Seiko Orange Monster [test] czyli dlaczego zegarek dla nurków jest dobry dla każdego

Pojawieniu się w kinach każdego filmu o agencie 007 towarzyszy fala artykułów o gadżetach Bonda — a to jakim autem pojechał, jaki garnitur na siebie włożył, gdzie los go rzucił i dlaczego tak daleko — oraz jaki dali mu zegarek. Nie sposób się oprzeć tej fali, zatem dziś na łamach Lege Artis kolejna zaśpiewajka — tym razem o temacie przewodnim: dlaczego automatyczny zegarek dla nurków jest dobry na wszystko?


Seiko orange monster test

Skoro Seiko Orange Monster jest zegarkiem dla nurków to zacząć trzeba od wysokiego C. Na zdjęciu: nauka pływania psa, który boi się wody. Jak widać dużo tej wody nie było, ale utopić podły zegarek można i w łyżce wody. (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dzisiejszy wykład przeprowadzę na przykładzie zegarka uchodzącego za bardzo kontrowersyjny, czyli Seiko SKX781 (popularnie zwany Seiko Orange Monster) — który kontrowersyjność swą zawdzięcza wściekle pomarańczowej tarczy oraz masywnemu stalowemu bezelowi (o którym więcej poniżej).

Natomiast dla rozwiania wszelkich wątpliwości (oczywiście weekendowa rubryka w czasopiśmie Lege Artis: Seiko Orange Monster (a także jego czarny brat czyli Seiko SKX779 — Seiko Black Monster) to zegarki autentycznie budżetowe. Za cenę kwarcowego szwajcara (sic!) można kupić dwa egzemplarze automatycznego Seiko — i zostanie jeszcze na przelot (tanimi liniami, jeśli jeszcze ktoś tam fruwa) do Zurychu.


Seiko skx781 orange monster test

Znawcy tematu często prezentują zegarek Seiko Monster w rynsztunku bojowym. Zatem i u mnie nie może zabraknąć kadru w towarzystwie noża Ontario RAT-1. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dlaczego nurek? Już na początku wypada rozbić w pył pewne mity: to, że na zegarku jest napisane WR50 czy inne 5 ATM nie oznacza, że sprzęt nadaje się do czegokolwiek więcej niż ostrożny kontakt z wodą — a próba zanurzenia zegarka choćby na kilka metrów kończy się tragicznie. Dopiero oznaczenie 100 ATM pozwala na w miarę spokojne pływanie w zegarku na ręku; natomiast dla tych, którzy lubią się choćby okazjonalnie zanurzyć robi się sikory z oznaczeniem „diver’s 200 m”.


Seiko skx781 orange monster test

Jeśli chodzi o lumę to Seiko SKX781 nie musi się wstydzić niczego. Świeci jak psu nos. Aha, na brązowym skórzanym pasku też wygląda rasowo. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jednak zegarek, który chce zasłużyć na miano divera, musi spełniać szereg warunków opisanych w normie ISO 6425, a mianowicie m.in.:

  • obrotowy bezel służący do odmierzania czasu (istotne przy wynurzaniu się z głębin podmorskich);
  • indeksów minutowych na tarczy (czyli każda minuta musi mieć swój „przecineczek”, nurkowski sprzęt musi bardzo dkładnie pokazywać przebieg czasu);
  • luminescencji pozwalającej na odczyt godziny w kompletnej ciemności z odległości 25 cm;
  • wskaźnika prawidłowej pracy zegarka, który w doatku jest widoczny także w całkowitej ciemności (dodatkowa luminescencyjna kropka na sekundniku);
  • podwyższonej odporności na wstrząsy oraz pola magnetyczne;
  • określonej wytrzymałości mechanicznej paska lub bransolety oraz teleskopów (przy czym egzemplarze przeznaczone dla nurków często sprzedawane są z dość specyficznymi paskami).

Seiko skx781 orange monster test

Biały kot, zegarek godzien Bonda… Gdzie się schował Bloefeld? ;-) (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Teraz chyba sytuacja się klaruje: potrzebujesz naprawdę mocnego i odpornego zegarka, który będzie wiernie służył w różnych okolicznościach przygody, który zniesie gwałtowną pompę w górach, który będzie dzielnie gonił z tobą na rowerze, który śmiało możesz zabrać na kajta czy kajak — a w dodatku nie chcesz wyglądać jak poszukiwacz sezonowych mód (przypominam, że Bond nosi divery nawet do smokingu!) — pomyśl o zegarku dla nurków.

