Złośliwe żarty z radnego to nie zawsze naruszenie dóbr osobistych (II CSK 296/14)

W kolejnym odcinku „ze sztambucha glosatora-amatora” czas na kolejne prima aprilisowe rozważania. Tym razem na tapetę bierzemy następujący problemat prawny — czy złośliwe żarty z radnego, który starał się uzyskać dostęp do informacji publicznej — w dodatku opisane w prasie — stanowią naruszenie przysługujących mu dóbr osobistych? (wyrok Sądu Najwyższego z 14 stycznia 2015 r., II CSK 296/14).

Orzeczenie wydano w następujących okolicznościach: pewien radny złożył skargę na wójta, w której zarzucał mu bezczynność polegającą na blokowaniu dostępu do informacji publicznej. Skarga była rozpatrywana na sesji rady gminy, wójt czytał pytania (ponoć bardzo szczegółowe, a było ich 38 — „po co pan to robi i czemu ta wiedza miałaby panu służyć?”), a państwo rajcy się śmiali i humorystycznie komentowali sytuację. Aferze poświęcono nawet felieton na stronie internetowej gminy (?), w którym dziennikarka opisała śmiechy i reakcję radnego (który mówił o „rechocie”).

Tak potraktowany radny wniósł powództwo o ochronę dóbr osobistych i zażądał usunięcia tekstu ze strony internetowej oraz przeprosin, jednak sąd I instancji odmówił uwzględnienia żądań, wychodząc z założenia, iż sposób przedstawienia przebiegu obrad odbiegał od kanonu dziennikarskiej rzetelności, ale mimo to nie doszło do naruszenia dobrego imienia lub godności powoda.

Odmienne stanowisko zajął Sąd Apelacyjny, który nakazał stronie pozwanej usunięcie kilku zdań (m.in. „podobny poziom śmieszności osiągnęło wiele innych zapytań” i „swoista dyskredytacja poczyniona została przez samego radnego, za sprawą „radosnej twórczości” opatrzonej w sposób nadużyty formuła „dostępu do informacji publicznej”. Do sześciogodzinnych obrad sesji Rady Gminy K. zakradł się i baśniowy wątek, przywołujący opowieść o zaklęciu księcia w żabę. Tu — kilkunastu radnych, poprzez określenie ich śmiechu rechotem zamienił A. H. w żaby, czyniąc to w obcesowo — cynicznym stylu, z którego jest jednak na tym forum wszystkim dobrze znany”) oraz zamieszczenie na stronie internetowej przeprosin za naruszenie dóbr osobistych.
Zdaniem sądu II instancji te fragmenty relacji z obrad rady gminy zawierały wyrażenia i zwroty o charakterze obraźliwym, które mogły go poniżyć, zarazem opisywanie komentarzy mogło narazić go na utratę zaufania niezbędną do wykonywania funkcji radnego. Naśmiewanie się z powoda jako z osoby uciążliwej tylko dlatego, że składa liczne wnioski w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej jest działaniem bezprawnym.

Skarga kasacyjna gminy trafiła do Sądu Najwyższego, który przyznał jej rację. Istotne w sprawie było to, że relacja z obrad rady gminy była rzetelna, przywołane wypowiedzi powoda i reakcje radnych były opisane w sposób zgodny z prawdą. Skoro zatem obowiązkiem prasy jest przekazywanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń organów przedstawicielskich (art. 41 prawa prasowego) oraz ujemnych (krytycznych) ocen działań publicznych — co dotyczy także satyry i karykatury — to działanie takie pozostaje pod ochroną prawną.

Opublikowany artykuł oraz krytyczna ocena „radosnej twórczości” wynikał z faktu, że zdaniem wójta seria pytań radnego nie była zgodna z celem jaki przyświecał zapewnieniu obywatelom dostępu do informacji publicznej, zatem niepochlebna opinia odnosiła się nie tyle do osoby powoda, lecz jego działalności publicznej — zaś same sformułowania mówiły o klimacie posiedzenia (fakt niezaprzeczalny).

Jedynym sformułowaniem, które naruszyło dobra osobiste powoda był passus o obcesowo-cynicznym stylu wypowiedzi, z którego był „na tym forum wszystkim dobrze znany” — tu jednak SN przypominał, że osoby na świeczniku muszą znosić więcej, a zwłaszcza ostrzejszą krytykę swoich poczynań (por. „Uzasadniony interes społeczny wyłącza odpowiedzialność prasy za naruszenie dóbr osobistych”).

Stąd też wyrok sądu II instancji został uchylony, a apelacja oddalona.