Dochodzenie roszczeń a ciężar dowodu (czyli: nie było faktury a jest pozew; lub faktura to zwykłe naciągactwo)

Krótko i na temat: zwrócono mi niedawno uwagę, że część „naciągaczy” (cudzysłów celowy, ponieważ nie wrzucam wszystkich do jednego wora — por. O tym dlaczego nie wszystko w internetach jest za darmo) działających w branży pt. „katalogi firm” nie ogranicza się li tylko do wysyłania wezwań do zapłaty, ale nawet potrafi wnieść pozew do e-sądu. Ale nie w tym nawet rzecz; rzecz w tym, że z racji specyfiki EPU rzekomo wystawiana faktura za rzekomą usługę jest opisywana — ale w rzeczywistości tej faktury nie ma i nigdy nie było.

Słowem: dochodzący należności za jakąś tam mniej bardziej bezwartościową usługę (i) nigdy nie wystawił faktury, (ii) jednak żąda zapłaty wydumanej kwoty, (iii) następnie fakturę tę opisuje w pozwie jako istniejącą. Oszuści robią tak zwykle dlatego, że unikając wystawienia faktury nie muszą bawić się w VAT — a jeśli mu niedomyślny pozwany zapłaci, to dobrze…

Moim zdaniem w takim przypadku sprawa jest jasna — nawet jeśli powództwo dotyczy zobowiązania istniejącego, to na pewno nie dotyczy istniejącej należności. Wiadomo, że w biznesie reguły są takie, że płacimy na podstawie faktury (dla szczególarzy dodam: lub innego dokumentu potwierdzającego transakcję). Skoro zatem faktury nie było, to w sprzeciwie od nakazu zapłaty wydanego przez e-sąd należy zwrócić sądowi na to uwagę — o ile powód nie oleje sprawy, skończy się to oddaleniem powództwa.

Dla jasności: podobne „surowe” reguły odnoszą się także do zwykłego postępowania, gdzie rzecz jasna sąd nie wyda nakazu m.in. jeśli okoliczności sprawy budzą wątpliwość (art. 499 kpc) — czyli nie ma faktury, nie ma roszczenia, nie ma nakazu.

Ale jeśli ktoś uważa, że faktura czyni cuda — polecam uwadze np. wyrok Sądu Okręgowego w Szczecinie z 22 lutego 2013 r. (sygn. akt VIII GC 31/13), w którym odmówiono zasądzenia wynagrodzenia z umów sprzedaży, a to dlatego, że pozwany zaprzeczył, iżby powód wykonał świadczenia na jego rzecz — a dochodzący roszczeń nie był w stanie tego wykazać.

Otóż zdaniem sądu załączenie do pozwu faktur, choćby nie były podpisane, może prowadzić do zasądzenia należności dochodzonych pozwem, jednak o ile pozwany nie zaakceptował faktury i zaprzecza wykonaniu zobowiązania — ciężar wykazania okoliczności uzasadniających istnienie należności spoczywa na powodzie (art. 6 kc).

A jeśli ktoś się boi, że w ten sposób wystarczy, iż nieuczciwy kontrahent powie „nie dostałem, za co mam płacić?” — przecież nie z każdym widujemy się oko-w-oko i odbieramy tony kwitów — więc sprawa przegrana — sąd spieszy z racjonalnym wyjaśnieniem:

Nie należą do odosobnionych sytuacje, w których strony nawiązały stosunek prawny ustnie, a faktury stanowią jedyny dowód pisemny. Również jednak wówczas możliwe jest wykazanie roszczenia. Można oczekiwać od strony, i to reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika, przedstawienia innych dowodów w razie zaprzeczenia przez pozwanego faktom powoływanym w pozwie, w tym ze źródeł osobowych. Możliwe jest też podjęcie próby wykazania, że pozwany, choć zaprzecza świadczeniom, faktury otrzymał, a następnie zarejestrował w prowadzonej ewidencji. Zwłaszcza ta ostatnia czynność, o ile potwierdzi to założenie, może mieć znaczenie przesądzające o istnieniu świadczenia. Jak już była mowa, powód, reprezentowany przez radcę prawnego, zaniechał w toku postępowania jakiegokolwiek dowodzenia, że wykonał w stosunku do pozwanego świadczenia, za które domaga się zapłaty.

Q.E.D.