Kiedy wydruk ze strony internetowej to za mało (jako dowód w sądzie)

A dziś parę zdań o czymś, co może spotkać każdego z Was (no dobrze, każdego mnie oraz każdego, kto tworzy krytyczną publicystykę) — czyli o przeprosinach za krytyczny tekst opublikowany w serwisie internetowym, ale bardziej nawet o tym czy wydruki ze strony internetowej są OK jako dowody w sporze sądowym (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 12 stycznia 2016 r., sygn. akt I ACa 544/15).


wydruk jako dowód w sądzie

Taka dygresja: wprawdzie treść Dziennika Ustaw nie jest dowodem w sądzie (bo nie przeprowadza się dowodu na okoliczność obowiązywania przepisów prawa), ale jakie właściwie były możliwości korzystania z tekstu legalnego ustawy prawo wekslowe przed niedawną publikacją jej tekstu jednolitego? Czy wydruk z pliku pobranego ze strony RCL byłby OK?


W bardzo dużym skrócie: strona powodowa to jakiś windykator, pozwany „świadczy pomoc prawną osobom, które otrzymały nakaz zapłaty oraz sporządza artykuły i porady opisujące między innymi działalność firm windykacyjnych”. Znaczy się krytykant ;-)

W ramach swojego krytykanctwa opublikował parę tekstów, a w nich sformułowania (cytuję po ludzku, tj. upraszczam anonimizację etc.):

Niestety działania firmy są bardzo często nieetyczne a co bardziej istotne wprowadzają w błąd co do rzeczywistej sytuacji prawnej dłużnika. W wezwaniu do zapłaty firma windykacyjna próbuję Panią zastraszyć, twierdząc, iż „splata długu jest nieuchronna”, zaś „wierzytelności stwierdzone tytułem wykonawczym mogą być wielokrotnie kierowane do egzekucji komorniczej” — co jest bzdurą i świadczy o braku podstawowej wiedzy prawniczej lub próbie wymuszenia na Pani zapłaty nienależnego długu. W szczególności w rozmowach telefonicznych pracownicy spółki próbują wprowadzić w błąd rozmówcę co do stanu faktycznego sprawy w celu wymuszenia spłaty nieistniejących długów do których spółka nie ma żadnych praw. Spółka w celu wymuszenia spłaty długu często stosuje metody przypominające stalking lub nimi będące.

Sprawa trafiła do sądu, który nie miał wątpliwości — najpierw udzielił tymczasowej ochrony w postaci „zablokowania dostępu użytkownikom Internetu do przedmiotowych artykułów” (sic! — chociaż mogło być gorzej, por. Bloger skazany na zakaz pisania bloga) oraz zakazał rozpowszechniania jakichkolwiek informacji na temat działalności windykatora przez 1 rok od wydania postanowienia zabezpieczającego. Zaś w samym wyroku uznał, że autor bezprawnie naruszył dobra osobiste spółki i nakazał publikację przeprosin we własnym serwisie (i utrzymywanie przeprosin przez kolejne 6 miesięcy) oraz nakazał zaniechanie dalszego naruszania dóbr osobistych strony powodowej poprzez usunięcie tekstów.

Od takiego wyroku apelował wydawca serwisu internetowego — mimo błędów i niedociągnięć: skutecznie („apelacja jest zasadna pomimo tego, iż przeważającej części zarzutów Sąd Apelacyjny nie podziela”). Zdaniem Sądu Apelacyjnego problem w tym, że:

  • sąd I instancji uznał wydruki ze strony internetowej za dokument prywatny — a tymczasem dokumentem jest to, co jest podpisane (naruszenie art. 245 kpc);
  • przez to naruszył zasadę swobodnej oceny dowodów (art. 233 par. 1 kpc).

Owszem, kodeks postępowania cywilnego nie zamyka katalogu dowodów — dowodem jest to, co pozwala czegoś dowieść — zatem także wydruk ze strony internetowej może być dowodem (art. 309 kpc). Aczkolwiek…

Z twierdzeń powódki i zgłoszonych przez nią dowodów wynika, że powódka po zapoznaniu się ze stroną internetową prowadzoną przez pozwanego „zapisała” ją we własnej przeglądarce internetowej. W ten sposób przedstawiła sądowi tylko kopię plików tworzących stronę internetową, a nie jak błędnie stwierdził Sąd Okręgowy wydruki ze strony internetowej prowadzonej przez pozwanego. Możliwość modyfikowania zapisanej treści strony internetowej jest w zasadzie nieograniczona.
Oznacza to, że złożone przed powódkę dowody mają niską wiarygodność, albowiem nie wynika z nich czy zapis jest zgodny z tym, co faktycznie było widoczne na ekranie monitora, jako wyświetlana strona internetowa, ponadto nie wiadomo kiedy zapis został dokonany. Zauważyć należy, iż nie wskazuje powódka daty dokonania zapisu, jak i daty naruszenia jej dóbr osobistych.

Zatem sąd I instancji błędnie zakwalifikował jako dowód coś, co dowodem być nie mogło, zatem nie sposób przyjąć, by windykator w sposób prawidłowy wykazał naruszenie dóbr osobistych (czyli znów się kłania nieznośny ciężar dowodu).


tuszmarkt baner


Tymczasem jak podpowiada sąd warto było pomyśleć o świadku lub o uwiarygodnienie wydruku strony internetowej poprzez dokonanie tej czynności przy udziale notariusza (oczywiście nadal mam swoje zdanie nt. dowodów w postaci wydruków u notariusza — są tricki, o których się nawet rejentom nie śniło, por. W poszukiwaniu granic bzdury). W ten sposób zyskałyby one na wiarygodności.

Niemniej zawsze warto pamiętać, że jak dowodzić — albo drukować — to tylko z głową, bo kto drukuje ten jedzie. Zatem wydruk jako dowód w sądzie będzie OK, pod warunkiem, że zostanie sporządzony w taki sposób, by wiarygodnie potwierdzał to, co zamierzamy w ten sposób wykazać.

PS Sponsorem dzisiejszej opowieści jest sklep dla drukujących z głową czyli Tuszmarkt.