„Spotlight” — recenzja (prawie) na klęczkach

Skoro to recenzja, to zacznę od tego, że „Spotlight” jest tym, czym „Big Short” mógłby być, gdyby tematu subprimes kompletnie nie położono (a przy którym banalność i przerost formy nad treścią „Zjawy” aż skrzeczy). „Spotlight” to naprawdę bardzo dobry film pokazujący kulisy pracy prawdziwych dziennikarzy — czyli takich, dla których drążenie poważnych tematów jest najważniejsze (i niekoniecznie jest nim padła ryba w Biedronce).


spotlight recenzja

„Spotlight” pokazuje kulisy solidnej pracy dziennikarskiej. Pomyśleć, że to było możliwe jeszcze 15 lat temu (ale nie w Polsce).


Nie paląc przyjemności tych spośród P.T. Czytelników, którzy zdecydują się na wyjście do kina na „Spotlight”: film opowiada o śledztwie dziennikarskim prowadzonym przez spec-dział dziennika „Boston Globe” (tytułowy Spotlight) — które dotyczyło głośnej sprawy pedofilii wśród księży katolickich w Bostonie. Afera, po której odpowiedzialny za krycie księży-pedofilów kardynał Bernard Law podał się do dymisji (i wylądował w ciepłej Italii), zaś bostońskiemu arcybiskupstwu ledwie udało się uniknąć bankructwa, oznaczała wieloletnie molestowanie dzieci przez dziesiątki duchownych — przy wiedzy i milczeniu ich przełożonych, a także prawników i dziennikarzy, którym brakło motywacji do zajmowania się takimi historiami w katolickim mieście.
Prawie coś jak nasza historia arcybiskupa Paetza, z tym, że w nie-katolickich Stanach jednak nie udało się zamieść pod dywan.

Wracając jeszcze na chwilkę do samego filmu: to ciekawe, że jednak można zrobić świetny i nieźle trzymający w napięciu film — bez nieprawdopodobnych ujęć, fajerwerków, pościgów, strzelanin, bijatyk, rozbieranych scen — w którym cały czas gadają, gadają, gadają…

Dla mnie olbrzymią przyjemnością było także oglądanie (sfabularyzowanej ale zawsze) pracy redakcji prasowej — takiej jak ona powinna wyglądać — włącznie z mocno autonomicznym, niespiesznie acz systematycznie rozwałkującym tematem działem śledczym. No i ten paradoks: do „Boston Globe” przychodzi nowy naczelny, wszyscy myślą, że będą cięcia — a on mówi, że gazeta ma się zajmować lokalnymi tematami, a przecież lokalny temat to niewyjaśniona sprawa księży…

Jak dla mnie „Spotlight” to naprawdę kawał solidnego kina, które ze szczerego serca P.T. Czytelnikom mogę polecić.

  • b52t

    I kolejny film, na który wybieramy się. Sam temat i aktorzy (po Birdmanie pójdę na wszystko z Keatonem; choć przecież to nie tylko on).

  • `księży-pedofilów … Prawie coś jak nasza historia arcybiskupa Paetza, ‚

    Skutki prania umysłu przez GW? Bp Paetz pedofilem? Naprawdę?

    To może Olgierd zapozna nas ze swoją definicją dziecka?

    Bo chodziło o coś innego:
    `Syn miał twarz bladą niczym sufit, nie mógł usiedzieć na krześle – mówi ojciec. – Nie chciał nic powiedzieć. W końcu wykrzyczał płacząc: „Nie wiedziałem, że nasz arcybiskup jest pedałem!”. Mówił: „Spotkałem się z arcybiskupem”. Nic więcej. Przez kilka godzin się miotał.’

  • Stąd wyraz „prawie” w tym zdaniu — deprawujący pełnoletnich acz poddanych arcybiskup to dość podobna historia.
    Opowieść, że brak sympatii do gejowania kleryków to „skutek” jakiegoś „prania mózgu” — też prawie podobna historia ;-)

  • Nb. w piątek wieczorem odpaliłem sobie „Jackie Brown”. Keaton gra tam drugi plan, ale film jest w dechę.

