Opublikowanie artykułu bez zgody autora — czy cofnięcie zgody na rozpowszechnianie jest naruszeniem umowy czy odmową udzielenia licencji? (wyrok I ACa 479/15)

A teraz ciekawe orzeczenie, które mogłoby być dobrą odpowiedzią na część starych młócek na pl.soc.prawoco będzie jeśli wyślę zamówiony tekst do redakcji, ale w ostatniej chwili przycisnę ich o wyższe honorarium? I czy takie opublikowanie artykułu bez zgody autora — w sytuacji kiedy „wstępna” zgoda była, ale później się zmyła — oznacza naruszenie praw twórcy? (na podstawie wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 15 grudnia 2015 r., sygn. akt I ACa 479/15).


Opublikowanie artykułu bez zgody autora

Opublikowanie artykułu bez zgody autora stanowi naruszenie praw przysługujących twórcy (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rzeczy miały się następująco: dziennikarz stale współpracujący z pewnym czasopismem wystąpił do sądu o ochronę praw autorskich. Naruszenie praw przez wydawcę miało polegać na tym, że napisany przez dziennikarza tekst poświęcony Janowi Wejchertowi został opublikowany drukiem i w portalu (w dodatku w skróconej postaci), chociaż — ze względu na brak zgody na zbyt niskie honorarium — autor odmówił zgody na publikację artykułu.

Strona pozwana twierdziła, że obowiązku wypłaty wynagrodzenia w wysokości 1,2 tys. złotych nie neguje, natomiast w pozostałym zakresie roszczenie powinno być oddalone, albowiem autor odmówił prawa publikacji tekstu na ostatnim etapie, tj. tuż przed wysłaniem go do drukarni (i to zapewniając, że doręczy je „lada chwila”), co miało na celu zmuszenie wydawcy do zapłaty wyższej stawki (żądał zamówienia jeszcze dwóch tekstów po 400 złotych każdy). Współpraca stron trwała kilka lat, w jej ramach dziennikarz pisał teksty, które były redakcyjnie „obrabiane”, natomiast utwory szły w portalu internetowym bez odrębnego wynagrodzenia dla autora. Zaś sama kwestia stanęła na ostrzu noża przez to, że wszystko miało miejsce w okolicach śmierci Jana Wejcherta (skrócony tekst w sieci poszedł 31 października 2009 r.).

Sąd I instancji przyjął, że nawet jeśli nie została zawarta umowa na piśmie (zgodnie z art. 53 pr.aut. w przypadku umów przenoszących prawa autorskie forma pisemna jest wymagana — pod rygorem nieważności), ale przecież mimo braku skutecznego zawarcia umowy o zbyciu praw można rozważać kwalifikację stosunku prawnego jako licencji niewyłącznej (która nie wymaga formy pisemnej). A skoro umowa licencyjna nie wymaga podpisanego dokumentu, to wynikający z art. 41 ust. 2 pr.aut. wymóg wskazania pól eksploatacji może być dopełniony w dowolny sposób, byle nie nasuwał on wątpliwości (por. Brak określenia pól eksploatacji w umowie autorskiej).

Skoro zatem powód od lat zgadzał się na publikowanie jego tekstów, zaś sporny tekst został niewątpliwie przez niego przesłany w celu publikacji, to przyjąć należy, że powód udzielił wydawnictwu licencji niewyłącznej (bo nie zachowano formy pisemnej), której warunki określają przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. A skoro w dodatku przez cały ten czas zgadzał się, by wydawca puszczał niektóre teksty w internecie — nie płacąc przy tym dodatkowego wynagrodzenia — to oznacza, że zastrzeżone ustawą (art. 45 pr.aut.) odrębne wynagrodzenie za odrębne pola eksploatacji się nie należy („jeżeli umowa nie stanowi inaczej” — umowa stanowiła inaczej, nawet jeśli do jej zawarcia doszło w sposób dorozumiany). Zaś co do roszczeń związanych z przeredagowaniem utworu, sąd wskazał, iż zgodnie z art. 49 pr.aut. naruszenie integralności utworu może być dopuszczalne jeśli jest „zgodne z charakterem utworu, jego przeznaczeniem i przyjętymi zwyczajami”. Zaś w obliczu całości sytuacji powód oczywiście nie był uprawniony do odstąpienia od umowy na podstawie art. 56 pr.aut. (brak interesu twórcy).