Druga sprawa, którą chcę podkreślić: jeśli zegarek, to tylko automatyczny. W warstwie praktycznej automat uniezależnia nas od źródła prądu, nieuczciwych zegarmistrzów sprzedających podładowane używki za 20 złotych (odnośnik nieprzypadkowy) oraz patałachów próbujących otworzyć dekiel przy pomocy śrubokręta z Obi. W warstwie estetycznej to precyzyjny mechanizm — coś co trwa, szlachetnie się starzeje i dodaje nieco steampunkowego sznytu — kompletne przeciwieństwo zegarków kwarcowych (o najnowszej sezonowej modzie na spryt-zegarki nie wspominając).
No taki już jestem, że tak myślę.


Seiko orange monster test

Seiko SKX781 Orange Monster świetnie się odnajduje w każdych okolicznościach. Szybka herbatka na Kiczorach — z termosu, który też ma pomarańczowe elementy — a przecież mógłbym się ochlapać, zalać zegarek… (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Kątem ucha słyszę parsknięcia — „precyzyjny?!” No przeciętny kwarc za stówę będzie dokładniej odmierzał czas niż automat za pięć tysięcy. Tego nikt nie podważa.
Jednak nosiciele zegarków automatycznych zwykle mają tego świadomość (chociaż czasem mnie bawi jak widzę dywagacje: na którym boczku ma leżeć w nocy, żeby się najmniej spieszył?) — i zwykle im to nie przeszkadza. Takiego sikora nie kupuje się dla liczenia neutronów przeskakujących z łebka szpilki w kolejnej nanosekundzie…

Ostatnia sprawa: jak to nosić? Moja odpowiedź brzmi — jak najczęściej. Na dziś Seiko Orange Monster jest dla mnie zegarkiem pierwszego wyboru, toteż trudno się dziwić, że mimo niewątpliwie kontrowersyjnego wyglądu uważam go za codzienność (niedługo doszlusuje do niego nieco bardziej stonowany koleżka) — rower, góry, teatr (krawat i marynara — szok jak rzadko faceci teraz idą do teatru w krawacie!), takie tam. A noszę go na pasku typu NATO (od wczesnej wiosny do późnej jesieni) lub na jasnobrązowym pasku skórzanym (w sezonie jesienno-zimowym — stąd brak wakacyjnych w takiej konfiguracji). Natomiast fabryczny pasek silikonowy niespecjalnie mi podszedł.


Seiko orange monster test

Patrol graniczny w Zgorzelcu. Kuata nawęsza przemytników, ja odmierzam jej czas. jakby mnie pociągnęła i wpadłbym do Nysy — Seiko SKX781 wyszedłby z tego obronną ręką. (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Reasumując: ja naprawdę uważam, że zegarek dla nurków, właśnie dzięki jego wszechstronności, wytrzymałości i temu czemuś, jest najlepszy na każdą okazję, bez wyjątku.

  • Kopernik

    Świetny zegarek, mam taki sam, gratuluję wyboru!

  • b52t

    No nie wiem czy zegarek jest godzien Bonda. Laser ma? Jest od Omegi?
    A tak swoją drogą, choć mógłbym taki mieć (inna sprawa czy dobrze by wyglądał w proporcji do mojej łapki i nadgarstka), to nie wiem czy zegarek nadaje się na codzienne noszenie w wydziale/departamencie prawnym w korpo (bo przecież w kancelarii to już w ogóle to byłoby straszne fo pa). Na kaziual frajdej pewnie tak, ale na co dzień – śmiem wątpić. ;-)

  • E, to już chyba nie te czasy, że aż taki bon-ton. Może jak ktoś ministrów podejmuje — ale o ile to nie jest kancelaria, gdzie chodzi się w garniturach w prążki, to chyba już można…

    A Bond nosił też Seiko… ;-)

  • b52t

    To zależy o kancelarii, usposobienia przełożonych. Zależy od stylu własnego. Są tacy, którzy chcą być bardziej poważni niż to warte, potrzebne czy konieczne. Sam właśnie stosuje zasadę, że skoro i tak nie widzę klientów, a i z innymi spoza korpo jakoś szczególnie też nie bardzo mam do czynienia, to nawet krawata nie chce mi się wiązać u szyi, więc i taki sportowy zegarek mógłbym nosić.
    Lubię ten kolor, więc tym bardziej orange monster bym mi podpasował.
    Rzeczywiście, był taki czas, że i Bond lubił tę markę.

