„Rat Pack i goście” w Teatrze Capitol — recenzja nostalgiczna

Drugim w życiu wyjściem na „Rat Pack i goście” do Teatru Capitol postanowiłem uczcić magiczne cyfry 44 w moim życiu — rozrywka przednia, co mam sobie żałować? ;-)


rat pack teatr capitol recenzja

„Rat Pack” zabiera nas w czasy kiedy świat ponoć był prostszy. Nie było AIDS, nie było PiS, nie było imigrantów — świat drżał przed wojną atomową. (fot. (c) Łukasz Giza — Teatr Capitol)


W dużym skrócie: „Rat Pack i goście” jest opowieścią o dawno minionej muzyce i czasach Franka Sinatry (którego zagrał Błażej Wójcik), Deana Martina (jak zawsze brawurowy Maciej Maciejewski) i Sammy Davisa Jr. (tu sam dyrektor Capitolu — czyli Konrad Imiela). Epoce ponoć pięknej (chociaż czasem mnie rozśmiesza ta nostalgia polskich twórców — było nie było mówimy o klasycznej dyktaturze ciemniaków), a na pewno szokującej z dzisiejszej perspektywy: papierosy i szkocka na scenie dziś skończyłyby się interwencją jakichś organizacji społecznych (przypominam doskonały film „Good Night and Good Luck„). (Na marginesie: w repertuarze ten spektakl figuruje pod nazwą „Rat Pack”, wystawienia sylwestrowe i styczniowe wzbogacone są o pojawienie się na scenie tytułowych gości — Elli Fitzgerald oraz Marylin Monroe.)

Mnie się naprawdę bardzo podobało, zresztą cała publika była raczej wniebowzięta — nie dziwię się. Chyba to już tu pisałem, ale może powtórzę: moim zdaniem nawet słabo-przeciętny spektakl teatralny jest wart więcej niż niezły film w kinie; a że „Rat Pack” dalekie jest od słabości lub przeciętności… Resztę dośpiewać możecie sobie sami.

A skoro jeden obraz wart jest tysiąc słów, to pewnie 90 minut ruchomego obrazu warte jest miliony słów; aby łatwiej było sobie dośpiewać resztę — specjalnie dla Państwa — Frank Sinatra & Dean Martin & Sammy Davis Jr. w występie z 1965 roku.

Coś niesamowitego.



A jeśli chodzi o repertuar Capitolu to „bandę szczurów” stawiam naprawdę wysoko — na pewno nie jest to taki czad jak „Trzej muszkieterowie„, także „Mistrz i Małgorzata” zawsze zbiorą wyższe noty, ale na „Rat Pack” można się naprawdę uśmiać po pachy i ubawić w doskonałym stylu.

Jak dla mnie bomba. Zachęcam do obejrzenia, zwłaszcza, że można relatywnie łatwo dostać bilety.

PS skoro w ubiegłym roku projektor wygrał z deskami 20:12, to na razie jest 0:1.