Prawnicy, nie bójcie się listeli (czy pismo od adwokata musi mieć formę papier-koperta?)

A skoro było już o predylekcji niektórych środowisk do posługiwania się corporate email bullshit — to może warto dziś pół akapitu o tym, że przecież nie zawsze pismo od adwokata musi mieć postać kartka+koperta — bo równie dobry jest listel i komputer?


pismo od adwokata

Art. 14 ust. 1 UoŚUDE nie wymaga formy pisemnej-papierowej. Wysyłanie listów na firmowym papierze jest zawracaniem głowy i mydleniem oczu klientom.


Przyznam, że czasem rozwala mnie taka sytuacja: piszę sobie coś do kogoś (najczęściej w imieniu P.T. Klienta), a jako człowiek szanujący czas, pieniądze i lasy — wiadomość kieruję na skrzynkę poczty elektronicznej (czasem jest to goły tekst, czasem dołączone zeskanowane pismo — co podpis, to podpis, a e-podpisu nie mam). A odpowiedź przychodzi… Pocztą z Trąbką.

Tymczasem kodeks cywilny nie kłamie:

  • zgodnie z art. 60 kc oświadczenie woli można złożyć w dowolny sposób (chyba że przepis szczególny wymaga jakiejś formy szczególnej), ba: ten sam przepis podpowiada, że dopuszczalne i skuteczne jest wyrażenie swej wolę w postaci elektronicznej;
  • natomiast w myśl art. 61 par. 2 kc jeśli oświadczenie woli zostanie wyrażone w formie elektronicznej, to przyjmuje się, że nastąpiło to z chwilą wysłania listela — o ile oczywiście nie pomylono adresu odbiorcy (tak, tu jest ryzyko zakwalifikowania czegoś jako spam, ale o tym może inną razą);
  • to oznacza, że przysłowiowe pismo od adwokata można przesłać na e-pocztę — i jest ono tak samo ważne. Rozumiem, że nie da się w ten sposób użyć wytwornego papieru firmowego, utrudnione będzie uczynienie podpisu z zawijasem — jednak oprócz kwestii wizerunkowych (a może „wywierania nacisku”?) trudno zarzucać coś elektronicznej formie prowadzonej korespondencji;
  • jeśli ktoś ma wątpliwość czy na przykład wezwanie z art. 14 UoŚUDE jest oświadczeniem woli — już we wrześniu 2016 r. pojawi się znowelizowany art. 65(1) kc (por. Kodeks cywilny: forma dokumentowa i elektroniczna czynności prawnej już w Dzienniku Ustaw) — o tym, że „Przepisy o oświadczeniach woli stosuje się odpowiednio do innych oświadczeń”.

z kodeksu cywilnego:
art. 60 Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).
art. 61 § 2 Oświadczenie woli wyrażone w postaci elektronicznej jest złożone innej osobie z chwilą, gdy wprowadzono je do środka komunikacji elektronicznej w taki sposób, żeby osoba ta mogła zapoznać się z jego treścią.

Bo mnie jest szkoda lasów, szanowni państwo, szkoda lasów, czasu i nerw… a jeśli ktoś myśli, że papier zrobi większe wrażenie — to może i owszem, ale do czasu, do czasu…

  • kjonca

    „przyjmuje się, że nastąpiło to z chwilą wysłania listela”

    „art. 61. § 2. Oświadczenie
    woli wyrażone w postaci elektronicznej jest złożone innej osobie z
    chwilą, gdy wprowadzono je do środka komunikacji elektronicznej w taki
    sposób, żeby osoba ta mogła zapoznać się z jego treścią.”

    Jak dla mnie to wychodzi, że z chwilą kiedy listel dotarł do skrzynki adresata.

  • Skoro z „chwilą gdy wprowadzono„, to jednak z chwilą wysłania — ale pod warunkiem, że mogła zapoznać się — to oczywiście: muszę wysłać dobrze ale nie odpowiadam za różne spamy i źle skonfigurowane skrzynki odbiorcy (sprawdzić u admina).

  • mall

    Email jest zawodny.

  • Ludzie są zawodni. Poczta z Trąbką jest zawodna. Świat w ogóle nie jest doskonały.

  • kjonca

    Mamy system pocztowy u usługodawcy A (i niech to będzie firma w której pracuje wysyłający), odbiorca ma pocztę obsługiwaną przez B.
    Pracownik A wysłał listela, który przez trzy dni mielił się w systemie pocztowym A, po czym dopiero został przekazany do B, jaką datę należy przyjąć?

  • Żuraw

    Buhahaha, poczta z trąbką :-D :-D :-D

  • IMO skutek ten — wprowadzenie w sposób, że tamten mógł się zapoznać — nastąpił w momencie zakończenia się przemielenia.

    Zdaję sobie sprawę z tego, że program pocztowy pokazuje (zawsze?) datę wysłania — stąd czasem te kwiatki w rodzaju „poczta z jutra przyszła dziś” — ale chyba nawet bez uciekania się do informatyki śledczej da się ustalić rzeczywisty czas dotarcia wiadomości do mojej skrzynki.

  • Być może ustawa jest niedorzeczna, ale tak to wygląda (moim zdaniem, podkreślam).

