów powszechnych w wieloletni spór o ich zgodność z prawem niezależnie od rangi naruszenia, nawet dla potrzeb wyłącznie postępowania odszkodowawczego, podważałoby zewnętrzne przekonanie o sprawiedliwości orzeczenia. Wprowadzenie zaskarżonej regulacji umożliwia tymczasem wyeliminowanie pola spekulacji o prawomocnych orzeczeniach, które szkodziłoby zaufaniu publicznemu oraz podważałoby autorytet władzy sądowniczej.

Ograniczenie możliwości dochodzenia odszkodowania w przypadku wydania orzeczenia niezgodnego z prawem służy zatem ochronie interesu sądowego wymiaru sprawiedliwości — gwarancji zachowania porządku publicznego (no i art. 31 ust. 3 Konstytucji RP pozwala na ograniczenie praw konstytucyjnych ze względu na inne wartości). Ograniczenie to nie ma przy tym charakteru nieproporcjonalnego, także dlatego, że zachowane są zasady obiektywnej oceny orzeczeń, które podlegają ocenie z perspektywy art. 417(1) par. 2 kc.

Przy okazji warto zwrócić uwagę, że Trybunał umorzył postępowanie w zakresie w jakim skarga dotyczyła art. 424(1a) kc (por. Stwierdzenie niezgodności z prawem wyroku wydanego przez SN) — a to ze względu na zbędność lub niedopuszczalność orzeczenia (zapewne chodziło o to, że skarżący nie zetknął się z Sądem Najwyższym w toku swoich spraw).

PS Ciekawostka co do anonimizacji orzeczenia: w informacji prasowej po rozprawie SK 9/13 skarżący został określony inicjałami A.P., jednak w sentencji wyroku pada nazwisko Aleksandra Patrzałka…

  • MR

    A czy to nie jest aby jak z ochroną państwa przed brakiem szacunku? Ile wart jest system, który opiera się na dogmacie – co do skutków – nieomylności? Tyle, co decyzje obsrane przez muchy – jak w „Brazil” Terrego Gilliama?

  • b52t

    Tak trochę to wygląda. Ale jednak TK stwierdził, że norma jako taka jest zgodna z Konstytucją, czyli podważać i domagać się odszkodowania można (vide najsłynniejsze przypadki: JTT (MCI) i Optimus).

  • Ja muszę powiedzieć, że — moim zdaniem — skarga o tyle jest spalona, że w tym stanie faktycznym problem nie wziął się chyba z niekonstytucyjnej normy ile albo jej nieprawidłowego zastosowania albo jakiejś luki.

    Sądzę, że skarżący powinien odzyskać swoje pieniądze bez skargi do TK — i to raczej od ex-wierzyciela, nie od Skarbu Państwa.

    Stąd wyrok jest chyba prawidłowy — natomiast bardzo nie podoba mi się jego uzasadnienie.

  • I jeszcze ciekawostka: Aleksander Patrzałek już wcześniej bił w art. 416 kc (SK 19/05):

    http://trybunal.gov.pl/rozprawy/wyroki/art/5284-wznowienie-postepowania/

    Nie wiem czy to dobry temat na nadchodzące święta, ale tak na nazwisko miał mój promotor mgr, jednak:

    http://www.genealogia.okiem.pl/foto2/displayimage.php?pid=41414

  • b52t

    Jasne, że jeśli TK broni wymiaru sprawiedliwości przez dogmatycznie brzmiące hasła (niczym nieomylność papieska, tylko w wersji light), to brzmi to cokolwiek niefortunnie.

    Jednak TK próbuje się z tego lekko wybronić: „Wprowadzenie zaskarżonej regulacji umożliwia tymczasem wyeliminowanie pola spekulacji o prawomocnych orzeczeniach, które szkodziłoby zaufaniu publicznemu oraz podważałoby autorytet władzy sądowniczej”.

    Przechodzenie przez katorgę wniosku o stwierdzenie niezgodności z prawem wydanego wyroku do łatwych nie należy, ale chyba ostatecznie muszę się zgodzić, że odpowiedzialność odszkodowawcza organów państwa (do których wrzucam i sądy) nie powinna być łatwa jak uzyskanie nakazu zapłaty z Lublina.

  • MR

    Ale to właśnie jest bida z nędzą. Wierzyciel powie : goń się, dobry człowieku, miałem wyrok sądu, a Skarb Państwa: goń się, dobry człowieku, ja nic od ciebie nie wziąłem.

  • MR

    Idąc dalej tym tropem, sędziów, którzy swoim nagannym (w różnych wymiarach) zachowaniem podważają autorytet sprawowanego urzędu powinno się palić na – dogmatycznie oczyszczającym – stosie.

