„Zasady techniki prawodawczej” — tekst jednolity poetycznego wykładu z logiki

A teraz smaczek nie lada, czyli jeden z tych (nielicznych) aktów normatywnych, które czyta się jak poezję — romantycznie wzdychając „ach, gdyby tak było naprawdę…”

Mowa oczywiście o swoistej meta-normie jaką jest prawo, które mówi jak ma się pisać prawo — czyli rozporządzenie określające zasady techniki prawodawczej (obwieszczenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 29 lutego 2016 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów w sprawie „Zasad techniki prawodawczej” (Dz.U. z 2016 r. poz. 283).


Zasady techniki prawodawczej

Cudzysłów niezamknięty pojawia się tylko na stronie, sam Dziennik Ustaw jest OK.


Konstrukcyjnie samo rozporządzenie wygląda dość przedziwnie: składa się z dwóch paragrafów, a mianowicie o tym, że ustala się owe „Zasady techniki prawodawczej” (cały czas pisane w cudzysłowie), że są one podane w załączniku do rozporządzenia, no i że weszło ono w życie 1 sierpnia 2002 r.
Sam załącznik wygląda jak idealny akt normatywny, popatrzcie sami: każdy przepis w jednym zdaniu (jakbym słyszał prof. Kaźmierczyka), etc.

Natomiast owe zasady techniki prawodawczej (a właściwie „zasady techniki prawodawczej”) sprowadzają się do następujących założeń (nazwałbym je postulatami, ale mówię przecież o normach prawnych, nie o dyrdymałach na blogasku):

  • ustawodawca powinien unikać zdań wielokrotnie złożonych (hmm kiepski byłby ze mnie legislator) i specjalistycznych określeń;
  • do oznaczenia jednakowych pojęć używa się jednakowych określeń, a różnych pojęć nie oznacza się tymi samymi określeniami (par. 10);
  • nie pisać ustaw w celu wyrażania: apeli, postulatów, zaleceń, upomnień oraz uzasadnień formułowanych norm;
  • „zasady techniki prawodawczej” mówią nawet o tym jak ma wyglądać tytuł ustawy: datę poprzedza się zwrotem „z dnia”, rok zapisuje cyframi literami arabskimi, a skrót „r.” oznacza rok;
  • rozporządzenie bardzo dokładnie określa strukturę ustawy — gdzie przepisy ogólne, a gdzie merytoryczne, w jakiej kolejności poszczególne rodzaje norm (par. 20-29), a także epizodyczne oraz przejściowe i dostosowujące (par. 29a-37) — zwolennikom takiego czytania art. 16 ustawy nowelizującej przepisy kodeksu pracy o obliczaniu okresów zatrudnienia polecam par. 30 ust. 2 pkt 3 zasad techniki prawodawczej;
  • pięknie prezentuje się wyliczanka możliwych opcji zakreślenia terminu wejścia w życie ustawy (par. 45);
  • (teraz będę cytował, bo brzmi kategorycznie jak tablice dane Mojżeszowi): Podstawową jednostką redakcyjną ustawy jest artykuł(par. 54);
  • „Każdą samodzielną myśl ujmuje się w odrębny artykuł” (par. 55 ust. 1);
  • „Artykuł powinien być w miarę możliwości jednozdaniowy” (par. 55 ust. 2);
  • jak wyglądają wyliczenia wylicza par. 56; jak oznacza się artykuł, ustęp i punkt pokazuje par. 57;
  • „zasady techniki prawodawczej” regulują także kwestie delegacji ustawowej — ot, na przykład to, że upoważnienie do wydania rozporządzenia wykonawczego musi być precyzyjne, określenie spraw nie może być ogólnikowe („w szczególności przez posłużenie się zwrotem: „… określi szczegółowe zasady …”);
  • upoważnienie do wydania rozporządzenia może być obligatoryjne (minister określi) lub fakultatywne (minister może określić);
  • cały osobny rozdział zasad poświęcony jest przepisom karnym (par. 75-81a) — ważne jest na przykład to, że nie pisze się jeśli przestępstwo może być popełnione tylko umyślnie. Dopiero jeśli występek może być popełniony również z winy nieumyślnej, zapisuje się to jako osobną jednostkę redakcyjną („Jeżeli sprawca działa nieumyślnie …” albo „Kto, chociażby nieumyślnie …”);
  • rozporządzenie określa nawet zasady ogłaszania tekstu jednolitego (par. 98-110) i sprostowania błędu (par. 111-114);
  • a także sposób tworzenia rozporządzeń wykonawczych (par. 115-132) oraz uchwał i zarządzeń (art. 133-143);
  • najsmakowitszym kąskiem jest jednak dział zatytułowany typowe środki techniki prawodawczej — czyli właśnie ów syntetyczny wykład z logiki prawniczej, którego czasem tak brakuje…
  • i tak jeśli adresatem normy jest każdy, jej adresata określa się wyrazem „kto” — ale już nie piszemy „każdy”, a jeśli norma ma być stosowana zawsze, nie określamy okoliczności jej stosowania;
  • „jeżeli zachodzi potrzeba zapewnienia elastyczności tekstu aktu normatywnego, można posłużyć się określeniami nieostrymi, klauzulami generalnymi albo wyznaczyć nieprzekraczalne dolne lub górne granice swobody rozstrzygnięcia” (par. 155) — no właśnie, klauzule generalne nadal spędzają sen z powiek nie tylko prawnikom;
  • „nie odsyła się do przepisów, które już zawierają odesłania (akurat!).