  • kjonca

    Nie, byc może się trzeba zastanowić nad tym o wprowadzeniu do którego systemu mówimy :)
    Bo teraz inny przypadek:
    Pracownik A pisze listela, ale go nie wysyła, tylko zapisuje do wysłania później.

    Wprowadził? Wprowadził.
    Więc być może należy tu stwierdzić, że chodzi o datę „wprowadzenia do systemu nad którym odbiorca ma kontrolę”. Ale wtedy nie będzie to data wysłania widziana w programach pocztowych… Czy raczej nie musi być. bo jednak przypadki że listel idzie dłużej niż dzień są rzadkie. :)

  • Adam314

    Bardzo mi się podoba idea mocy prawnej e-maili (i ogólnie komunikacji elektronicznej) ale jest kilka minusów.

    Poczta jest zawodna. Jeśli (jak w jednym z komentarzy) mieli przez trzy dni zanim dostarczy na serwer adresata to skąd nadawca ma wiedzieć kiedy nastąpiło oświadczenie woli mające skutki prawne?

    Jeśli po 5 dniach otrzymamy od diabła internetu (mailer daemon) informację, że poczty nie dostarczono to musimy fatygować się na pocztę z trąbką bądź szukać innego sposobu komunikacji. Kilka dni opóźnienia może robić dużą różnicę prawną.

    Jeśli źle skonfigurowany serwer odbiorcy odrzuci nasz e-mail albo puści go w niebyt – jakie będą skutki prawne?

    Jeśli serwer odpowie „mailbox full” to nie wprowadziliśmy do systemu tak, aby umożliwiać zapoznanie się gdyż sam odbiorca uniemożliwia przesyłanie mu listeli. Jak wtedy wyglądają skutki prawne?

    Z poczty z trąbką wychodzimy z potwierdzeniem nadania. Nawet jak coś się zagubi – mamy nasze potwierdzenie i jest podmiot odpowiedzialny. W przypadku e-maili nie ma.

    Jedyna czysta prawnie sytuacja – gdy wyślemy listela z potwierdzeniem otwarcia i otrzymamy zwrotnie potwierdzenie. A o to wcale nie łatwo.

  • To jako adwokat tego diabła mogę dodać: admin adresata ustawi jakąś politykę uniemożliwiającą przesyłanie poczty od określonych nadawców (domena, ipek). Przekładając to na język papierowego awiza: odmówił odbioru? ;-)

  • Może i coś tam sobie wprowadził, ale na pewno nie „w taki sposób, żeby osoba ta mogła zapoznać się z jego treścią” ;-) Oczywiście ma to tak wysłać, żebym mógł to odebrać — a jeśli nie odebrałem z mojej własnej winy (bo mi się nie chciało, bo kasowałem, bo nie włączyłem komputera), to moja wina.

    Tak, wiem, zaraz się okaże, że najgorzej to wziąć sobie 2 dni wolnego od kompa. Odbiorem poleconego przynajmniej w miarę mogę sobie posterować (ja np. rzadko odbieram przed weekendem ;-)

  • Adam314

    Spodziewałem się, że szanowny autor będzie adwokatować za listelem a nie dorzucać argumenty przeciwko niemu :D

  • kjonca

    Zdaje się, że gdzieś kiedyś czytałem o takim przypadku (chodziło chyba o informację publiczną) i konkluzja była taka:

    (założenia: odbiorca i nadawca mają rózne „systemy pocztowe”)
    jeśli system odbiorcy „odmówił przyjęcia” (czyli sesji SMTP poszedł komunikat błędu) to pismo nie było doręczone (ktoś podał analogię: cieć nie wpuścił kloszarda z pismem)

    Jeśli przyjął a następnie zakwalifikował jako spam czy coś (nie pamiętam czy odesłał jakiś komunikat czy nie) to zostało doręczone, i urząd miał udzielić odpowiedzi

  • kjonca

    No i właśnie o tym mówiłem. MZ „wprowadzić” należy do systemu „odbiorcy”. Wtedy większość tych wątpliowści interpretacyjnych znika. Tyle, że to nie do końca znaczy „naciśnięcie Send” :)

  • Uprawiam tu wałkowanie tematu, zwane też publicystyką — aczkolwiek staram się obracać każdego kota ogonem o 180 st.

    Jeśli kazał, to proste — ale jeśli niektóre skrzynki w RCL czy KPRM odrzucają moją pocztę? Ale tylko niektóre? Pewnie dlatego, że sobie admin ściąga jakieś mordpliki…

  • pp.

    Case do przemyślenia: a co wtedy, gdy to odrzucanie poczty jest „sprowokowane” przez nadawcę? Mamy dokumenty techniczne wskazujące dany sposób konfiguracji jako niezbędny albo bardzo zalecany (chociaż przez wiele lat nikt się tym nie przejmował – no bo w praktyce działa(ło)).

    Żeby było weselej, nie ma to statusu regulacji do których musimy się stosować, w przeciwieństwie do np. takich PN/EN w wielu branżach na przykład. Z drugiej strony, te same dokumenty opisują istotę działania maili, więc nie jest też tak, że można uznać je za absolutnie nieistotne…