Za wjazd samochodem nad brzeg rzeki — natychmiastowa kara wymierzona Prawem Natury

Dzisiejszy tekścik można potraktować jako trzecią część tryptyku (Kochamy znaki drogowe nawet jeśli nic nie znaczą (i się krzaczą) oraz Zakaz wejścia na wał przeciwpowodziowy (nowy wzór tablicy) — jeśli komuś nie starcza rozumu, a znaki i tablice też trudno dojrzeć — historia kończy się jak na załączonym obrazku.


wjazd samochodem brzeg rzeki

Wjazd samochodem nad brzeg rzeki bywa karany bezlitośnie — literą i praktyką Prawa Natury (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Mnie się chce w sumie śmiać — że czasem można pierniczyć bez końca o zakazach, że ludzi nie ostudzi nawet obawa przed powodzią (lament „gdzie są nasze wały?” pojawia się tylko w okolicach wyższych stanów wód — poza tym przeciętny wędkarz ma w rzyci ochronę infrastruktury przeciwpowodziowej) — a tu proszę: jak skutecznie broni się sama natura wymierzając karę zgodną z Prawem Natury.

Sytuacja musiała wyglądać następująco: przedstawiciel homo sapiens przejeżdżał wzdłuż brzegu rzeki (Wrocław, na wysokości Pracz Odrzańskich). Na „dróżce” zobaczył większą kałużę, zatem postanowił przejechać „bardziej suchym” — nie wiedząc (?) jednak, że cały teren jest ledwie co po remoncie Wrocławskiego Węzła Wodnego, wrąbał się w bardzo luźno związaną glebę.
Jak dla mnie idealny kandydat do motoryzacyjnego Ig Nobla.

PS kilka miesięcy temu i kilkadziesiąt metrów dalej widziałem scenę zatopienia… Jeepa Wranglera. Więc życzę powodzenia śmiałkom :-)