  • Można powiedzieć, że całą dekadę kazali mu nosić Seiko:

    http://jamesbondwatches.com/

    no i nie były to tylko te modele z 7 melodyjkami ;-)

  • MR

    A mnie mechaniczne zegarki wkurzają właśnie ze względu na (nie)dokładność. Kiedyś dostałem Atlantic Worldmaster i okazało się, że różnica to coś pomiędzy 20 a 30 sekund na dobę. I jak się okazało, to bardzo dobry wynik na zegarek mechaniczny. No, w trąbkę słonia !:) (Gwoli uczciwości: tanie kwarcowe też nie są dokładne – mój piekarnik traci kilka minut na miesiąc. Zakładam, że do tańszych modeli zegarków naręcznych nie stosuje się nic lepszego niż to, co trafia do AGD.)
    Kiedyś chciałem kupić Seiko SLT095: niedokładność 20 sekund na rok, bateria wytrzymuje 10 lat, wodoodporność do 200 metrów (to co się liczy) i ekstra gadżet do przeliczania dystansu (to co się nie liczy). Ale to była krótka seria i obecnie pozostaje ryzyko nabycia niesprawnego (po otrzymaniu przesyłki, bo nadany został -a jakże ! – w stanie tip-top) używanego egzemplarza.

  • Pół minuty na dobę to sporo, mój jest minutę tu czy tam po jakimś tygodniu (z tym, że autentycznie mi to nie przeszkadza — jak zauważę to poprawię, nie prowadzę aż tak usystematyzowanego życia, by potrzebować pomiaru co do minuty).

    A ten Seiko SLT095… od razu skojarzyło mi się to:

    https://yeomansweblog.files.wordpress.com/2008/08/285068e776082956509b33bac7959f3c.jpg

  • MR

    Ale jak to się ma kształtów Mile Markera? Jak pięść do nosa, rzekłbym:)

    http://ecx.images-amazon.com/images/I/51F90KPFF1L.jpg

  • Czyli mamy dowód na to, że pierwsze skojarzenie bywa często zwodnicze? ;-)

  • MR

    Co nie?:)
    A propos pierwszych wrażeń: kiedyś miałem okazję skosztować polskiego wina i wydało mi się ono mocno takie sobie (przy czym zastrzegam, że nie jestem znawcą). Ostatnio zupełnie przypadkowo trafiłem do małej winnicy pod Sandomierzem i mając w pamięci wcześniejsze smaki nie spodziewałem się niczego specjalnego. Ale, cholera, tak jak się nie znam na winie, tak muszę powiedzieć, że to, czego tam spróbowałem było naprawdę dobre. Więc chyba czas na „IPA 2 – Powrót Jedi”.

  • Ja może dodam od siebie, że zawsze warto próbować — pierwsza myśl może być zwodnicza, druga może być trafna.

    Fajnym wyrobem jest np. to piwo:

    https://100mostow.pl/wp-content/uploads/2015/11/blackipa.png

    a już bardziej hard-core (ale nie hard-hard-core):

    http://www.browarpinta.pl/zdjecia/piwa/thumbs/cache/pinta-hopus-pokus-2014_201501221004-300×0-t.jpg

  • Dzięki, przyznam, że też jestem z niego zadowolony. Fakt, że najlepiej brzmi w okresie wiosenno-wczesno-jesiennym, ale zimą też daje radę :)

  • MR

    Ha! I oto jasne stałe się ciemne! A miało być odwrotnie chyba…
    Swoją drogą, skoro białe okazuje się być czarnym, to chyba jest to piwo dla prawników, nie?

  • Można zaryzykować taką tezę ;-)

  • MR

    A tu jeszcze pod rozwagę Citizen Ecozilla (ma wszystko to, co Seiko, a jeszcze ładnie podkreśla Twoją obywatelskość): http://forums.watchuseek.com/f74/dive-dive-dive-seiko-orange-monster-vs-citizen-ecozilla-902470.html

  • Sikor na prund to zło.

    (Od paru dni mam też Citizena, oczywiście automat, po wakacjach może jakoś go skwituję.)

