Długi weekend z psem — okolice Wrocławia (i troszkę dalej, ale zawsze góry)

Jak znam życie co najmniej kilka osób (niekoniecznie stałych P.T. Czytelników czasopisma Lege Artis) obudziło się dziś rano, by skonstatować — przyszedł długi weekend, a ja nie mam co ze sobą zrobić.

Jeśli Wasza skłonność do improwizacji nie sięga dalej niż pół kwadransa w internetach — a i nie daliście sobie wmówić, że pies i park narodowy nie idą ze sobą w parze (przynajmniej nie wszystkie) — ten tekst jest dla Was, przynajmniej do poczytania — a może i do złapania inspiracji.


Góry Stołowe — skoro najbardziej lubimy te melodie, które najlepiej znamy — zaczynam od Gór Stołowych, które bardzo lubię (na tyle, że staram się je odwiedzić przynajmniej 2-3 razy w roku). A skoro ten pierwszy raz w tym roku już mamy za sobą, to mogę podzielić się z P.T. Czytelnikami wrażeniami całkiem na bieżąco.

Szlaki Gór Stołowych lekką ręką dostarczą Wam atrakcji nawet na 3-4 dni: oprócz niezwykle popularnego Szczelińca i Błędnych Skał można zapuścić się w fantazyjne Skalne Grzyby, przejść świetnym szlakiem od Ochoty Magdaleńskiej do Pasterki (i dalej, aż przez łąki do Karłowa), machnąć się przez Skały Puchacza — gdziekolwiek. Można nawet chodzić w kółko i dziwić się, że jest tam tak pięknie :-)


Góry Stołowe pies

Skalne Grzyby — niejadalne ale przynajmniej nieszkodliwe (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Góry Stołowe to relatywnie łatwe szlaki, niezliczone dukty leśne, po których można śmigać rowerem. Hejszowina z punktu widzenia przewodnika psa ma dodatkową bardzo ważną cechę: prawie na każdym szlaku można znaleźć w sporo wody, zatem psiak będzie miał sporo okazji by się napić lub ochłodzić.
Uwaga: do Parku Narodowego Gór Stołowych wolno wprowadzać psy, aczkolwiek oczywiście na smyczy (niech Was nie zwiedzie poniższe ujęcie, które powstało podczas krótkiej sesji fotograficznej na Niknącej Łące).


Długi weekend z psem okolice Wrocławia

Niknąca Łąka i Znikający Punkt uchwycony w przelocie (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Skalne Miasto — formacje skalne między Teplicami i Adrszpachem to oczywiście część Gór Stołowych, ale z oczywistych względów można je potraktować jako całkiem osobny temat. Próba opisania tych formacji skalnych byłaby oczywiście nieudana — to trzeba zobaczyć na własne oczy (a jest to o tyle łatwiejsze, że rzadko są takie wściekłe tłumy jak na Szczelińcu).
Weekendowy wypad do Skalnego Miasta najlepiej połączyć z wizytą w Górach Stołowych — dzieli je naprawdę rzut beretem.

Obie formacje skalne łączy piękna ścieżka prowadząca przez Wilczy Wąwóz (żółty szlak), dzięki któremu można przemieścić się między Teplicami i Adrspachem, oszczędzając na bilecie wstępu i parkingu (bilet kupiony przy jednym z wejść obowiązuje i na drugie skały, ale pod warunkiem przejścia żółtym szlakiem).


skalne miasto pies

Skalne Miasto idealnie nadaje się na zwiedzanie z psiakiem… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Psy w Skalnym Mieście są bardzo mile widziane — do niedawna kupując dla nich bilet (za kilkanaście koron) dostawało się tekturową torebkę na nieczystości (jesienią tego gadżetu nie dostaliśmy). Wody jest tu nieco mniej niż w polskiej części Gór Stołowych, aczkolwiek między piaskowcami można spodziewać się miłego chłodu.


Teplickie Skalne Miasto i pies

…warto dodać: z każdym psiakiem. Kuata najbardziej polubiła je jesienią (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Góry Izerskie — niesłusznie traktowane czasem po macoszemu (lub wyłącznie jako atrakcja dla miłośników biegówek lub rowerów), a tymczasem Góry Izerskie także potrafią zapewnić znakomitą rozrywkę i wypoczynek: malowniczy szlak wzdłuż Izery oraz piękna (lecz okryta smutną historią) Hala Izerska to wizytówki tego pasma.
Ułatwieniem dla wielu osób będzie łatwość większości szlaków: od strony Jakuszyc podejścia są dosłownie symboliczne, natomiast startując od Świeradowa można zabrać się kolejką (nigdy nie próbowałem ;-)


Długi weekend z psem okolice Wrocławia

Jeden z mostków na Izerze, 2010 r. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Góry Izerskie są idealne dla czworonogów: sporo wody na szlaku, nietrudne podejścia — minusem niektórych przejść jest wszechobecny asfalt, który potrafi się nagrzać w słońcu, psie łapy tego nie lubią… Trzeba uważać na rowerzystów, których potrafi być tam cała chmara.


