Kontrahent nie zapłacił? To nie zawsze oszustwo!

A teraz coś dla tych, którzy lubią widzieć wszędzie oszustów, a zwłaszcza tam, gdzie ktoś miał dostać jakieś pieniądze, ale ich nie dostał (na bazie wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 27 listopada 2015 r., sygn. akt II AKa 356/15).

A to było tak: pewnego osobnika (szefa spółki celowej powołanej dla realizacji galerii handlowej) oskarżono o przestępstwo oszustwa (art. 286 par. 1 kk), a to poprzez zawarcie z innym przedsiębiorcą umowy na wykonanie prac budowlanych. Oszustwo miało polegać na wprowadzeniu w błąd kontrahenta co do kondycji finansowej zamawiającego i możliwości zapłaty za usługi — oskarżony miał wiedzieć, że reprezentowana przez niego spółka nie zdoła wywiązać się z zobowiązania.

Sprawca został uniewinniony w pierwszej instancji, od takiego wyroku apelował prokurator oraz pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, jednak sąd II instancji utrzymał wyrok w mocy.

(…) nie jest rolą sądu karnego dyscyplinowanie uczestników gry rynkowej, którzy nie doceniają ryzyka.

Zdaniem sądu za uniewinnieniem przemawiało dokładnie to, co w ocenie oskarżenia miało przesądzać o jego przestępstwie: wprowadzony w błąd kontrahent miał świadomość, że były wątpliwości co do sytuacji finansowej zamawiającego, dlatego m.in. zdecydowano się na fakturowanie za usługi w dość nietypowy sposób (faktura była wystawiana co 2 kolejne tygodnie). Poza tym inwestycja była finansowana z kredytu bankowego, ale wysokość kredytu pozwalała tylko na zakup ziemi pod budowę; inwestor zakładał, że obiekt będzie sfinansowany z zewnątrz w 70%. Tymczasem nie można nikogo oskarżyć o to, że myślał, że dostanie kredyt — ale go nie dostał.

W dodatku oskarżony płacił ile mógł: dwie z czterech faktur zostały opłacone, kolejne 100 tys. złotych zapłacił po otrzymaniu przedsądowego wezwania do zapłaty, podjął i prowadził negocjacje w celu polubownego zakończenia sporu, aż wreszcie nie kwestionował wydanego nakazu zapłaty, po którym wypłacił kolejne 40 tys. złotych. Natomiast trudności z późniejszą egzekucją komorniczą wynikały wskutek zajęcia rachunku przez bank, który miał zastaw na tym rachunku.

To co można zarzucać oskarżonemu to nadmierny optymizm przy prowadzeniu działalności gospodarczej. Takie zachowanie może wskazywać na naruszenie zasad ostrożności, jednak z punktu widzenia możliwości skazania za przestępstwo oszustwa to za mało — można je bowiem popełnić tylko z zamiarem bezpośrednim (działanie musi być celowe, kierowane motywacją doprowadzenia innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem).

Sąd przypomniał, że prowadzenie inwestycji budowlanych jest ryzykowne, zaś jej powodzenie zależne od wielu czynników, natomiast nawet zadłużenie spółki i prowadzenie biznesu na kredyt nie czynią oszusta z prezesa podpisującego taką umowę.

Natomiast z punktu widzenia pokrzywdzonego lepiej zapamiętać — jeśli wchodzisz w interesy z kontrahentem, co do którego wiesz, że mogą być problemy z płynnością — później nie narzekaj i nie oskarżaj go o oszustwo. Podjąłeś ryzyko, bo mogłeś dużo wygrać — a że straciłeś…

  • Borek

    Ten nadmierny optymizm przy prowadzeniu działalności można przypisać w równym stopniu „wprowadzonemu w błąd”. ;)

  • b52t

    To, że ktoś obiecuje złote góry, wierząc, że one są, nie znaczy jeszcze, że „wprowadził w błąd”.

  • Borek

    Ja o tym wiem, jednak ten kto wierzy w takie obiecanki ma równie różowe okulary (jeśli nie bardziej) co obiecujący. Oczywiście różowość okularów obiecującego nie przestaje być problemem tylko dlatego, że ktoś inny też takie ma. ;)

  • Art

    W takich sprawach trudno udowodnić zamiar bezpośredni, co nie znaczy, że go nie było. Ludziska od piramid finansowych też argumentują, że chcieli dobrze, ale nie wyszło… Czasem trudno odróżnić głupotę od działania z premedytacją.

  • b52t

    ale winy w tym nie ma.

  • Jakby to była sprawa cywilna, powiedziałbym, że „widziały gały co brały” — wchodził w interes z niepewnym gościem, to ma — ale w karnym może jest inaczej.

  • Borek

    I tego od początku nie neguję. ;)

  • b52t

    Jak to dobrze ;]