To by było tyle jeśli chodzi o „zasady techniki prawodawczej” w pigułce…

Może się natomiast zrodzić pytanie: czemu nie jest tak pięknie, skoro ma być tak pięknie? Odpowiedzi na to pytanie, jak sądzę, można szukać dokładnie tam gdzie przyczyny pęknięcia opony w prezydenckiej limuzynie.

Najgorsze jest to, że piękna ta norma nie jest obwarowana sankcją — bo i jaką? Trybunał Konstytucyjny nie może orzekać o niezgodności rozporządzenia z rozporządzeniem (tym bardziej rozporządzenie to nie może być odniesieniem przy badaniu ustawy). Także odpowiedzialność konstytucyjna ministrów nie obejmuje naruszenia rozporządzenia (art. 198 ust. 1 Konstytucji RP) — nie mówiąc zresztą o posłach, którzy za złe lub jałowe prawo w ogóle nie odpowiadają (i trudno, żeby było inaczej…)

  • b52t

    ustawodawca powinien unikać zdań wielokrotnie złożonych (hmm kiepski byłby ze mnie legislator) i specjalistycznych określeń. Z tymi specjalistycznymi określeniami – tere-fere misiu drogi. Ot choćby wielka kniga zwana ustawą – prawo ochrony środowiska, następny prawo energetyczne, a już rozporządzenia do nich – tylko magistry inżyniery z danych dziedzin przeczytają te akty prawne z jakim takim zrozumienie.
    Ale, ustawodawca słusznie wychodzi z założenia, że papier (i ten elektroniczny) przyjmie wszystko, a i prawo nie zawsze jest po to, żeby było lepiej, ale żeby sprawiało to takie wrażenie.

  • Zastanawiam się czy wzory matematyczne nie są określeniami specjalistycznymi, na przykład ten w „ustawie 203”.

  • b52t

    Moim zdanie nie, o ile są wyjaśnione tak, że przeciętny absolwent prawa (tak wiem, prawocentryczne ujęcie problemu) jest w stanie je zrozumieć.

  • No to z innej mańki: czy owe „określenia specjalistyczne” muszą pochodzić z innych branż? Czyli określenia specjalistyczne z języka prawa są OK? Nawet jeśli właściwie tylko prawnik je może zrozumieć? ;-)

  • b52t

    Gdyby przyjąć, że prawo musi spełniać oświeceniowy standard zrozumienie go przez „przeciętną” osobę, to byśmy musieli zanegować większość prawa. W podstawie czyli K.c. jest zaszytych klika pojęć, które łapią prawnicy, ale „przeciętne” osoby mogą je interpretować różnie (odmiennie).
    Czyli konkluzja może być taka: niech se będą pojęcia specjalistyczne, byleby w akcie prawnym zostały zdefiniowane na tyle jasno, żeby (głupi) prawnik mógł je zrozumieć; ideał – „przeciętna” osoba.

  • Wredny Jarek

    Uff… Aż musiałem w źródle sprawdzić, bo mnie ten rok zapisywany literami arabskimi wystraszył i pomyślałem, że niedługo będziemy Koran czytać w oryginale ;)

  • LOL, czeski — może raczej koreański — błąd ;-)

    Dzięki, poprawiam!