„Stalin. Dwór czerwonego cara” — recenzja biografii zbrodniarza wszechczasów

W kolejnym odcinku z kajetu recenzenta przyszedł czas na biografię kolejnego totalnego zbrodniarza — czyli książkę Stalin. Dwór czerwonego cara„, której autorem jest Simon Sebag Montefiore.

Książkę tę czytałem już kilka lat temu, aczkolwiek z racji tego, że kilka tygodni temu pojawiła się w promocji w którejś z e-księgarni, mogłem zasilić nią mojego Kindle — i przeczytać, celem zrecenzowania z myślą o P.T. Czytelnikach Lege Artis.


Stalin dwór czerwonego cara recenzja

„Stalin. Dwór czerwonego cara” to książka fascynująca. Warto ją przeczytać choćby po to żeby się dowiedzieć.


O samej książce dużo pisać nie będę; dość rzec, że czyta się ją świetnie — napisana jest w bardzo przystępny sposób, nie jest przeładowana zbytecznymi detalami (Montefiore nie atakuje ani dziesiątkami dat, ani tym bardziej kolumnami cyfr). Dzięki temu można się naprawdę dużo dowiedzieć, i o życiu codziennym Józefa Wissarionowicza Dżugaszwilego (pamiętajmy, że Stalin to właściwie pseudonim, który wprawdzie zaczął funkcjonować jako nazwisko, ale jednak to tylko ksywka).

Książkę warto przeczytać, choćby po to, by poznać mechanizmy zbrodniczej władzy, które sprawiły, że niewykształcony niedoszły pop z względną łatwością — acz sprytem znacznie mniejszym niż jego niemiecki konkurent (można powiedzieć, że Hitler bił Stalina na głowę umiejętnościami manipulacji — Stalin tłumami nie manipulował, one je po prostu mordował) — wspiął się na szczyty światowej polityki.

No właśnie: mimo olbrzymiego podobieństwa reżimu narodowo-socjalistycznego i bolszewickiego, nawet niewprawne oko powinno dostrzec pewne oczywiste różnice. Pierwsze co mi przychodzi do głowy to oczywiście sposób dojścia do władzy — pucz w przypadku bolszewików (rewolucja to kłamstwo, książkę o tym zobowiązuję się dla P.T. Czytelników też przeczytać i zrecenzować) i wybory wygrane przez NSDAP. Poza tym cel sprawowania władzy: Stalin nie dbał nawet o jakąkolwiek socjalną otoczkę, chodziło wyłącznie o ukształtowanie społeczeństwa według własnej koncepcji (stąd m.in. ślepy terror, czystki obejmujące także kierownictwo partii oraz wywołanie Wielkiego Głodu, które łącznie pochłonęły miliony istnień).

Dopiero poznając zasady działania państwa bolszewickiego można zrozumieć dlaczego Hitler potrafił pociągnąć za sobą masy, a niemiecki żołnierz bił się do końca za swojego Führer — zaś Stalin musiał uciekać się do terroru za linią frontu: komisarzy politycznych, odpowiedzialności rodzin, rozstrzeliwania poddających się sołdatów (olbrzymie straty poniesione w czasie II Wojny Światowej przez armię sowiecką to po części efekt szafowania krwią żołnierską, a po części własnego terroru). Być może dzięki temu uda się lepiej pojąć dlaczego chłop rosyjski mógł w czerwcu 1941 r. witać chlebem i solą czołgi ze swastyką, a zdradzony generał Własow przejść na stronę wroga (koresponduje to z teorią, iż gdyby Hitler posłuchał Alfreda Rosenberga jeśli chodzi o traktowanie pokonanych ludów na wschodzie, to wojna miałaby całkowicie inny przebieg).

Stąd też „Dwór czerwonego cara” jest wart więcej niż przeczytania ze zrozumieniem — wart jest przemyślenia. Do czego usilnie P.T. Czytelników zachęcam (tj. do czytania rzeczy ciekawych i wartościowych — acz nie bezkrytycznie ;-)