  • MR

    Ale to jest zdrowy prąd, a nie jakiś postmodernizm. Bo tym są – nie bójmy się tego powiedzieć – mechaniczne zegarki: zgniłym moralnie wypaczeniem. Zwykły przerost formy nad treścią – aż wierzyć się nie chce, że taki jurysta (to ładne, co?) tego nie dostrzega.

  • Lepszość tego prundu jest taka, że mikro-elektrownia jest na pokładzie, więc nie trzeba go rozbierać.

    Przerost formy nad treścią… zważywszy, że tego i tak nie widać (ale słychać), to raczej nie o formę chodzi (jeśli już to o jakąś meta-formę).

    No ale co ja poradzę, że świat (moim zdaniem) właśnie z lukullusowych smaczków zbudowany jest? I nie chodzi o wystawność — ale też tym bardziej pogoń za nowinkami… (to pewnie stąd mi się wzięło, że starzeję się).

  • MR

    A papierowych książek nie kupuje… ot, taki jak-mi-wygodnie-konsekwencjusz:)

  • Bo właśnie marnowanie papieru na książki jest przerostem formy nad treścią — moim zdaniem forma to jest to co widać. Mechanicznego serca zegarka nie widać, zatem nie jest ona składnikiem jego formy.

  • MR

    Ale gwoli sprawiedliwości: jest jedna przewaga (jak sądzę) zegarków mechanicznych nad elektronicznymi – odporność nad impuls magnetyczny. Jak wybuchnie wojna nuklearna, będą Cię pytać” „która godzina?”. Ciekawe tylko, ciągle czy ten jeden raz:
    – 15.30, a co?
    – A nic, tylko to już pora obiadu.
    – Aaaa…

  • MR

    No, tak. Dobrze chociaż, że kupuje używane i z outletów:)

  • No proszę, nie brałem tego pod uwagę. Chyba dopiszę w tekście ;-)

  • MR

    Znaczy się: kupuję.

  • W kupowaniu używanych rzeczy nie ma najmniejszego zła: jakoś trzeba to wszystko utylizować, po co ma lecieć do kosza?

    Używana książka i elektronika (i auta!) mają olbrzymią przewagę nad nowymi — cena (i tu e-książka odpada w przedbiegach — są promocje i wyprzedaże, ale na pewno nie da się kupić używki ;-)

  • MR

    Ja nawet mam teorię, że używane jest lepsze, bo sprawdzone pod kątem usterek. Poważnie:)

  • To jest stare pytanie: czy od człowieka Cz. kupiłbyś używane auto? Bo jak wiadomo: jeden sprawdzi i się pozbędzie (uprzednio podpicowawszy), drugi będzie się przynajmniej starał je usunąć :)

    (Ciekawe czy ew. zamierzając sprzedać auto powinienem się ogłaszać tutaj? ;-)

  • MR

    Używane coś, a nie konkretnie auto:)
    A jeszcze czasem trafiają się super okazje – tata, mama, dziadek, wujek opuszcza ten łez padół, a bliscy nie mają pojęcia, co zrobić z pozostałymi gratami. Kiedyś kupiłem tak niezły aparat z kilkoma obiektywami za jakieś 40% zwyczajowej ceny za taki sprzęt używany (nowych dokładnie takich już nie ma, ale gdybym miał kupić fabrycznie nowego następcę, to zapłaciłbym pewnie z 6 do 10 razy więcej, chyba nawet bez obiektywów).

  • Auto boli najbardziej, stąd też taki przykład.
    No może samolot bolałby bardziej ;-)

  • MR

    Eee, to chyba zależy od tego, czy kosztowało 3 czy 30 tysięcy.

  • b52t

    Autem za 3 to się jeździ (1) jak nie ma kasy, a jest taka realna konieczność; (2) zaraz po zadaniu prawka; (3) dla rozrywki w miejscach gdzie jeździć można, a jest mały ruch pieszych i innych uczestników (choć najlepiej byłoby szarpnąć się na kurs doszkalający).

  • MR

    Cholera, czy prawnicy naprawdę nie przywiązują zbyt dużej wagi do formy, zamiast skupić się na treści?

  • b52t

    Zawody prawnicze opierają się na wysoki stopniu sformalizowania, więc zboczonko pozostaje. ;-)

  • Osobiście wydając 30 tys. na auto zaakceptowałbym serwis za 5 tys. Kupując auto za 3 tys. padłbym na wieść, że muszę włożyć 5 tys.

  • Skup się na treści, nie czepiaj się formy ;-)