Tłumaczenia prawnicze: język polski zawsze wskazany (a czasem nakazany)

Jednym z pytań, które wcale nie tak rzadko trafia do mnie, jest pytanie o to „co ma prawo do języka” — czyli na ile skuteczne są wobec nas postanowienia umów (w tym umów o pracę), jeśli sporządzone są w języku obcym. A co z reklamą towarów i instrukcjami obsługi — czy Polak musi znać język Szekspira, albo chociaż czy ignorantia Anglorum nocet? A jak wobec tego jest z zagranicznymi serwisami internetowymi, które kierują swe usługi do Polaków, ale nie zawsze czynią to w języku polskim?

Słowem: czy tłumaczenia umów na język polski są obowiązkiem usługodawcy lub pracodawcy — czy też raczej wyrazem jego dobrej woli? A czy rozpatrujący nasze spory sąd powinien zrozumieć dokumenty przedłożone w języku obcym, czy jednak ma prawo zażądać jego przetłumaczenia na język polski?


Tłumaczenia prawnicze język polski

Bocian to Polska, bo każdy bocian jest z Polski albo chociaż raz bocian nad Polską przeleciał (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Szereg kwestii z zakresu stosowania języka polskiego jako urzędowego reguluje ustawa o języku polskim. Określa ona reguły używania polszczyzny w realizacji zadań publicznych i w obrocie konsumenckim — i może nakładać na podmioty obowiązek przetłumaczenia dokumentów z języka obcego na polski:

  • przy obrocie z udziałem konsumentów oraz w zakresie prawa pracy należy używać języka polskiego, o ile konsument lub pracownik mieszka w Polsce a przedmiotowa umowa będzie wykonywana w Polsce (przypominam, że zgodnie z ustawą o prawach konsumenta język ten ma być „prosty”);
  • język polski jest także obowiązkowy w odniesieniu do obrotu niekonsumenckiego, którego stroną są organy państwa zobowiązane do używania języka polskiego jako urzędowego (chodzi m.in. o konstytucyjne organy państwa, organy samorządu, instytucje powołane do realizacji zadań publicznych oraz organizacji społecznych i zawodowych wykonujących zadania publiczne) — tu warto zwrócić uwagę na wyrok WSA w Gorzowie (I SA/Go 543/10), w którym powiedziano, że dowodem w postępowaniu celnym może być dokument nieprzetłumaczony, natomiast celnicy mają go sobie przetłumaczyć na polski);
  • obowiązek używania języka polskiego dotyczy w szczególności (nie jest to katalog zamknięty) nazewnictwa towarów i usług, ofert, warunków gwarancji, faktur, rachunków i pokwitowań, jak również ostrzeżeń i informacji dla konsumentów wymaganych na podstawie innych przepisów, instrukcji obsługi oraz informacji o właściwościach towarów i usług;
  • tam gdzie mowa jest o właściwościach towarów i usług — języka polskiego należy używać także w reklamach (co nie wyklucza wersji dwujęzycznych);
  • ostrzeżenia i informacje, a także instrukcje obsługi i informacje o właściwościach towarów mogą być sporządzone tylko w powszechnie zrozumiałej formie graficznej (chodzi o popularne ikonki ostrzeżeń) — ale znów: jeśli grafice towarzyszy opis, to tekst już powinien być podany w języku polskim;
  • język polski jest wymagany także dla wszystkich umów z udziałem konsumentów i umów z zakresu prawa pracy (przy czym mogą być dopuszczalne wersje wielojęzyczne, jednak podstawą wykładni jest wyłącznie wersja polska, jeśli konsumentem lub pracownikiem jest obywatel Polski) — tak szczerze zawsze się zastanawiałem jak sądy zapatrują się na anglojęzyczne nazwy stanowisk, tych różnych account managerów i marketing directorów…?
  • natomiast na wniosek polskiego pracownika, który włada językiem obcym, umowa o pracę może być jednak napisana wyłącznie w tym języku obcym (por. wyrok WSA we Wrocławiu (IV SA/Wr 573/07), w którym powiedziano, że obowiązek używania języka polskiego dotyczy w szczególności tych pracodawców zagranicznych, którzy na terenie Polski zatrudniają polskojęzycznych pracowników);
  • warto pamiętać: jeśli umowa konsumencka została sporządzona z naruszeniem przepisów o języku polskim — „stosuje się odpowiednio art. 74 § 1 zdanie pierwsze oraz art. 74 § 2 kc — czyli czytamy o skutkach zastrzeżenia formy pisemnej bez rygoru nieważności (oraz o tym, że art. 74 kc za pół roku się zmienia);
  • nieco inaczej wygląda kwestia owych obcojęzycznych serwisów internetowych — otóż zaakceptowany przez polskiego użytkownika regulamin (wzorzec umowy o świadczenie usług drogą elektroniczną) sporządzony w innym języku o świadczenie usług przez niepolskiego usługodawcę „może stanowić uprawdopodobnienie faktu dokonania czynności prawnej” (art. 74 par. 2 kc) — co należy rozumieć w ten sposób, że co do zasady polski użytkownik obcojęzycznego e-serwisu dość trudno wyłga się z nieznajomości postanowień regulaminu;
  • co do ryzyka „zaniemanie wersji po polsku” — po pierwsze kontrolę używania języka polskiego sprawuje m.in. UOKiK i Państwowa Inspekcja Pracy (art. 7b ustawy) — ale po drugie warto chyba mieć na uwadze, że niedopełnienie obowiązku rzetelnego tłumaczenia umów na język polski (i opisów towarów) mogą być potraktowane zarówno jako czyn naruszający zbiorowe interesy konsumentów (obowiązek udzielenia rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji, art. 24 ust. 2 pkt 2 UoOKiK) a także jako zakazana nieuczciwa praktyka rynkowa (art. 4 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym — por. jej art. 7 pkt 8).

