Prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie nie jest dobrem osobistym (V CSK 741/14)

A piąteczek jeszcze jeden ciekawy wyrok Sądu Najwyższego traktujący o tym czym jest a czym nie jest naruszenie dóbr osobistych — no i czy opieszałość sądu w rozpoznaniu sporu może naruszać dobra osobiste strony procesu?

wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 września 2015 r. (V CSK 741/14), teza
Prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie nie jest dobrem osobistym.

Sprawy miały się następująco: w 1992 r. pewnemu człowiekowi postawiono zarzuty zagarnięcia mienia społecznego. Oskarżony został uniewinniony po 170 rozprawach (!) — w 2011 roku (19 lat procesowania się!); całe szczęście, że do sprawy nie zastosowano tymczasowego aresztowania.

Po prawomocnym uniewinnieniu obywatel zdecydował się wystąpić na drogę sądową o naruszenie dóbr osobistych. Sąd I instancji (Sąd Okręgowy w K.) podzielił jego stanowisko i tytułem zadośćuczynienia zasądził od Skarbu Państwa — Prezesa Sądu Okręgowego w K. 100 tys. złotych (oddalając roszczenie o odszkodowanie). Sąd II instancji oddalił apelacje obu stron: taka mitręga w prowadzeniu procesu karnego była spowodowana nieefektywnym prowadzeniem sprawy, a zatem działanie sądu było bezprawne na gruncie art. 417 kc. Opieszałość oznaczała naruszenie prawa do sądu, zwłaszcza, że popełnienia przestępstwa nie udowodniono — co stanowi naruszenie dóbr osobistych w postaci godności i wolności (swoboda wyboru spędzania wolnego czasu), a do tego wytworzenie sytuacji stresującej, etc.

Od takiego orzeczenia skargę kasacyjną wniosła Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa — o tyle skutecznie, że SN zaskarżony wyrok II instancji uchylił (sprawa apelacji Prezesa Sądu Okręgowego w K. od niekorzystnego wyroku wydanego przez Sąd Okręgowy w K. wraca do Sądu Apelacyjnego).
Zdaniem Sądu Najwyższego pojęcie dóbr osobistych nie zawsze może być łączone z innymi wartościami (nawet gwarantowanymi konstytucyjnie) — niektóre prawa i wolności mają wprawdzie charakter dóbr osobistych (życie, zdrowie, wolność), inne jednak reguły nie mogą być przenoszone na grunt ochrony dóbr osobistych. SN zaliczył do nich m.in.  prawo do sądu, w tym prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie, które chociaż jest wskazane w art. 45 Konstytucji RP jako jedno z praw konstytucyjnych — nie zalicza się do dóbr osobistych podlegających ochronie na podstawie art. 23 kc, a zatem przepisy ustawy zasadniczej nie stanowią podstawy do domagania się zadośćuczynienia za naruszenie tego prawa.

Owszem, istnieje możliwość naruszenia jakiegoś dobra osobistego poprzez długotrwałe i opieszałe prowadzenie procesu sądowego, ale musi być ono powiązane z pojawiającym się po stronie powoda poczuciem krzywdy, zagrożenia, ostracyzmu, problemów ze zdrowiem. Naruszenie dobra osobistego może polegać dopiero poprzez bezprawną ingerencję w te właśnie wartości — nigdy poprzez samą w sobie długotrwałość procesu.
Powód wskazywał na takie okoliczności, aczkolwiek nie zostało wykazane, iżby skutek taki wiązał się z długotrwałością postępowania karnego, w którym bronił się przed bezpodstawnym oskarżeniem.

Natomiast SN podzielił stanowisko sądów niższych instancji, iż przewlekłość w prowadzeniu procesu karnego — może powtórzę: blisko dwie dekady i 170 rozpraw — jest działaniem bezprawnym, zatem na gruncie art. 448 kc taka przesłanka jest wystarczająca do nałożenia obowiązku zapłaty zadośćuczynienia — oczywiście dopiero po wskazaniu owego naruszonego dobra osobistego.

  • b52t

    Zaskakujący wyrok.

