„Zjawa” — recenzja zjawiskowo zziębnięta

No i stało się: zjawiliśmy się na „Zjawie” — czyli filmie, który ma ponoć mnóstwo nominacji do tegorocznych Oskarów (w tym dla Leonarda DiCaprio jako najlepszego aktora pierwszoplanowego), a ja znów siląc się na lekką dezynwolturę powiem — to naprawdę bardzo dobry film — ale żeby aż tak?


film zjawa recenzja


W dużym skrócie: „Zjawa” jest dokładnie tym, czym byłaby „Nienawistna ósemka”, gdyby tamtego filmu nie nakręcił Quentin Tarantino. Zima, śnieg, przemożne dążenie do zemsty, z tym, że zamiast zamknięcia w pasmanterii i niekończących się dialogów — przepiękne obrazy gór w zimowej szacie, nieprawdopodobne samozaparcie porzuconego Hugh Glassa — no i finałowa walka, której może i nie powstydziłby się właśnie Tarantino.
Aha, Tarantino miał łatwiej, bo jego strzelaniny rozgrywały się już po wynalazku Samuela Colta, natomiast w „Zjawie” strzelali się bronią skałkową, ładowaną od lufy. Być może dlatego Iñárritu musiał pokazać więcej bezwzględnej przyrody — w końcu coś musi nadawać tempo akcji.

Reasumując Alejandro González Iñárritu nakręcił kolejny bardzo dobry film, ale pamiętając jego „Birdmana” (toć to ledwie rok) czy „Amorres perros” — prosto z czeluści mojego amatorskiego recenzenctwa powiadam: to naprawdę bardzo dobry film, mam nadzieję, że następny będzie jeszcze lepszy.

A, i na zakończenie taka dygresja: co to za czasy, żeby w komputerze nie tylko statki kosmiczne robić, ale i niedźwiedzie oraz bizony. Inna sprawa, że za zdjęcia należą się gromkie brawa — i za pejzaże, i za śnieg, i za wodę.
Ale żeby od razu takie wielkie nagrody wchodziły w rachubę… No nie wiem, nie wiem…

  • b52t

    No właśnie z rezerwą podchodzę do tego filmu, i nawet nie wiem czy go zobaczę. (Swoją drogą to kolejny poczatek roku, gdy trzeba by chodzić co tydzień do kina, bo tyle ciekawych filmów).

  • Mimo pewnych wad uważam, że film warto zobaczyć — także dla niesamowitej i groźnej przyrody.

  • b52t

    Nie ma tyle czasu, żeby zobaczyć wszystko na dużym ekranie. A poza tym, Di Caprio znów pewnie gra genialnie, znów ma nominację, a Oskara i tak dostanie ktoś inny.

  • No właśnie jak dla mnie to dość słaba rola — coś jak Gatsby a rebours.

    Jak dla mnie fenomen tego aktora jest niezrozumiały, owszem, zagrał w paru świetnych filmach (Gangi Nowego Jorku, Django, Incepcja, W sieci kłamstw, Infiltracja) — ale osobiście nie uważam jego aktorstwa za coś nieprawdopodobnie doskonałego (a każdy z tych filmów tak naprawdę ciągnął ktoś inny — D. Day-Lewis, Waltz, Nicholson — lub reżyser).

  • b52t

    Umówmy się, De Niro (jakieś 25 lat temu), Pacino trudno będzie doścignąć, ale gość potrafi zagrać naprawdę sugestywnie. W „Wilkach z Wall Street”, też zagrał dobrze.

  • b52t

    Takem se przypomniał, że jednak koniec/początek 2014/2015, jak dla mnie, i jak na razie był lepszy, a to tylko z powodu dwóch filmów: Birdman i Whiplash.