Ustawa o wsparciu kredytobiorców — dekada wolności od spłaty kredytu, czy…

W Dzienniku Ustaw opublikowano kontrowersyjną ustawę wsparciu dla kredytobiorców w tarapatach — a właściwie ustawa z dnia 9 października 2015 r. o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy (Dz.U. z 2015 r. poz. 1925). Warto przyjrzeć się co nowego przynoszą jej przepisy — czy jest to interwencjonizm państwowy czystej wody?


ustawa o wsparciu kredytobiorców

Ustawa o wsparciu kredytobiorców przewiduje możliwość zwrotnej pomocy w spłacie kredytu mieszkaniowego (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Znów będzie w punktach, bo tak mi łatwiej — i chyba klarowniej formułuję myśli:

  • celem ustawy jest (art. 1 ust. 1) ustalenie zasad przyznawania zwrotnego wsparcia finansowego osobom fizycznym, które mają do spłaty kredyt mieszkaniowy, a znalazły się w trudnej sytuacji finansowej;
  • obowiązki w zakresie udzielania wsparcia realizuje dobrze znany Bank Gospodarstwa Krajowego — ale nie obyło się też bez rodzynka, który lubią biurokraci: ma być powołany odrębny Fundusz Wsparcia Kredytobiorców jako źródło finansowania operacji. Na start ustawa przewiduje 600 mln złotych dla Funduszu — składają się na to banki, które będą się także, w miarę konieczności, dorzucały do kasy (art. 16-17 ustawy);
  • możliwość uzyskania wsparcia dotyczy kredytów związanych m.in. z budową lub zakupem domu jednorodzinnego, a także kupna mieszkania (także spółdzielczego), pod warunkiem, że zabezpieczeniem jest hipoteka na nieruchomości;
  • o wsparcie na mocy ustawy może się ubiegać ten kto: jest bezrobotny w chwili złożenia wniosku (ustawa przewiduje przesyłanie informacji do urzędów pracy) lub koszty obsługi kredytu zżerają przeszło 60% budżetu domowego (miesięcznie) lub jeśli po spłacie raty kredytobiorcy zostaje kwota, która uprawnia go do otrzymywania pomocy społecznej;
  • jednak wsparcia nie będzie m.in. jeśli kredytobiorca stracił pracę po zwolnieniu dyscyplinarnym, jeśli kredyt został wypowiedziany, a także jeśli kredytobiorca otrzymuje świadczenie z polisy na okoliczność utraty pracy. Nie mogą też liczyć na pieniądze z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców osoby, które mają tytuł do innego mieszkania;
  • wsparcie na spłatę kredytu hipotecznego może być przyznany na okres nie dłuższy niż 18 miesięcy, zaś wysokość wsparcia to równowartość przewidywanych 18 rat kredytowych — jednak nie więcej niż 1500 złotych;
  • ustawodawca wprowadził ściśle określony termin na ubieganie się o wsparcie w spłacie kredytu: stosowne wnioski można składać tylko do 31 grudnia 2018 r.;
  • zgodnie z art. 7 ustawy BGK zawiera z kredytodawcą umowę (art. 7 brzmi dziwnie:  „umowę w sprawie realizacji ustawy”) — trudno powiedzieć czy ma to być osobna umowa na każdy trudny kredyt, czy wystarczy jedna umowa z bankiem „na wszystko”;
  • samo wsparcie jest przyznawane na podstawie umowy zawieranej przez kredytodawcę z kredytobiorcą (art. 8);
  • jako się rzekło: wsparcie nie jest bezzwrotne — kredytobiorca zaczyna zwracać pieniądze po 2 latach od otrzymania ostatniej raty wsparcia, ma na to kolejne 8 lat;
  • zwrot następuje na rachunek banku-kredytodawcy (to na nich zresztą spoczywa ciężar dochodzenia należności w przypadkach przekrętów etc.) — i następuje w równych i nieoprocentowanych ratach;
  • można się jednak ubiegać o dodatkowe odroczenie terminu płatności lub dodatkowe raty — a nawet o umorzenie należności w całości lub części (zwrotne wsparcie może się zatem okazać bezzwrotnym);
  • ustawa wchodzi w życie w lutym 2016 r. (ściśle: 90 dni od dnia ogłoszenia), jednak przepisy o utworzeniu Funduszu Wsparcia Kredytobiorców już za niecałe 2 tygodnie.

