„Zniszczony laptop ministra Ziobro” — bez przeprosin od Ćwiąkalskiego (I ACa 215/15)

Taka ciekawostka: kilka tygodni po tym jak Zbigniew Ziobro profetycznie obwieścił, że obywatel nie musi szanować wyroków wydawanych przez sądy, które przekraczają swoje kompetencje” — Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał wyrok w głośnej swego czasu sprawie „laptopa Zbigniewa Ziobry” (wyrok SA w Warszawie z 28 stycznia 2016 r., sygn. akt I ACa 215/15).

Słowem: dziś będzie o tym czy ex-Minister Sprawiedliwości musi przepraszać urzędującego Ministra Sprawiedliwości za to, że jako ówczesny Minister Sprawiedliwości powiedział o bywszym Ministrze Sprawiedliwości, iż ten celowo zniszczył służbowy laptop.

Sprawy miały się następująco: Zbigniew Ziobro pozwał Zbigniewa Ćwiąkalskiego za wypowiedź w wywiadzie radiowym, w którym szef resortu sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska miał powiedzieć o swoim poprzedniku, iż zniszczył on swój służbowy laptop („fizycznie jest całkowicie zniszczony”, „nie jest to sytuacja, gdzie spadł z biurka i się rozbił, tylko był świadomie niszczony”, a na pytanie, czy ktoś walił w laptop młotkiem: „tak wygląda, ciężkim przedmiotem w każdym razie”).

W swoim pozwie Z. Ziobro zażądał przeprosin za naruszenie jego dóbr osobistych o treści:

Zbigniew Ćwiąkalski przeprasza Pana Zbigniewa Ziobro za wypowiedzi z dnia 1 lutego 2008 roku, w których sformułowane zostały insynuacje, iż Pan Zbigniew Ziobro zniszczył umyślnie służbowego laptopa, powierzonego mu w okresie sprawowania urzędu Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego oraz zatajony został fakt, iż Pan Zbigniew Ziobro kilkakrotnie przed terminem konferencji zgłaszał wolę zapłacenia za naprawę laptopa albo jego odkupienia. Powyższe insynuacje były całkowicie nieuprawnione i naruszyły dobre imię i cześć Pana Zbigniewa Ziobro.

Przeprosiny miały być m.in. odczytane w szeregu stacji telewizyjnych i radiowych, przesłane do PAP oraz rozpowszechnione we wskazanych portalach internetowych. Ponadto pozwany miał zapłacić 50 tys. złotych na określony cel społeczny.

Sąd I instancji ustalił, że w okresie sprawowania urzędu Zbigniew Ziobro miał służbowy sprzęt, który był przewożony między meblami, bez zabezpieczenia, korzystali z niego znajomi ministra (!), miała do niego dostęp osoba sprzątająca mieszkanie (!). Zwrócony laptop był nieźle zrujnowany (w tym matryca i obudowa), koszt serwisu przekroczył 4 tys. złotych. Z komputera zniknęła także ewidencja jakieś sprawy — no a później wyszło niszczenie dokumentów w Ministerstwie Sprawiedliwości…

Z powyższego wynika, że Zbigniew Ziobro nie wykazał naruszenia dóbr osobistych: pozwany ograniczył się do podania informacji zgodnych z rzeczywistością, o których dowiedział się w związku ze sprawowanym urzędem. Skala zniszczeń była widoczna gołym okiem, jednak Ćwiąkalski nie przypisał PiS-owskiemu ministrowi sprawstwa dokonanych zniszczeń, odniósł się wyłącznie do charakteru i rozmiaru uszkodzeń komputera.

Od takiego rozstrzygnięcia apelował powód, ale sąd II instancji oddalił jego powództwo, odnosząc się m.in. do oceny czy powoływanie się przez powoda na komentarze prasowe dotyczące zniszczenia laptopa może dowodzić naruszenia czci Z. Ziobro. Sąd podkreślił, że odniesienie się do obiektywnych kryteriów naruszenia dóbr osobistych jest podstawą oceny każdego sporu, jednak:

Odwołanie się do obiektywnych kryteriów nie oznacza jednak, że decydująca jest reakcja, jaką dane zachowanie rzeczywiście wywołało. Jak podkreślał wielokrotnie Sąd Najwyższy, istotna jest nie reakcja społeczeństwa na konkretne zachowanie, ale opinia występująca w społeczeństwie (por. wyroki: z dnia 16 stycznia 1976 r., II CR 692/75, czy z dnia z dnia 29 września 2010 r., V CSK 19/10). W piśmiennictwie wskazuje się na potrzebę oceny z perspektywy osoby o przeciętnym poziomie wiedzy, rozsądnie myślącej, bez skłonności do ocen skrajnych.