  • b52t

    Upieram się jednak, że kasę od skarbu państwa za wydanie decyzji czy wyroku niezgodnego z prawem można uzyskać dopiero, gdy przewina skarbu państwa zostanie udowodniona. Tak jak do ciupy powinni (bo zdarza się inaczej) trafiać osoby, których wina została udowodniona ponad wszelką wątpliwość, wyrok zasądzający kasę jest wydawany, gdy przedstawiono dowody (wyjątek: e-sąd), tak i błąd sądu powinien być stwierdzony w drodze wykazania i wydania wyroku, że zaskarżony wyrok został wydany z pogwałceniem prawa. W innym wypadku można by za każdym razem ciągnąć od skarbu państwa zamiast od powoda, który co prawda działał w zaufaniu, że wyrok pozwala na ściągnięcie, ale jak widać ryzyko było po jego stronie, skoro pozwany poszedł wyżej.

  • MR

    A ja jednak chętnie widziałbym tu jakiś automatyzm: wyrokowi wyższej, a zwłaszcza najwyższej instancji, powinien towarzyszyć nakaz zapłaty/zwrotu nienależnie pobranych środków.
    O zwrocie ze środków Skarbu Państwa, który następnie mógłby dochodzić kwoty zwrotu od właściwego dłużnika, nie ma co marzyć (dobra, panie b52t – dziś mam dobry dzień i nie będę się z nikim kłócił, więc powiem, że to grzech tak marzyć:) ).

  • b52t

    Tak byłoby najprościej, ale ot tego są inne postępowania – tak wiem, czas, pieniądze lecą zamiast zostać oddane. Ale to przecież i tak dopiero, gdy tego zabrał nie chce oddać, gdy się go o to wzywa.

  • Więc brakuje (?) normy, która pozwoli to odkręcić.

    Moim zdaniem jednak chyba nie brakuje — czuję, że to podchodzi pod bezpodstawne wzbogacenie: podstawa była ale odpadła. I tu jest rola albo dla orzecznictwa, a jeśli się nie da, to dla ustawodawcy.

  • Ale za to nie powinien w ogóle płacić Skarb Państwa! Po to jest dwuinstancyjność postępowania, żeby *zawsze* mieć na uwadze możliwość odwrócenia kota ogonem!!

    Być może zatem problemem jest klauzula natychmiastowej wykonalności. I tu muszę powiedzieć, że są przecież nawet sposoby na odzyskanie tych pieniędzy w postępowaniu przed sądem pracy (ustawowo pracownik dostaje klauzulę na 1 pensję po 1 instancji — jeśli przegra w II instancji, to powinien oddać to, co dostał po nieprawomocnym orzeczeniu. Z tym nigdy nie ma problemu, nawet jeśli to ex-pracownik).

  • MR

    To wiem, ale czuję, że większym batem byłby tu podatek od takich przychodów niż jakaś norma prawa cywilnego, zastosowania efektów której można się spodziewać z upływem dwóch lat czy coś koło tego.

  • b52t

    Dokładnie tym samym mi to pachnie – bezpodstawne wzbocanie.
    (Coś podejrzanego, żeby dwóch magazynierów prawa się ze sobą zgadzało).

  • b52t

    Powiem krótko: słaby pomysł.

  • MR

    Rozważania z rodzaju „ile diabłów mieści się na łebku od szpilki”. Normy-srormy. Co z tego, że mam prawo, skoro nie mam kasy? Oddajcie mi ją. Teraz, a nie może za kilka lat.
    Wciąż się nie kłócę, ani nie obniżam poziomu dyskusji.

  • MR

    A to nie nie jest pomysł na przepis, tylko pomysł na donos do urzędu skarbowego:) Albo na mały szantaż: albo oddajesz kasę, albo szykuj się na kontrolę.

  • Być może skarżący źle uderzył: zamiast iść z pozwem przeciwko bezpodstawnie wzbogaconemu, uderzył do sądu przeciwko sądowi (a to rzadko się dobrze kończy). A jak się nie udało to skarga do TK na przepis, który chyba nie wygląda bardzo nierozsądnie (przynajmniej ja akurat tej niezgodności art. 417(1) par. 2 kc nie czuję).

  • Ależ to jest zupełnie inna historia. Wierzę, że wierzycielo-dłużnik opodatkował ten przychód (o ile musiał — jeśli to było odszkodowanie to chyba nawet niekoniecznie…).

  • b52t

    No więc dokładnie, jeśli miał zapłacić to pewnie księgowa poradziła czy opodatkować czy zwolnione. Jeśli fizol to co innego.

  • b52t

    Nie dość, że niezgodności również nie czuję, to wygląda na to, że Pan skarżący chciał zabić w za duży dzwon.