Solidarna odpowiedzialność (wydawcy, redaktora, autora) za opublikowany artykuł prasowy

Cywilną odpowiedzialność cywilną za opublikowany w prasie tekst ponoszą wydawca, redaktor i autor (art. 38 prawa prasowego) — to oczywista oczywistość. Jakie jednak konsekwencje ma próba pociągnięcia do odpowiedzialności dziennikarza — ale po uzyskaniu wcześniejszego wyroku przeciwko wydawcy i redaktorowi naczelnemu? Czy fakt, że odpowiedzialność wynikająca z art. 38 ma charakter solidarny może mieć wpływ na sytuację procesową pozwanego dziennikarza? (bazując na wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 19 lutego 2016 r., sygn. akt VI ACa 126/15).

Sprawy miały następujący obrót: w gazecie napisali, że na wieść o planowanych zwolnieniach grupowych 1/8 pracowników telewizji publicznej (ale tych w 2009 r.) jeden z szefów udał się na zwolnienie lekarskie („to jest gruby gość, mogła więc [kostka] mu trzasnąć w zawiasach, ale w takich czasach nic nie wiadomo. A raczej wiadomo: co, tak szedł i skręcił?”).

Wcześniejszym wyrokiem nakazano wydawcy i redaktorowi naczelnemu opublikowanie przeprosin za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji dotyczących symulowania choroby w obawie przed zwolnieniem z pracy w telewizji (oraz zasądzono 10 tys. zadośćuczynienia) jednak poszkodowany postanowił wytoczyć odrębne powództwo przeciwko autorce tekstu. Naruszenia dóbr powód dopatrywał się w przypisywaniu mu podłości i obłudy, w tym, że został określony jako „gruby” — a ponadto szukając następnej pracy musiał się tłumaczyć ze zwolnienia lekarskiego.

art. 24 par. 1 kc
Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny. 

Sądy obu instancji nie uwzględniły powództwa. Ustalono, że dziennikarka nie przypisywała powodowi negatywnych cech, mówiła raczej o strachu i niepewności zatrudnienia. Tuszę powoda przywołano w dywagacjach narratorki tekstu (która nb. była osobą fikcyjną — autorka rozmawiała z kilkoma pracownikami instytucji, ale „zlepiła” ich wypowiedzi). Nie wykazał on także, iżby podana w prasie informacja o zwolnieniu lekarskim stała na przeszkodzie kolejnemu zatrudnieniu lub kłopotom towarzyskim.

Co więcej sam tekst natomiast mówił nie tyle o osobie powoda (który pojawił się w dygresji), lecz o niepokojącym zjawisku społecznym jakim jest wypowiedzenie umów o pracę 500 pracownikom. Z tego względu autorka mogła posłużyć się pewnego rodzaju wyolbrzymieniem, przesadą, a nawet prowokacją — takie działanie podlega ochronie jako wynikające z konstytucyjnej zasady wolności słowa. Pozwana dochowała staranności dziennikarskiego, rozmowy rozmowy zostały przeprowadzone z kilkoma pracownikami telewizji, a wyrażone przez nich opinie zostały pozostawione do oceny czytelnikom tekstu.
Nie można także stawiać dziennikarce zarzutu „zlepienia” wypowiedzi kilku — nieujawnionych co do tożsamości, a to ze względu na obowiązek ochrony źródeł dziennikarskich — informatorów (art. 15 ust. 2 pkt 1 prawa prasowego). Taki zabieg mieści się w sferze warsztatu i nie jest działaniem bezprawnym.

Niezależnie od powyższego powództwo w części majątkowej i tak podlegałoby oddaleniu, albowiem zgodnie z art. 38 ust. 1 prawa prasowego solidarna odpowiedzialność za opublikowany artykuł (wydawcy, redaktora i autora) sprawia, iż niezależnie od tego kto zaspokoi wierzyciela, pozostali zobowiązani są zwolnieni od odpowiedzialności (art. 366 par. 1 kc) — zatem wcześniejsze zapłacenie zadośćuczynienia wyczerpuje wszelkie późniejsze roszczenia powoda.
Natomiast żądanie przeprosin, jako roszczenie niemajątkowe (art. 24 kc) nie jest objęta przepisami o odpowiedzialności solidarnej; skoro jednak powód przeprosin tych się już doczekał, publikacja dodatkowego oświadczenia byłaby bezcelowa.

art. 365 par. 1 kpc
Orzeczenie prawomocne wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy oraz inne organy państwowe i organy administracji publicznej, a w wypadkach w ustawie przewidzianych także inne osoby.

Zdaniem sądu także wcześniejszy wyrok wydany przeciwko wydawcy i naczelnemu nie ma charakteru prejudycjalnego w sporze z dziennikarką, zatem sąd nie jest związany jego sentencją (art. 365 par. 1 kpc) — skoro w bieżącym postępowaniu udział biorą inne strony, sąd uprawniony jest do dokonania własnej oceny, zarazem brak udziału w innym postępowaniu nie może uszczuplać prawa strony do odrębnego rozpoznania sporu — w tym kwestionowania innych orzeczeń organów sądowych.

W konsekwencji oznacza to, że powód nie może skutecznie powoływać się na fakt, że wcześniej sąd uznał odpowiedzialność wydawcy i naczelnego za opublikowany tekst — pozwana dziennikarka musi mieć prawo bronić się we własnym zakresie, a sąd ma prawo oceniać wszystkie fakty po swojemu.