Proponowanie konsumentom nabycia usług finansowych, które nie odpowiadają ich potrzebom

I całkowicie na marginesie, chociaż odnotowując publikację nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz.U. z 2015 r. poz. 1634) wzmiankowałem temat, ale warto chyba dopisać parę akapitów.


Proponowanie konsumentom usług finansowych


Chodzi mi o nowy rodzaj praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów — czyli art. 24 ust. 2 pkt 4 UoOKiK, w myśl którego za praktykę sprzeczną z dobrymi obyczajami uznane zostało proponowanie konsumentowi przez przedsiębiorcę takich produktów finansowych, które nie odpowiadają potrzebom tegoż konsumenta, przy czym owe potrzeby mają być ustalane z uwzględnieniem dostępnych przedsiębiorcy informacji dotyczących konsumenta.

art. 24 ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (w brzmieniu po 17 kwietnia 2016 r.):
Przez praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów rozumie się godzące w nie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami zachowanie przedsiębiorcy, w szczególności: (…) proponowanie konsumentom nabycia usług finansowych, które nie odpowiadają potrzebom tych konsumentów ustalonym z uwzględnieniem dostępnych przedsiębiorcy informacji w zakresie cech tych konsumentów lub proponowanie nabycia tych usług w sposób nieadekwatny do ich charakteru.

Jak widać norma tylko pozornie jest jasna i klarowna, albowiem jak każdy jeż najeżona jest pojęciami, które można interpretować w dość zróżnicowany sposób. Niemniej moim zdaniem zakaz obejmuje takie działanie przedsiębiorcy, które obejmuje:

  • proponowanie usług finansowych — proponowanie to na pewno coś więcej niż reklamowanie — ale jak ma się owo proponowanie do oferty (art. 66 par. 1 kc)? Moim zdaniem pasowałoby o tyle, że żeby coś zaproponować, to trzeba mieć dość konkretny wpływ na gest wykonany w kierunku klienta;
  • ale jeśli proponowanie w rozumieniu ustawy to coś innego niż oferta, to może trzeba patrzeć na tę czynność przez pryzmat zaproszenia do zawarcia umowy (art. 71 kc)? No ale czy ogłoszenie, reklama czy inny cennik — lub jakaś inna informacja — to proponowanie?
  • prościej z reklamą kierowaną do ogółu, ale co z reklamą targetowaną behawioralnie? Czy jeśli proponujący spróbuje rozpoznać potrzeby i oczekiwania użytkownika serwisu internetowego, na podstawie jakiegoś tam swojego big-data, i w oparciu o analizę podsunie mu reklamę konkretnego produktu finansowego — to jest to już propozycja?
  • a może właśnie opracowywanie danych na podstawie aktywności użytkownika (właściwie bez jego wiedzy, z wyjątkiem oczywiście gdzieś tam kiedyś wyrażonej zgody na przetwarzanie osobowości) w celu przygotowania owej oferty będzie właśnie ustaleniem potrzeb konsumenta z uwzględnieniem dostępnych informacji o tej osobie?
  • …a może jednak konsument musi te potrzeby wyartykułować osobiście i nie można będzie ustalić sobie portretu pamięciowego człowieka na podstawie danych o jego aktywności i zainteresowaniach? albo może wystarczy przepuścić go przez jakąś ankietkę? — czy odpowiedzi udzielone w anonimowej z założenia ankiecie internetowej mogą dać pożywkę do przepoczwarzania danych, które złożą się na ustalenie cech konsumentów? a to jest akurat działanie jak najbardziej dozwolone…
  • przynajmniej jest jasne, że problem dotyczy tylko konsumentów — czyli z przedsiębiorcami nie ma takich ceregieli…

Tytułem komentarza: uwielbiam nowe przepisy, zwłaszcza jeśli jest ich jak najwięcej. Pomijając nawet być może to, że pośrednio przepis może mieć negatywny wpływ na naszą prywatność (skoro przedsiębiorca może się uchronić wykazując, że dopasował proponowany produkt finansowy do ustalonych cech konsumenta, to przecież u licha musi zacząć zbierać o nas jakieś informacje), to w tej części nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów wydaje mi się ździebko niedookreślona; może nie aż tak jak art. 172 prawa telekomunikacyjnego — ale zawsze przydałoby się wiedzieć, zwłaszcza jeśli mówimy o działaniach niepożądanych (za które grożą jakieś tam sankcje), co właściwie jest zakazane…

  • b52t

    Zbiorowe interesy konsumenta przez proponowanie usług niedopasowanych do tych konsumentów.
    Czytał bym to tak: lekarzom – stałą wysoką linię kredytową i złotą kartę, pielęgniarkom – konto podstawowe i pożyczki na niskim procencie; nigdy na odwrót. Prawnikom ochronę polisową, kierowcom NNW.
    Czyli raczej statystycznie niż indywidulanie. Ale banki od jakiegoś czasu robią byd-dejta, tym bardziej, że Polacy dość ochoczo wpuścili się w bankowość mobliną, a strony banków też jedzą ciasteczka.

  • W przypadku banków to jest ćwierć problemu, choćby przez to, że banki mają możliwość analizy transakcji klienta, trybu jego życia, etc. (w sumie horror). Natomiast są jeszcze pośrednicy. I tu jest gorzej.

  • Adam314

    Jak zwykle wsadzę kij w… ale kłóci mi się wewnętrznie fakt, że samo proponowanie jest już nielegalne.

    Prowadzę sprzedaż usług finansowych i ustawię sobie stoisko przed jadłodajnią dla bezdomnych z reklamą np. „Lokaty 10% rocznie dla kwot od miliona zł w górę”.

    Ewidentnie proponuję usługi finansowe niedopasowane do konsumentów. Naruszam dobre obyczaje. Czy z tego tytułu grozi mi kara? Jak to się ma do swobody zawierania umów?

  • Myślę, że prowadzenie działalności samo w sobie nie może być potraktowane jako zabronione „proponowanie”. To nawet nie reklama — a jednak zwykle mamy pewne gradacje. Restrykcje co do wykonywania jakiejś działalności zwykle są najsilniejszym skutkiem (zarówno jako kara jak i przepis w rodzaju „nie wolno reklamować aptek” albo „nie wolno reklamować OFE”).