„Ostatni rozdział 1945. Zwycięstwo, odwet, wyzwolenie” — recenzja nieostatnia

Kontynuując tradycję wprawek recenzenckich poświęconych ciekawym książkom dziś przyszedł czas na kolejną pozycję poświęconą II Wojnie Światowej — tym razem w postaci pozycji Ostatni Rozdział 1945. Zwycięstwo, odwet, wyzwolenie” autorstwa Davida Stafforda.


ostatni rozdział 1945 recenzja

„Ostatni rozdział 1945” to ciekawa książka o ostatnich tygodniach II Wojny Światowej i pierwszych tygodniach po wojnie. Warto przeczytać — choćby po to by zobaczyć jak wygląda historia pisana z perspektywy innej niż nasza.


O samej książce oczywiście dużo pisać nie będę, to dość stara sprawa na polskim rynku (wpadła mi w ręce, a właściwie do mojego Kindla, dopiero teraz) i na pewno została pięćdziesiąt razy omówiona w sposób znacznie lepszy niżbym mógł się pokusić. Mogę tylko powiedzieć, że to co wyróżnia „Ostatni rozdział 1945” od innych książek (także tych, których nie miałem przyjemności tu zrecenzować), to spojrzenie okiem „zwykłych ludzi” — to nie jest opowieść o Hitlerze, Mussolinim, Pattonie czy Ike’u, nie jest to także zapis zmagań, bitew, nie ma tu wyliczanek numerów pułków, stanów osobowych, detalicznego opisu uzbrojenia oddziałów — czyli tego co prawdziwe tygrysy lubią najbardziej. To raczej historia kilkunastu tygodni przeżywana przez kilka osób i to raczej nie ze świecznika: amerykańskiego i kanadyjskiego żołnierza, angielkę pracującą dla UNRRY, Niemkę uwięzioną przez „swoich” za udział jej ojca w zamachu Stauffenberga. (Pod tym względem książce chyba najbliżej do „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej.)

A z ciekawostek — taki mamy świat, że nic nie przykuwa uwagi lepiej od ciekawostek (np. 5-sekundowy filmik o kocie, który przewraca się na grzbiet albo o psie, który podskakuje) — znanych lub nieznanych, a które dla Polaków mogą być o tyle ciekawostkami, że okazuje się, że Polska nie jest pępkiem świata i nie wszystko co złe stało się w Polsce, mogę wspomnieć o:

  • obawach aliantów, że niedobitki wojsk niemieckich okopią się na pograniczu Austrii i Bawarii — i z tej mitycznej Reduty Alpejskiej będzie trzeba je wykurzać miesiącami. Do tego Werwolf, który miał prowadzić wojnę partyzancką na zapleczu armii alianckiej — i kontynuacja wojny murowana (ciekawe: organizacja Werwolfu miała być zatajona nawet przed Hitlerem, który uznawał takie działania jako przejaw defetyzmu);
  • trzeba też przecież pamiętać, że nie jest tak, że w maju 1945 r. cała Europa była oczyszczona z hitlerowców — praktycznie nienaruszone garnizony stacjonowały w Norwegii (w tym U-booty i sporo innych jednostek Kriegsmarine), pod ciągłą okupacją była (głodująca) północna część Holandii, no a na Dolnym Śląsku trwała Grupa Armii „Środek” — ta sama, która via Breslau miała iść na odsiecz Berlinowi;
  • ciekawa jest historia Triestu — włosko-jugosłowiańskie spory graniczne zaczęły się przecież już na gruzach monarchii Habsburgów (rewolucyjna regencja Carnaro — o d’Annunzio tylko wspomniałem przy okazji recenzji biografii Mussoliniego) — natomiast okazuje się (dla mnie okazuje — tej historii nie znałem), że w maju-czerwcu 1945 r. prawie doszło do wybuchu walk o Triest między wojskami brytyjskimi a komunistami Tity (w tym czasie komunistycznym Słoweńcom udało się urządzić całkiem niezłe czystki etniczne);
  • wracając do Niemiec — ciekawostką jest postawa Göringa, który w maju 1945 r., już po internowaniu przez Amerykanów, liczył na to, że zostanie potraktowany jako przedstawiciel władz niemieckich — i koniecznie usiłował spotkać się z Eisenhowerem w celu ustalenia warunków poddania się przez wojska niemieckie;
  • jeszcze ciekawszy jest epizod admirała Dönitza (przypomnijmy, że na prezydenta Rzeszy powołał go Hitler w testamencie politycznym), któremu udało się utworzyć nazistowski rząd z siedzibą we Flensburgu, który działał blisko trzy tygodnie — już po kapitulacji wojsk niemieckich — w czasie których był tolerowany przez aliantów (Winston Churchill chciał mieć narzędzie do kierowania Niemcami w ryzykownym okresie — cały czas pamiętajmy o Werwolfie i Alpach), aż do jego aresztowania (sam Dönitz dostał w Norymberdze wyrok 10 lat więzienia — z jednej strony dość łagodny jak na hitlerowskiego dygnitarza, acz z drugiej strony mówią, że ani Kriegsmarine, ani samemu Dönitzowi trudno zarzucać odpowiedzialność za zbrodnie wojenne).

Słowem: po „Ostatni rozdział 1945” na pewno warto sięgnąć, aczkolwiek bardzo możliwe, że nie jest to książka dla kogoś, kto nie ma szczególnego upodobania do książek o historii.

Ja mam, o czym przekonacie się jeszcze nie raz :-)

  • b52t

    O początkach Wrocławia po Breslau też jest wydano książkę w latach 70 albo 80, ale to było bardziej statystyczne, socjologiczne, nie wiele było tam opowieści ludzi i o ludziach.
    Ostatnio wyszła też książka o powojennym życiu na „ziemiach odzyskanych”, jeśli dobrze pamiętam ’45 – ’48.

  • O pierwszych tygodniach Wrocławia jest też u Grzebałkowskiej („1945”).

  • b52t

    trudno byłoby uniknąć tego tematu.