Notki po konferencji „Przyszłość prawnej ochrony zwierząt w Polsce” (zorganizowanej przez Koło Naukowe Praw Zwierząt UWr)

Z pewnym opóźnieniem: 28 kwietnia 2016 r. na WPAiE Uniwersytetu Wrocławskiego odbyła się ogólnopolska konferencja „Przyszłość prawnej ochrony zwierząt w Polsce”, której organizatorem było Koło Naukowe Praw Zwierząt UWr (linkuję do Fejsbóka, ponieważ nie widzę prawilnej strony), a na której (dzięki zaproszeniu dr hab. Joanny Helios, wspóopiekunki koła, razem z dr hab. Wiolettą Jedlecką) miałem możność ciekawie spędzić pięć godzin.


pies prawie Australijski Koolie

Zdjęcie czysto ilustracyjne. Ciekawe czy są już jakieś konferencje poświęcone zwierzętom, na których mogą wypowiedzieć się nasi podopieczni? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


I chociaż nie zamierzam omawiać szczegółowo przebiegu konferencji, luźno zasygnalizuję obecnie kilka ciekawych wątków, które udało mi się wynotować — a które zapewne posłużą jako inspiracja do napisania paru tekstów:

  • interesujący wydał mi się wątek historyczny (dr Piotr Listos): ochrona zwierząt na ziemiach polskich zaczęła się od ustawy o policji weterynaryjnej (1844 r.), która miała na celu zwalczanie chorób zakaźnych — opieka nad zwierzętami miała na celu ochronę człowieka przed wścieklizną, zaś ochrona wynikająca z pobudek humanitarnych jest w pewnym sensie następstwem potrzeby zwalczania chorób;
  • ochrona zwierząt jest wpisana w konstytucji RFN (art. 20a, „zwierzęta” dopisane w 2002 r.; Karolina Gil z UŚ);
  • mówi się czasem o „prawach zwierząt”, tymczasem z punktu widzenia istoty praw podmiotowych to niemożliwe, żeby zwierzęta były podmiotem praw — tak naprawdę prawa zwierząt to obowiązki człowieka wobec zwierząt (dr Łukasz Żukowski);
  • interesująca była część praktyczna — w jaki sposób organizacje społeczne fizycznie (i prawnie ;-) oddziałują na strony postępowania o odebranie maltretowanego zwierzęcia („strój paramilitarny wzbudza respekt”,  Martyna Sługocka, fundacja 2 plus 4);
  • niezmiernie interesujące był wątek kolizji wartości: swobody religijne w postaci prawa do uboju rytualnego a ochrona zwierząt (por. bardzo kontrowersyjny wyrok TK z 10 grudnia 2014 r., K 52/13);
  • oraz prawa łowieckiego (ciekawym przykładem parcia parlamentu na myślistwo był przepis zezwalający na quasi-wywłaszczenie ziemi pod obwód łowiecki bez zgody jej właściciela, por. wyrok TK z 10 lipca 2014 r., P 19/13);
  • bardzo spodobało mi się ekspresyjne wystąpienie Dawida Karasia (Ekostraż), który na twardych liczbach wykazał, że organy ścigania oraz sądy dość pobłażliwie traktują przestępstwa z ustawy o ochronie zwierząt — w odniesieniu do badanych przypadków tylko 19% zawiadomień kończyło się aktem oskarżenia (acz wśród zawiadomień zdarzają się też te wynikające z błędnej oceny), natomiast wśród orzekanych wyroków aż 86% kończy się zawieszeniem.