Oznacza to, że argumentem przemawiającym za racjami Zbigniewa Ziobro nie mogą być komentarze dziennikarzy i pełne ekspresji domysły internautów, którzy pozwalali sobie nawet na kwalifikację zniszczenia laptopa na płaszczyźnie prawnokarnej. Ćwiąkalski może odpowiadać wyłącznie za rzeczywiste brzmienie i sens swoich słów.
A skoro w wywiadzie powiedziano po prostu o solidnie poturbowanym notebooku, zaś charakter zniszczeń wskazywał, że nie mogły one powstać przy normalnej eksploatacji sprzętu — przy czym równocześnie Ćwiąkalski odnosił się do takich werbalnych przymiotów rządów PiS jak „rzetelność, uczciwość, prawość” — to trudno się dziwić, że wypowiedź została odebrana jako krytyczna dla powoda.

Nadinterpretacją jest natomiast kwalifikowanie takiej wypowiedzi jako zarzutu popełnienia przestępstwa niszczenia rzeczy (art. 288 kk) — pamiętając o tym, że nawet fałszywe oskarżenie o przestępstwo nie musi oznaczać naruszenia dóbr osobistych, można jeszcze sobie dodać, iż:

sama możliwość uznania określonego zachowania jako przestępcze nie oznacza, że wypowiedź stwierdzająca zaistnienie danego zdarzenia powinna być każdorazowo utożsamiana z zarzutem dopuszczenia się działania przestępczego

Stąd też roszczenia Zbigniewa Ziobro zostały w całości oddalone: działanie ministra Ćwiąkalskiego nie było bezprawne (uchylono domniemanie bezprawności wynikające z art. 24 kc) — a okolicznością wyłączającą bezprawność była konstytucyjnie gwarantowana wolność słowa (art. 54 Konstytucji RP). Swoboda ta powinna być szczególnie szeroka w debacie publicznej (sporze politycznym), zatem „działalność osób publicznych podlega ocenom i krytyce w szerszym zakresie, stąd osoby te wykazać muszą większy stopień tolerancji, także — wobec brutalnych ataków skierowanych przeciwko nim” (por. rozważania po wyroku o „terroryzowanie usłużnymi rozgrzanymi sędziami”).

Granicami wolności słowa jest oczywiście kłamstwo, jednak zważywszy, że nie udowodniono by Zbigniew Ćwiąkalski rozmijał się z prawdą — laptop ministra Ziobro był zrujnowany, o propozycji wyłożenia pieniędzy na serwis nic Ćwiąkalskiemu nie było wiadomo — należy przyjąć, że wypowiedź wartościująca wynikała z pewnych zdarzeń obiektywnie istniejących.

Ciekawe, że w końcowej części orzeczenia sąd odnosi się do problemu na ile sąd badający ten spór związany jest wyrokiem innego sądu, dotyczącego innego wątku sprawy (chodziło o to, że wcześniej orzeczono, że Ćwiąkalski ma przeprosić byłego asystenta Z. Ziobro)

…no ale proszę, wyrokiem z 23 lipca 2015 r. Sąd Najwyższy uchylił tamto orzeczenie (I CSK 548/14), a kolejnym wyrokiem z 6 października 2015 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił roszczenie Marcina Romanowskiego (tego orzeczenia w serwisie orzeczenia.waw.sa.gov.pl jeszcze nie ma).

  • b52t

    Także ten, wygląda jakby, że być może u Z.Z. występuję syndrom szklanego ego („ego dotknięte, ego na złom„).

  • Można powiedzieć — ZZ Top :)

    Nb. wolę jednak tych bezbarwnych ministrów sprawiedliwości. Ziobro bardzo barwny nie jest ale coś to wszystko zgrzyta…

  • b52t

    Tak mnie natchnęło to jak ex-premier Miller nazwał min. sprawiedliwości pewną cyfrą, a z kolei inicjały tego ministra układają się tak jak pierwsze litery cyfr „służbowych” agenta jej królewskiej mości o inicjałach J.B., ale wyszło by z tego Agent z.z.z., czyli taki trochę śpiący.