tłumaczenia prawnicze


To oczywiście nie wszystkie zagadnienia związane z tłumaczeniami prawniczymi. Dochodzą do tego ogólna zasada, że językiem urzędowym przed sądami jest język polski (art. 5 prawa o ustroju sądów powszechnych) oraz szczegółowe przepisy proceduralne.
Wśród nich można wyróżnić: obowiązek doręczenia orzeczeń wraz z tłumaczeniem, jeśli stroną postępowania jest osoba nie władająca w stopniu dostatecznym językiem polskim (m.in. art. 56a kpk, art. 60a kpk), prawo oskarżonego do bezpłatnej pomocy tłumacza (art. 72 kpk), udział tłumacza przy przesłuchaniu obcokrajowca (art. 204 kpk, art. 265 kpc), obowiązek tłumaczenia dokumentu-dowodu sporządzonego w języku obcym (art. 256 kpc, por. postanowienie Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z 15 listopada 2013 r., sygn. akt I ACa 856/13). Dochodzi do tego szereg przepisów odnoszących się do postępowań sięgających za granicą (ENA, przepisy o wykonywaniu orzeczeń zagranicznych) — i mamy już zarys wpływu tłumaczenia na postępowania sądowe.

Odrębną sprawą jest praktyka obrotu gospodarczego, w której nie dziwią dwu- a czasem nawet trzy-kolumnowe umowy, sporządzone w języku polskim i dwóch językach obcych. Wszystko zależy od tego co postanowią strony umowy — zatem i tutaj nie obejdzie się bez dobrej znajomości terminologii prawniczej w różnych językach.

Czy to oznacza, że prawnik musi znać języki obce? Może i być może nawet powinien — ale na szczęście obowiązku takiego nie ma. W takich przypadkach pomocne mogą okazać się usługi świadczone przez tłumaczy wyspecjalizowanych w języku prawniczym — polskim oraz obcym (nie ukrywajmy, że tłumaczenie pojęć prawniczych to troszkę inna bajka niż moje czytanie Fleminga w oryginale… nawet jeśli odnalezienie wyrazu „gay” w nieco innym znaczeniu, niż przywykliśmy („Bond was gay) może zaskakiwać…

PS Sponsorem dzisiejszego odcinka jest biuro tłumaczeń 123 sp. z o.o. — w którym można zlecić wielojęzyczne tłumaczenia prawnicze.

  • RYBY

    „obowiązek używania języka polskiego dotyczy w szczególności … nazewnictwa towarów i usług”
    To jak mam pójść do sklepu i kupić sobie np. pendrive? A jak chcę sobie zrobić manicure?
    No to ładnie! Nie wiedziałem, że łamię prawo!

  • Smartfon, szampan, szampon, robot (kuchenny), SIM… ;-)

  • Mike

    O ile nie istnieje polskie tłumaczenie to raczej można używać obcego wyrazu. Z czasem wejdzie do użytku jako wyraz obcego pochodzenia niezależnie od ustawy.

  • mall

    I wtedy mamy didżeja, dżojstika i panka. :)

  • Mike

    i…?
    Dzisiaj to wygląda dziwnie, ale to li tylko kwestia przyzwyczajenia. Ja nie jestem, ale moje dzieci już będą.

    Całe szczęście, że ludzie mówią (i piszą) jak chcą, wtedy język żyje. Inaczej mówilibyśmy do dzisiaj jak nasi przodkowie lat temu 1000 ;)

  • Śwyęte słowa, imć panie Mike :)

  • b52t

    I wespół w zespół, by żądz moc móc wzmóc, wyglądałby: I wesół w zespół, by żądz moc módz wzmódz. Ale za to wciąż byli leaderzy, było by nam bardzo miękko mówić, dodając często „j” po „i”.

  • Day ut ia pobrusa, a ti poziwai!

  • b52t

    Aż tak to się nie cofajmy. A np. obecny „lider” to jeszcze 90 lat temu był „leader”. O „notariuszu” nie wspominając.

  • Ale manager nadal bije się z menedżerem :) natomiast dealer to chyba coś jakby innego niż diler

  • b52t

    się zobaczy, ale istotnie, to te słowa, które się w oryginalnej wersji. Z drugiej strony atakuje slang branżowy jak np: destynacja.

  • Kol. ASAP. Wording (to, kurde, prawnicze…).

  • b52t

    fajnding, rekord, lewarować. Można by jeszcze długo.

  • meserszmit

    volkswagen. das auto