Uchwała SN: nawet nieopublikowane wyroki TK uchylają domniemanie zgodności aktu prawnego z konstytucją

Czasy takie, że informacji o dzisiejszej uchwale Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN — zdarzenia, któremu normalnie pies z kulawą nogą nie poświęciłby uwagi — nie sposób przeoczyć: głównie dlatego, że jest próbą jakiegoś tam logicznego wyjścia z pierepałek związanych ze stosowaniem prawa, którego już nie ma.


uchwała zgromadzenia ogólnego SN nieopublikowane wyroki TK


Otóż w podjętej dziś uchwale, którą SN podjął kierując się koniecznością zapewnienia jednolitości orzecznictwa sądów powszechnych i sądów wojskowych — a odnoszącej się do kuriozalnej sytuacji braku publikacji wyroków TK w Dzienniku Ustaw — czytamy, iż w ocenie Sądu Najwyższego

Nieopublikowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzający niezgodność z Konstytucją określonego przepisu uchyla domniemanie jego zgodności z Konstytucją z chwilą ogłoszenia wyroku.

Jak należy interpretować takie słowa? Moim zdaniem dosłownie, czyli tak jak zostało to przez sędziów powiedziane: nawet jeśli niezawisły sąd będzie miał problem z brakiem publikacji orzeczenia TK w Dzienniku Ustaw — co jest warunkiem utraty mocy przepisu — to powinien mieć na uwadze, że samo orzeczenie pozbawia normę domniemania zgodności z konstytucją. W takim przypadku sąd ma prawo wziąć pod uwagę taki stan prawny i orzekać z pominięciem zakwestionowanej przez Trybunał normy.

Podstawą do wydania uchwały jest przepis ustawy o Sądzie Najwyższym przydający jego Zgromadzeniu Ogólnemu kompetencje w zakresie podejmowania uchwał w ważnych sprawach dotyczących SN (art. 16 par. 1 pkt 6 ustawy o SN).

Koncepcja sama w sobie dość ciekawa, bo właściwie wydawać by się mogło, że przepis ten nie stanowi podstawy do podejmowania uchwał quasi-orzeczniczych (nie jest to uchwała Sądu Najwyższego, o której mowa w art. 61 ustawy o SN) — z drugiej jednak strony warto pamiętać, że nawet nie każda uchwała SN zyskuje moc zasady prawnej.

Stąd też mam wrażenie, że ewentualny spór o „moc sprawczą” dzisiejszej uchwały można sprowadzić do publicystycznych dywagacji — jako istotne lecz niewiążące dla innych sądów (a nawet dla składów SN) stanowisko — co nie oznacza jednak, że nie jest to głos rozsądny.