Smrek Góry Izerskie pies

Na Smreku, przy pomniku Theodora Körnera (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Karkonosze — najbardziej wymagająca z opisywanych dziś opcji, aczkolwiek nie tylko z racji ukształtowania terenu (to najwyższe pasmo Sudetów), co ma wpływ na relatywną trudność i długość szlaków jak i warunki klimatyczne (uwaga, wybierając się w Karkonosze na przełomie kwietnia i maja możecie być pewni śniegu — opad świeżego puchu w tym czasie nie jest anomalią pogodową!).
Moim zdaniem niepolecane dla kompletnie zielonych turystów górskich, chyba że pogoda jest jak drut — w przeciwnym razie można zmarznąć, zmoknąć i się niepotrzebnie zmęczyć (chyba że aspiracje nie sięgają dalej niż wjazd wyciągiem na Kopę i spacer na Śnieżkę).


Długi weekend z psem okolice Wrocławia

Rozdroże pod Śmielcem, 2010 r. (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Pies w Karkonoszach będzie czuł się jak ryba w wodzie, pod warunkiem, że dysponuje odpowiednią kondycją. Nasi milusińscy mają darmowy wstęp do Karkonoskiego Parku Narodowego, ale trzeba pamiętać o smyczy. W niższych (piękniejszych) partiach znajdziecie mnóstwo wody, z której psiak będzie mógł zrobić użytek, wyżej (czyli na niespecjalnie przeze mnie lubianym czerwonym szlaku) wody jest tyle co kot napłakał.


karkonosze Góry pies

Śnieżne Kotły (ale od tej mniej interesującej strony), (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Ślęza — a na koniec nagroda dla tych, których chodzenie po górach męczy bardziej niż czytanie ;-) czyli umiłowana przez wielu Wrocławian „Sobótka”, majestatycznie zdobiąca horyzont oglądany z większości wyższych budynków w mieście. Osobiście mój stosunek do Ślęzy określiłbym jako ambiwalentny — najpopularniejszy szlak wiodący z Sobótki (czerwony) może dać się w kość wskutek ilości turystów gramolących się na wierzchołek (to samo dotyczy żółtego, z Przełęczy Tąpadła), ale już te wijące się przez las ścieżki potrafią być naprawdę przyjemnie… dopóki nie osiągnie się wierzchołka, który jest trudny do zniesienia.


Długi weekend z psem okolice Wrocławia

W piękny słoneczny dzień Ślęzę odwiedzają tłumy ludzi, jednak są szlaki, na których spotyka się relatywnie niewiele osób (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


W Ślężański Park Krajobrazowy można wbić się z psem praktycznie bez ograniczeń (aczkolwiek z tego co mi mówiono niedawno coś się pozmieniało jeśli chodzi o przebieg szlaków w Rezerwacie Raduni), natomiast warto mieć na uwadze, że na zboczach tej góry trudno będzie znaleźć jakieś źródło wody, zatem dobrze jest pamiętać o psiaku (stąd też osobiście na Ślęzę jeździmy rzadko i tylko w chłodniejsze jesienne dni).

Czy to wszystkie możliwości jakie strapionemu turyście dają okolice Wrocławia? Oczywiście, że nie — warto mieć też na uwadze Góry Sowie (jakoś tak wyszło, że nie mam stamtąd ładnych zdjęć), a także Śnieżnik z przyległościami (Góry Bialskie i Złote), Góry Orlickie (tam akurat dawno nie byłem), Góry Wałbrzyskie (których właściwie, wstyd się przyznać, nie znam), Rudawy Janowickie (w których też już kilka lat nie byłem).

  • b52t

    Oblężony Zamek Książ i nieco mniej oblężone Bad Landeck. Nie było źle.

  • maho

    no dobra, ale jakby tak zupełnie teoretycznie ktoś jednak psa chciał często puszczać bez smyczy, to wiadomo że nie wolno, ale czy można bez większych problemów (typu inne psy, dużo dzieci, konie, inne atrakcje których czworonóg nie da sobie rady odmówić….)?

  • W Skalnym Mieście właściwie całkowicie wykluczone — sporo ludzi (ale nie aż tyle co w Szczelińcu), poza tym miejscami ryzykowne przejścia (w Szczelińcu bardziej). Inna sprawa, że czasem mam wrażenie, że w ryzykownym przejściu pies (i przewodnik) lepiej sobie poradzą bez złączenia smyczą.

    W Karkonoszach „na górze” wykluczone — chmary ludzi.

    W Izerach jak najbardziej, zero zaskoczeń (chociaż miejscami konno ktoś może jechać).