  • Coś czuję, że tam mogło brakować po prostu dodatkowego przełożenia sytuacji powoda — że skoro naruszyli regułę szybkości postępowania, to mnie dręczyli, zatem doszło do naruszenia.

    Przyznam, że uzasadnienie jest tak napisane, że właściwie nie wiadomo czy jednak taki argument został podniesiony czy nie…

  • b52t

    Zasadniczo to brak udowodnienia związku między przewlekłością postępowania a wskazanymi przez powoda skutkami, a także brak powiązania przewlekłości z naruszeniem innych dóbr zdaniem SN było powodem do uchyłki. Przynajmniej tak to wygląda.
    Sąd Apelacyjny, powołując się na ten wyrok, podkreślił, że naruszenie prawa do
    rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie stanowiło naruszenie dobra osobistego i związał je z objawami wskazywanymi przez powoda w postaci poczucia krzywdy, niepewności, poczucia zagrożenia, narażenia na ostracyzm, problemów zdrowotnych. Utożsamił zatem dobro osobiste ze skutkami jego naruszenia. Te skutki muszą jednak wynikać z naruszenia konkretnego, nazwanego dobra osobistego. Należy zatem to inne dobro określić, powiązać z konkretnymi objawami wskazywanymi przez powoda i rozważyć, czy istotnie stanowi ono wartość, o jakiej mowa w art. 23 k.c. Dopiero zatem naruszenie tego innego dobra może podlegać kompensacie na podstawie przepisów art. 417, 445 i 448 w związku z art. 24 k.c., wykładanych z uwzględnieniem orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczącego art. 6 ust. 1 i art. 41 Konwencji.

    Należy zwrócić uwagę, że powód w swych zeznaniach przed Sądem Okręgowym powoływał się na utracone zdrowie, czy ostracyzm w środowisku, nie wyjaśniono jednak, czy te i inne skutki wiązał z samą przewlekłością postępowania, czy też naruszeniem przez bezprawne przewlekanie postępowania karnego takich dóbr, jak np. zdrowie, cześć, godność czy inne dobro osobiste.

  • ajax

    No i bardzo dobrze. Wreszcie jakieś światełko w tunelu powolnego mielenia młynów prawa (niekoniecznie sprawiedliwości)

  • 19 lat, 170 rozpraw… Jeszcze troszkę a trwałoby tyle co Wojna Dwóch Róż.

  • b52t

    Problemem było nie to, że taka potężna przewlekłość nie naruszyła dóbr osobistych, ale, że za mało to zostało ze sobą przez powoda udowodnione.

  • ajax

    Jeszcze przed nami wojna 30-letnia i wojna 100-letnia
    A, jeszcze sobie przypomniałem coś, o czym przypadkiem dowiedziałem się przed laty. Pono Lichtenstein jest w stanie wojny od bodaj czy nie 1870 albo 1871r. Nie ma mozliwosci tej wojny zakończyć, bowiem Prusy jako państwo nie istnieją a RFN odżegnuje się od ciągłości i następstwa prawnego. (Wszystko miało sie wziąć z tego, ze w czasie wojny francusko-pruskiej opowiedzieli sie po stronie Francji, wysłali kilkunastu/kilkudziesięciu wojaków, a przy podpisywaniu traktatu zapomniano o tak „potężnej” armii i nie ujęto Lichtensteinu.
    Miałbyś jakis pomysł od strony prawnej jak coś takiego możnaby zakończyć- oczywiście zakładając, że to prawda?

  • Skoro państwo, które było w stanie wojny zakończyło swój żywot (Prusy bodajże ostatecznie w 1946 r.), to i wojna musiała najpóźniej w tym momencie przejść do kart historii.

    Sądzę, że wojny punickie też formalnie nadal mogłyby trwać. Chyba że coś miałoby wynikać z międzynarodowego prawa wojny — na pewno ani Kartagina, ani Roma, etc., nie były nim objęte.

  • Adam314

    Oj tam, wychodzi niemal 9 rozpraw rocznie czyli rozprawa co 39 dni. Nieco ponad miesiąc czekania na rozprawę to wcale nie jest złe tempo. ;)