Tytułem komentarza: jak dla mnie bomba — banki znów sięgną do swoich czarodziejskich kapeluszy i z pieniędzy innych klientów będą wspierać niektórych kredytobiorców dodatkowym darmowym kredytem — łącznie na prawie 12 lat — żeby ludziom żyło się dostatniej.

  • MR

    Takie życie:)

  • b52t

    Łosz ja pierdut. Inna sprawa, że w zeszłym tygodniu czytałem artykuł, z którego wywiedzieć się można, że: (1) banki sprzedały przeterminowane kredyty hipoteczne na kwotę przekraczającą 2 mld zł (nie pamiętam dokładnie tego co po przecinku), (2) teraz wchodzimy w czas kiedy, na podstawie danych historycznych z innych krajów, kredyty zaciągane w czasie boomu (a zatem najdroższe) będą stawały się kłopotliwe; co oznacza, że (4) najgorsze przed nami (5) tak spółki windykacyjne lubią takie wierzytelności choć płacą za nie dużo.
    Tak więc tę ustawę można oceniać wielorako: 1) interwencjonizm; 2) zapłacą inni skoro znów to banki mają się na to zrzucać (tak czy siak byliby to jacyś inni); 3) można spodziewać się drobnych cwaniaczków żyjących na czyiś koszt, a nie tyko tych, którzy mogą realnie tego potrzebować; 4) ale w związku z tym próbą nie tylko ulżenia ludziom, a zatem rozładowania napięć społecznych, które na pewno by się pojawiły; 5) wpływu wystąpienia większej ilości niespłacanych – wypowiedzianych umów kredytów hipotecznych – na resztę gospodarki.

  • Przy czym pkt 5 mógłby mieć także skutek pozytywny — np. w postaci pojawienia się na rynku wielu stosunkowo nowych mieszkań z drugiej ręki, których wartość być może byłaby teraz szacowana po ludzku :)

  • b52t

    Tak, to oczywiste, a o czym zapomniałem napisać, że tak się może zdarzyć i już się zdarza.
    A ceny mieszkań u nas jeszcze długo nie będą szacowane „po ludzku”.

  • Adam314

    Jako tzw. frankowicz mam bardzo mieszane uczucia. Sam gdy brałem kredyt zrobiłem sobie symulację czy dam radę jak frank mocno podskoczy. Wyszło, że dam radę więc wziąłem. Dla mnie sytuacja była do przewidzenia i nie potrzebuję żadnej pomocy od rządu. Branie kredytu bez myślenia na przyszłość było głupotą.

    Z drugiej strony z naszych podatków rząd finansuje wiele uprzywilejowanych grup społecznych. Dorzucenie kolejnej nie zmienia zasadniczo sytuacji.

    Tak więc pomoc jednym na koszt drugich jest niemoralna ale już się dzieje w wielu dziedzinach. Jak będziemy stale dorzucać uprzywilejowane grupy to w końcu każdy polak zakwalifikuje się do jakiejś i efekt będzie taki sam jakby żadnych preferencji nie było. :)

  • arek

    Zgadzam się w 100%. Nigdy nie oczekiwałem pomocy od rządu, gdy brałem kredyt we franku miałem świadomość ryzyka, jakie się z tym wiąże. Nie żałuję tej decyzji, jak dotąd. Mam nadal świadomość, że wolny rynek się najlepiej sam ureguluje. Ale sprawy ekonomiczne na świecie i zwłaszcza teraz w naszym kraju się mocno skomplikowały. Wtedy nikt tego nie przewidywał, nie było takich ruchów spekulacyjnych na walutach itd. Interwencjonizm się powszechnie rozpanoszył, upadają moje ideały. Idąc tym tropem: dlaczego mam teraz dopłacać do rodzin, które mają dzieci (ja nie mam, tylko mój kredyt), a nie mam prawa domagać się od państwa jakiejś pomocy, skoro to takie na czasie zrobiło się?

  • W tym jest pewna logika: niech każdy dostanie jakąś dopłatę, wyrównanie, wsparcie, zasiłek — a bilans wyjdzie na zero…
    …a rząd się sam wyżywi przy okazji.

  • b52t

    Tak strasznie cyniczne słowa Urbana były, są i będą wiecznie prawdziwe.