Stąd też sąd zasądził na rzecz autora 1200 złotych tytułem honorarium (w tej części pozwany uznał powództwo), jednak bez odsetek — a to dlatego, że wierzytelność nie była jeszcze wymagalna, albowiem… autor nie wystawił dotąd faktury na należne mu wynagrodzenie (sic!).

Sprawa trafiła do sądu II instancji, który dodatkowo uwzględnił część roszczeń dziennikarza — wychodząc z założenia, że w pierwszej instancji nieprawidłowo ustalono zakres udzielonej licencji (nie zaś sam fakt udzielenia licencji niewyłącznej) — a to dlatego, że konkludentne ustalenie warunków współpracy między wydawcą i dziennikarzem nie oznacza zgodnego ustalenia zakresu udzielonej licencji. Przemawiać za tym ma fakt, że wysokość wynagrodzenia była każdorazowo ustalana odrębnie w odniesieniu do każdego utworu. Nie mogło być zatem żadnej „ogólnej umowy licencyjnej” — każdy tekst szedł na podstawie odrębnej umowy, aczkolwiek do udzielenia licencji dochodziło w momencie dostarczenia redakcji napisanego tekstu.
Także informacji, że wyczyszczony tekst będzie przesłany „lada chwila” nie można oceniać jako bezwarunkowej zgody na jego publikację, zwłaszcza, że roszczenia finansowe były wydawcy znane — zaś ze zgody na wykonanie utworu w jakimś terminie nie sposób domniemywać zgody na określoną wysokość honorarium.

Błędne zatem jest kwalifikowanie oświadczenia powoda o odmowie zgody na publikację artykułu jako odstąpienia od umowy na podstawie art. 56 pr.aut. — bo do zawarcia umowy autorskiej w ogóle nie doszło; nie wolno przy tym mylić negocjacji w celu udzielenia licencji z samym zawarciem umowy licencyjnej. W dalszej konsekwencji należy zatem stwierdzić, że skoro nie doszło do zawarcia takiej umowy, to żaden redaktor nie miał prawa ingerować w treść utworu (skracać go w celu publikacji w internecie), zatem zarzut naruszenia art. 49 pr.aut. jest trafny.

Łącznie pozwoliło to sądowi przyjąć, że dziennikarzowi należą się: (i) przeprosiny od wydawcy i redaktora za naruszenie przysługujących mu autorskich praw osobistych i majątkowych — opublikowane na pierwszej stronie dodatku do czasopisma (w ramce 15×10 cm); (ii) podobne przeprosiny na stronie internetowej (baner 750×300 pikseli); (iii) sporne teksty muszą zostać usunięte z internetu; (iv) autor dostanie dodatkowe 1200 złotych — a to znów tytułem odszkodowania za naruszenie praw autorskich (liczona jako dwukrotność wynagrodzenia, por. TK: zryczałtowane odszkodowanie za naruszenie praw autorskich nie może być oderwane od wysokości szkody).

Na zadane zatem na wstępie pytanie o skutki opublikowania artykułu bez zgody autora — po cofnięciu przez twórcę wcześniej wyrażonej zgody — prawidłowa odpowiedź brzmi: to zależy od okoliczności, tj. od tego jaka jest treść umowy zawartej pomiędzy twórcą a zamawiającym.

  • b52t

    Część odpowiedź na pytanie ma charakter generalny i nadaje się do zastosowania w wielu przypadkach. (to zależy od okoliczności, tj. od tego jaka jest treść umowy zawartej pomiędzy stronami) ;)