  • `deprawujący pełnoletnich acz poddanych … to dość podobna historia’
    Dla prawnika różnica powinna być zasadnicza, choćby ze względu na wysokość odszkodowania i honorarium :)
    Nie, manipulacja polega na tym, że historia `stary pedał urządził sobie żerowisko’ nie nadaje się do publikacji – bo przecież my kochamy LGBT (takich wspaniałych ludzi..).
    Więc – to pedofil. No, prawie ;)
    (Olgierdzie, możesz wyobrazić sobie film o sprawie bp P.? No? )
    Lincoln: Jeżeli ogon nazwiemy nogą, to pies będzie miał pięć nóg? Nie, bo ogon nie jest nogą.

  • Jeśli to byłby polski film… niech nas Pan Bóg ma w swej opiece…

    …jeśli to byłby film amerykański, to pod warunkiem, że bez DeNiro — a poza tym almighty, almighty

  • b52t

    Jednak sprawa Peatza a bostońskich pedofili w sukienkach, to zasadniczo dwie różne sprawy. Pedofil to pedofil, a gej zwierzchnik, łapie się na klasyczne molestowanie seksualne, czy gwałt. Wspólny mianownik to owe sukienki, ale to wszystko.

  • Nienie, wspólny mianownik to zamiatanie pod dywan molestowania seksualnego.

    Czy molestowane były dzieci czy młodzieńcy — to bardzo duża różnica jeśli chodzi o ciężar gatunkowy (i kwalifikację karną, bo wymuszone stosunki też są zawsze przestępstwem) — jednak w akapicie tekstu do pojęcia „podobieństwa” (a raczej „prawie podobieństwa”) bardziej odnoszą się wyrazy o „zamiataniu pod dywan” oraz „wiedzy i milczeniu”.

  • b52t

    Tak rozpatrując temat muszę przyznać rację.

  • Jeszcze odróżniam dzieci od młodych kleryków, nawet jeśli tych drugich widuję znacznie rzadziej :)

  • b52t

    Młodzi klerycy to chyba występują tylko w serialach TVP, pewnie dlatego tak rzadko ich widać ;)

  • b52t

    No i byliśmy. Film – choć przecież i temat Bostonu, a i nasze opisywane przypadki (które generalnie przysychały po jednym, dwóch artykułach) pokazują metody działania KK na poziomach ochrony swoich przez przesunięcia, ale naciski na ofiary i dyskredytację – robi piorunujące wrażenie. Kawał dobrego kina, w którym nie dzieje się nic jak w filmach akcji, nie ma też zwrotów. Keatona, która gra dobrze przyćmił jednak Ruffalo.
    No i skalę różnicy między krajami, gdzie wolności osobiste są szerokie i mało skrępowane to informacyjne napisy na końcu, dwie „strony” miast w USA gdzie wykryto przypadki molestowań i dwie z resztą świata, nota bene jest i Poznań.

  • Ten Poznań też rzucił mi się w oczy (przyznam, że listę czytałem ;o)

    A wczoraj zapuściłem Burtonowsko-Keatonowskiego „Batmana” — jak zawsze świetne.

  • b52t

    W przyszyłym tygodniu zamachujemy się na „Ave Cezar”

    Na DCF przy wejściu głównym były plakaty: Spotlight obok filmu o „cudzie” w Loudres.

    Tak mi się jeszcze skojarzyła akcja filmu z pewnym wydarzeniem kulturalno-medilanym:

  • Ten Ave Cezar będzie albo genialny, albo koszmarny… Boję się tego drugiego…

  • b52t

    Nie czytając, ale patrząc na statystyki ocen: powyżej średniej, dobry, ale nie tak dobrze jak Spotlight. Za rottentomatoes wychodzi gigantyczna rozbierzność: 81% ocen krytyków i 46% od widzów (ponad 24k), to każde się zastanowić. Zgaduję, że to może być trochę jak z Big Lebowsky – jedni lubią innych nudzi. No cóż, to tyleż intrygujące, co niepokojące. Za to Lobster wygląda lepiej.

  • b52t

    No i poszliśmy, zachęceni tym bardziej, że Pietras Kinomaniakowi się podobał. Dobry film, dużo śmiechu, szczególnie kwestie teologiczne i ekonomiczno-socjologiczne. Pastiż na filmy lat 50, na McCarthyzm, na świat kina/filmu w ogóle. Nam się podobał.

  • To ja właśnie piszę recenzję :)

  • b52t

    Właśnie na tapetę poszedł wieki (to chyba nawet akuratne mając na uwadze rok) Beetlejuice.

    Za tydzień Lobster. A później trza się rzucić na teatr.