Czy żartobliwe nazwanie kogoś „łachudrą” narusza jego dobra osobiste?

Co za dzień, co za dzień — wszyscy żartują, wszyscy się zaśmiewają do rozpuku (piszę te słowa kilka dni wcześniej, ale już mam pewność, że portale są pełne świetnych dowcipów), zatem dziś w czasopiśmie Lege Artis dzień bardzo na poważnie. Na początek: Akademia Humoru Żołnierskiego — czyli wyrok, który ułatwi nam pojęcie:

  • co może spotkać wojskowego — skoro za noszenie munduru przez cywila grozi tysiąc złotych grzywny — który założył cywilny pasek do munduru
  • czy dowcipem jest żądanie 10 tys. złotych za nazwanie kogoś „łachudrą”.

wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2002 r. (IV CKN 1076/00), teza:
W wypadku naruszenia dóbr osobistych polegającego na obrazie czci uwzględniać należy nie tylko znaczenie słów, ale również kontekst sytuacyjny, w którym zostały użyte.

Sprawa miała następujący przebieg: ppłk Jerzy S., ordynator na oddziale szpitalnym, zażądał od ppłk Jerzego J. (komendanta szpitala) przeprosin i 10 tys. złotych zadośćuczynienia za publiczne znieważenie. Poszło o to, że komendant zarządził alarm bojowy (zdarzenie miało miejsce kilkanaście tygodni przed wejściem Polski do NATO), na który powód spóźnił się (spóźnienia nie meldując regulaminowo), a w dodatku w cywilnym pasku do munduru i w niezasznurowanych butach, co zostało skwitowane słowami, że „wygląda jak łachudra”, a na zdziwienie spóźnialskiego („nie rozumiem”) poszła dodatkowa docinka — „nie rozumiem, nie rozumiem, do mamusi, to jest ordynator, to jest pułkownik, to jest inteligent”; plus kara nagany za nieregulaminowe stawienie się na odprawę.

Sąd I instancji powództwo oddalił, albowiem ocenił, że wyraz „łachudra” odnosił się nie do osoby powoda lecz jego niekompletnego umundurowania. A w warunkach alarmu bojowego taki komentarz był dozwoloną krytyką niestosownego zachowania podwładnego — nie doszło zatem do naruszenia czci lub dobrego imienia powoda.

Powód apelował, jednak także bezskutecznie: „łachudra” brzmi nietaktownie, ale jest usprawiedliwione ze względów na okoliczności zdarzenia oraz wychowawcze oddziaływanie sytuacji. Więc nawet jeśli samo w sobie słowo jest ośmieszające, to w odczuciu zeznających świadków zdarzenia miało raczej odcień humorystyczny i nie wiązało się z dodatkowymi negatywnymi konsekwencjami dla powoda.

Wniesiona skarga kasacyjna także nie spotkała się z aprobatą Sądu Najwyższego, którego zdaniem wprawdzie

Użycie przez pozwanego, jako przełożonego powoda, pejoratywnego określenia odnoszącego się do niewłaściwego stanu umundurowania, w jakim ten stawił się na odprawę, było rzeczą niestosowną, wykraczało bowiem poza przewidziany regulaminem wojskowym sposób zwracania się do podwładnego „stanowczo, lecz taktownie”

jednak rozstrzygające nie jest to jakie odczucie ma powód, którego dobra osobiste miały być w ten sposób naruszone, lecz punkt widzenia społeczności będącej odbiorcą wydarzeń — a przynajmniej  zwłaszcza zaś „jej rozsądnie i uczciwie myślących przedstawicieli”.

Stąd też SN przyjął, że nie można przyjąć za miarodajne wyłącznie odczuć powoda, ale kontekst i odbiór społeczny słów. Skoro zatem pozostali żołnierze odebrali sytuację jako humorystyczną (i nie miała wpływu na ocenę osoby ordynatora), to darcie szat (munduru) nie jest na miejscu, a to dlatego, że

nie każdy jednak przypadek dyskomfortu psychicznego, spowodowany bezprawnym zachowaniem się innej osoby, jest wystarczającą podstawą do poszukiwania sądowej ochrony dóbr osobistych

Chodzi o umiar i proporcje, także w zamierzeniach ochrony dóbr osobistych, a to dlatego, że nadużywanie instrumentów prawnych w drobnych przypadkach prowadziłoby do deprecjonowania samego przedmiotu ochrony — czyli owych dóbr osobistych.