Brak określenia pól eksploatacji w umowie autorskiej

A teraz, w ramach remanentów, powrót starego (jeszcze z czasów pl.soc.prawo i nie tylko) tematu: czy skoro ustawa o prawie autorskim wymaga „wyraźnego wymienienia” pól eksploatacji — a w dodatku gdzieś tam mowa jest o konieczności zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności — to czy brak pisemnego wskazania pól eksploatacji czyni tę umowę nieważną (bo nie wiadomo czego dotyczy)?


pola eksploatacji umowa przeniesienie praw

Takie zdjęcie to też utwór. Niniejszym udzielam P.T. Czytelnikom zezwolenia na korzystanie poprzez oglądanie. A poza tym, skoro jest CC-BY-SA, to można praktycznie wszystko. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Wspominam, bo temat wraca niekiedy w problemach P.T. Klientów — a to kontrahent-wykonawca zarzuca, że skoro nie ma pola eksploatacji, to zamawiający utwór (na przykład oprogramowanie) nic nie może. A to zamawiający uważa, że skoro umowa nie określa pól eksploatacji, których dotyczy przeniesienie autorskich praw majątkowych, to wolno co się chce.

Dysonans wynika z tego, że „wcześniej” w ustawie jest art. 41 ust. 2 pr. aut. — ten, który mówi, że umowa autorska powinna określać pola eksploatacji i to wyraźnie je wymieniać — natomiast dopiero później znajdziemy przepis, w myśl którego jeśli strony nie określiły sposobu korzystania z utworu (a przecież czyni się to poprzez wskazanie pól eksploatacji), to patrzymy na charakter i przeznaczenie utworu (oraz przyjęte zwyczaje).

z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
art. 41. ust. 2. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, zwana dalej „licencją”, obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione.
art. 49 ust. 1. Jeżeli w umowie nie określono sposobu korzystania z utworu, powinien on być zgodny z charakterem i przeznaczeniem utworu oraz przyjętymi zwyczajami.

To właśnie ten przepis jest wytrychem dla zapominalskich i nieświadomych, to właśnie dzięki niemu mamy pewność, że:

  • jeśli zamówiłem program, to mogę z niego korzystać tak jak jest przyjęte w przypadku oprogramowania (ale już nie np. pokazywać zrzuty ekranu w celach reklamowych, bo nie taki jest cel pisania kodu);
  • jeśli wykonałem stronę internetową na zlecenie klienta, to nie mogę się rzucać jeśli klient umieszcza ją na serwerze i wyświetla w internetach (ale już mogę się rzucać jeśli zaczyna robić z nią inne cuda);
  • jeśli fotograf zrobił zdjęcie reporterskie i dostarczył do redakcji, to nie powinien się oburzać, że wydawca puścił to w celach informacyjnych (ale już przerobić na reklamę ciuszków nie bardzo).

A jeśli ktoś uważa, że to tylko taka gdybologia, a gdybologia jest nieważna bez orzeczenia sądowego, to proszę bardzo — w wyroku z 27 czerwca 2003 r. (sygn. akt I ACa 1566/02) Sąd Apelacyjny w Warszawie powiedział coś takiego:

Okoliczność, że w umowie nie wymieniono pól eksploatacji nie czyni umowy nieważną, ponieważ stosownie do przepisu art. 49 ust. 1 prawa autorskiego zakres przeniesienia praw należy określić w takim przypadku zgodnie z charakterem i przeznaczeniem utworu oraz przyjętymi zwyczajami.

Q.E.D.

  • Adam314

    A co jeśli zwyczajowe pola eksploatacji zmienią się w trakcie obowiązywania umowy? Np. właśnie jesteśmy w okresie przemian, gdy muzykę sprzedaje się on-line a nie na CD. Jeśli wydawca ma nagrania sprzed 5-10 lat to zwyczajowe było wydawanie muzyki na CD. Teraz chce sprzedawać ją on-line bo zwyczaje się zmieniły. Artysta się nie zgadza bez dodatkowej opłaty. Jakie są szanse obu stron w sądzie?

  • Nie da się rozszerzyć tych napisanych, więc jednak tym bardziej tych nienapisanych (stara sprawa honorariów za stare teksty dziennikarzy NYTimes).