O przyszłych prawnych pierepałkach ze stosowaniem wyroków TK

Jakby ktoś nie zauważył: w Dzienniku Ustaw nie opublikowano nie tylko wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego tzw. „ustawy naprawczej” (K 47/15), ale i paru późniejszych. Nie ma zatem orzeczenia, w którym uznano za niekonstytucyjny przepis odmawiający prawa kontroli sądowej decyzji PKW o podziale gminy na okręgi wyborcze, ale i orzeczeń, w których nie stwierdzono naruszenia ustawy zasadniczej (ws. przywrócenia do służby celników oraz braku doliczania VAT do zasądzanych kosztów sądowych).

To oczywiście efekt niezatwierdzenia przez rząd wyroku TK obalającego zmianę procedury badania konstytucyjności przepisów. Zdaniem KPRM wyrok nie zostanie opublikowany w Dzienniku Ustaw, ponieważ został wydany bezpośrednio w oparciu o konstytucję, podczas gdy sprawa powinna toczyć się według nowych reguł (tych, które zostały uznane za sprzeczne z konstytucją).

Tymczasem jutro można spodziewać się kolejnego wyroku Trybunału — sędziowie zmierzą się z wnioskiem RPO dotyczącym zakresu immunitetu parlamentarnego (K 2/14) — ale już dziś można obstawiać, że niezależnie od tego jakie będzie stanowisko, orzeczenia w Dzienniku Ustaw nie zobaczymy.
Niezależnie zatem od tego jaki jest pogląd TK co do mocy prawnej nieopublikowanych wyroków (przypomnijmy, że wątek ten pojawił się w np. uzasadnieniu kwietniowych orzeczeń), sytuacja jest naprawdę patologiczna: (i) zostały wydane wyroki kwestionujące konstytucyjność pewnych norm prawnych; (ii) rząd nie opublikował ich w Dzienniku Ustaw; (iii) TK twierdzi, że należy się do nich stosować; (iv) nie wiemy jak zachowywać będą się adresaci tych norm (zwłaszcza organy państwa stosujące zakwestionowane przepisy).

Stosownie do art. 190 ust. 1 konstytucji, orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i mają moc powszechnie obowiązującą. Oba te przymioty przysługują orzeczeniom Trybunału od momentu ich wydania, czyli w przypadku wyroków — od chwili ich ogłoszenia na sali rozpraw. Wówczas, w razie orzeczenia o niezgodności z konstytucją, następuje obalenie domniemania konstytucyjności zakwestionowanej regulacji prawnej, co ma wpływ na praktykę jej dalszego stosowania. Utrata mocy obwiązującej przepisów uznanych przez Trybunał za niezgodne z konstytucją następuje w dniu ogłoszenia wyroku Trybunału w Dzienniku Ustaw lub Monitorze Polskim, co zarządza Prezes TK, a Prezes Rady Ministrów jest obowiązany uczynić „niezwłocznie”. Jednak — niezależnie od tego, kiedy owo ogłoszenie we właściwym organie promulgacyjnym zostanie dokonane — przepisy, wobec których z momentem ogłoszenia wyroku na sali rozpraw zostało obalone domniemanie konstytucyjności, z tym właśnie momentem nie mogą być dalej stosowane przez Trybunał.

O proszę: rada miejska w Łodzi postanowiła podjąć uchwałę — stanowisko w sprawie stosowania się władz Łodzi do wyroków Trybunału Konstytucyjnego — „także tych, które nie będą opublikowane w Dzienniku Ustaw”. Czy mamy przez to rozumieć, że teraz gminy, w których przewagę ma PiS, będą podejmowały uchwały przeciwne — oznajmiając, że wyroków honorować nie będą?
Będzie lepiej nawet niż z obowiązkiem zakładania psom kagańców

Nie umiem powiedzieć jak długo taki stan może istnieć — ani czy można spór ten rozwikłać na zasadzie jakiegokolwiek kompromisu (bo i jakiego?) — natomiast im dalej w las, tym gorzej: będą kolejne orzeczenia, które konsekwentnie nie będą publikowane — ale obywatele i urzędy będą musiały jakoś się w tej rzeczywistości odnaleźć. W sporach oprócz oceny stanu faktycznego i wykładni prawa dojdzie zatem jeszcze jeden element: czy dana norma prawna w ogóle obowiązuje?

I przy okazji, ale wcale nie na marginesie: zastanawiam się po co Sejm właściwie wybrał kolejnego sędziego Trybunału Konstytucyjnego (i w jakim celu prezydent Duda pytał marszałka Kuchcińskiego o głosowanie na dwie ręce) — niezależnie od tego czy Zbigniew Jędrzejewski będzie orzekał i jak będzie orzekał — skoro i tak wszystko co odtąd powie TK nie będzie się dla rządu liczyło? Jakiż też dyskomfort musi czuć kandydat forsowany przez partię rządzącą — forsowany z takim znojem do instytucji, która dla tej samej partii rządzącej kompletnie się nie liczy, i której aktywność jest całkowicie negowana?!

A dla oddania nastroju grozy: „Gazeta Prawna” pisała wczoraj o pomyśle na reformę sądownictwa powszechnego, której konsekwencją może być… konieczność ponownego powołania (lub niepowołania…) wszystkich sędziów (!). Więc moja uwaga jest następująca: nawet jeśli ktoś uważa spór o rolę i pozycję TK za aferę jajogłowych — to jeśli się okaże, że od stycznia 2017 r. będziemy mieć nową strukturę władzy sądowej i nowych sędziów — a relacji tych zmian do konstytucji nie będzie nikt w stanie zbadać (czy niemożliwa do wyobrażenia jest sytuacja, w której TK stwierdza, że ustawa narusza konstytucję — ale Minister Sprawiedliwości przygotowuje nowe czerwone tabliczki do przyczepienia na frontach budynków sądowych…?) — możemy się obudzić z czymś gorszym niż ręka w nocniku (por. Sądownictwo à la PiS: stań na głowie, potrząśnij nią…).

W sumie dość zabawne, że takim nihilizmem prawym wykazuje się partia, która w nazwie ma i prawo, i sprawiedliwość — ale w polityce nie od dziś wiadomo, że Orwell rządzi…