„Nienawistna ósemka” — recenzja! wystrzałowa!

W kolejnym odcinku ze sztambucha recenzenta czas na oczywistą oczywistość — czyli film „Nienawistna ósemka” Quentina Tarantino.

Co ja będę długo gadał: jeśli ktoś Tarantino lubi, to film kupi jakikolwiek by nie był; a jeśli ktoś za Tarantino nie przepada… to warto się przekonać, czy mimo braku upodobania do tarantinowskiego dowcipu ten nie-klasyczny western (no co ja poradzę, że nie tylko przez klasyczną kośbę, „Nienawistna ósemka” przypomniała mi „Rzeź” Romana Polańskiego?) nie okaże się strzałem w dziesiątkę?


nienawistna ósemka recenzja

„Nienawistna ósemka” w reżyserii Quentina Tarantino to film, którego nie sposób pominąć. Jeśli nudzą Cię westerny — nie przejmuj się: oni są tylko ubrani w stroje z Dzikiego Zachodu.


Nie paląc tematu: jeśli nie przepadasz, P.T. Czytelniku, za westernami — to nie jest western (podobnie jak przecież „Django” też nie był westernem). Ale jeśli „Django” naprowadza na myśl pastisz — najnowsze dzieło Tarantino nie jest pastiszem: jest całkiem na poważnie (mimo licznych humorystycznych elementów) dramatem kryminalnym. A jeśli nie przepadasz za krwistością tarantinowskich obrazów… no cóż, to jest Tarantino, ale „Lady Snowblood” to przeszłość.

Dołóżmy do tego świetną rolę Samuela L. Jacksona, genialną Jennifer Jason Leigh, doskonałego Kurta Russella — a jeśli komuś brakowałoby Ch. Waltza (mnie po SPECTRE dłuższy czas nie będzie go brakować — a jeśli się zdarzy, to puszczę właśnie „Rzeź”), to Waltza odtańcowuje Tim Roth…

…no co ja będę przedłużał: „Nienawistna ósemka” to świetny film, niby 3 bite godziny w kinie to zawsze ryzyko, ale tym razem ryzyka naprawdę nie ma (a w „Gazecie” pisali, że w 2016 r. nie zobaczymy nic lepszego, niż „Big Short” — minęły dwa tygodnie i zobaczyłem coś dziesięć razy lepszego).

  • b52t

    Big Short przejdzie mi chyba koło nosa, bo nie ma go już w dcf, a w kino NH grają go już o dziwnych porach (pierwszy tydzień stycznia wiadomo jak wyglądał, a od piątku do dzisiaj rana byłem w łóżku z powodu choroby), to H8ful 8 nie odpuszczę. Kolega mimo, że nie lubi Tarantino, to ocenił film na 7,5/10, a to już chyba o czymś mówi.

  • > Big Short przejdzie mi chyba koło nosa, bo nie ma go już w dcf, a w kino NH grają go już o dziwnych porach

    Czyli jednak widownia nie dopisała. Naprawdę nieszczególnie mnie to dziwi.

  • b52t

    na to wygląda. W Kino NH grają jeszcze w tym tyg., ale godziny niestrawne dla pracujących i ze zobowiązaniami.

  • Art

    Właśnie wróciłem z kina. Świetny film. Może nie tak dobry jak Django, ale zdecydowanie najlepszy jaki widziałem od czasu Django. Tak, jestem fanem filmów Tarantino (z wyjątkiem Kill Billów, które uważam za bardzo słabe) i dostałem dokładnie to czego oczekiwałem. Humor jest trochę bardziej subtelny niż zwykle, ale nadal było sporo zabawnych dialogów i monologów (np. ten o psach i Meksykanach ;)). Podobały mi się też realia historyczne – wojna secesyjna sprawiła, że ludzie są przepełnieni nienawiścią (stąd tytuł filmu) i nieufni, co dobrze widać gdy w jednym pomieszczeniu spotyka się północ z południem. Film daje do myślenia na temat kary śmierci, a także dotyka kilku innych zagadnień prawnych (np. prawo do samoobrony zostaje instrumentalnie wykorzystane przez czarnoskórego łowcę głów). Ogólnie kawał dobrego kina.

  • Kill Bill też są fajne, acz prawdą jest, że to jakby inna para kaloszy — dopiero teraz temat zemsty osiągnął (?) może dopiero osiąga apogeum u Tarantino. KB to raczej wprawka, bardziej pop-kulturowa, coś bliżej teledysku — „Ósemka” to prawie biblijna przypowieść.

    Północ-Południe, na koniec ręka w rękę — to też warto odnotować :)

  • Paweł

    Ja się też w końcu muszę wybrać, a odnośnie klasycznych westernów, to i Django i Ósemka to są klasyki gatunku, ale Spaghetti Western :) wykreowanego głównie przez Sergio Leone i Sergio Corbucciego ulubionych reżyserów Tarantino.

  • To ja może dodam, że muzykę do „Nienawistnej ósemki” skomponował nie kto inny jak Ennio Moricone. Podkreślam: skomponował, nie to, że Tarantino coś sobie pożyczył.

    BTW nie widziałem oryginalnego „Django”, więc nie wiem czy i na ile Tarantino odjechał od wzorca :)

  • b52t

    No i byłem. Mocna rzecz. Akcja jest zasadniczo do bólu przewidywalna; z reszta Tarantino drwi sobie z nas i cały czas mówi co się będzie działo, więc trudno uznać to za minus. Ale to o czym mówi. Chyba pierwszy raz Tarantino postanowił tak stanowczo, tak jednoznacznie wypowiedzieć się o Ameryce i kondycji jej społeczeństwa. W sumie to jak zapowiedź tego jak jest, a jak będzie jak wygra Trump. Mocna rzecz.

  • b52t

    Kill Bill widziałem jedynie pierwszą część, ale fakt, że od Inglorious Bastards filmy Tarantino to czysty rewanż. Z drugiej strony nie wiedzę tego motywu tak wyraźnie w H8ful 8, bo odbicie siostry – członkini gangu, to raczej nie rewanż, a przynajmniej tak tego nie czytam.

    No i na filmie śmiałem się dość z miarę często i mocno, szczególnie chyba tam gdzie ludzie mogli poczuć się zniesmaczeni (efekt wypicia kawy z dodatkiem).

  • b52t

    A tu taki smaczek i ciekawostka:

    reverb.com/blog/the-hateful-eight-hates-on-six-strings?

  • Tak właśnie tworzą się legendy :)

  • b52t

    I tak reakcja muzeum była genialna.