A jeśli ktoś myśli, że były tylko opowieści, oklaski itepe — muszę wyrwać z mylnego błędu: nawet środowisko „prozwierzęce” (jakoś nie przepadam za tym określeniem) jest nieźle podzielone, mieszczą się w nim także (co było widać w dyskusji):

  • zwolennicy odstrzeliwania dzików celem walki z Afrykańskim pomorem świń (mnie akurat martwi to, że komuś nie wydaje się nielogiczne strzelanie na chybił-trafił, bo jeśli prewencyjny odstrzał ma być skuteczny, to powinien obejmować 100% populacji dzika);
  • weganie, którzy pamiętają, że człowiek jest jedynym stworzeniem, które pije cudze mleko (pozyskuje się je na szkodę krów) — podczas gdy przecież część działaczy organizacji zajmujących się dobrostanem zwierząt na pewno spożywa mięso;
  • urzędnicy Inspekcji Weterynaryjnej, którzy wysłuchują niekończących się narzekań na inercję organów administracyjnych.

Niestety, w pewnym momencie musiałem oddalić się z miejsca zdarzenia (aby czynnie zrealizować prawa mojej psinki), nie było więc mi dane wysłuchać referatów poświęconych m.in. hodowli zwierząt futerkowych, fabrykom zwierząt oraz ogrodom zoologicznym, niemniej porcja informacji, którą udało mi się uzyskać i tak nie jest mała.

Organizatorom konferencji należą się duże brawa za profesjonalne zorganizowanie takiej fajnej konferencji — prelegentom za interesujące wypowiedzi — widzom za czynny udział.

  • b52t

    „interesujący wydał mi się wątek historyczny”, a jak to się ma do słynnej (przynajmniej w moich czasach) rymowanki „Król Chrobry chronił bobry”?

  • Nie znam, więc się nie wypowiem :)

  • ajax

    Pono zakazał bez królewskiego pozwolenia skórować do karą gardła. Piastowie – ci to byli okrutni i krwiożerczy, a dobrą robotę zrobili. Oczywiście i tak chodziło o kasę

  • Czyli liczył się z tym, że bobrów może zabraknąć na dworze monarchy.

    A mówili, że to Ted Roosevelt był pierwszy z ochroną przyrody.

  • maho

    Nie wiem czemu tak się mówi, przecież z literatury znamy ochronę przyrody – Robin Hood de-facto był bojownikiem o wolność kłusowania.

    W Polsce były jakieś ochrony zwierzyny rogatej, nieskuteczne, bo tury wyginęły, ale jednak były.

  • ajax

    To były Bobrze Oddziały Bojowe (BOB – stąd „zadaliśmy im BOBu” ;-)) do podkopywania tam na Teutońskich rzekach i wywoływania powodzi na wrażych terytoriach ;-D
    W końcu był taki ministrant co to odkrył przed kilku laty

  • b52t

    Ciekawostkowo; Wujek Gugiel wskazuje, że akty prawne chroniące poszczególne gatunki zwierząt powstały dużo wcześniej niż w XIX w. ( m.in.: 1)ok. 1020 Bolesław Chrobry nakazał chronić bobry na terenie swojego państwa; 2) XII wiek Bolesław Kędzierzawy (Mazowiecki) ograniczył polowania na tury; 3) XIV w. w Szwajcarii prawo chroniące śpiewające ptactwo; 4) 1443 Władysław Jagiełło nakazywał ograniczenie polowań na niektóre zwierzęta m.in. na dzikie konie, tury,
    żubry, łosie, bobry; 5) 1529 w I Statucie Litewskim Zygmunt I Stary potwierdził i rozszerzył ochronę bobrów, żubrów, turów, wziął pod ochronę sokoły i łabędzie; 6) 1538 Zygmunt I Stary wydał prawo dotyczące organizacji polowań królewskich i zabraniające wszelkich innych łowów w Puszczy Białowieskiej. Wchodząc do puszczy nie wolno było mieć ze sobą psa ani broni. Za zabicie grubej zwierzyny groziła kara śmierci)

  • A u mnie pod chaupą bobry tak rozrabiają, że paru sąsiadów pewnie by chętnie je wygarbowało… ;-)

  • Robin Hood de-facto był bojownikiem o wolność kłusowania.

    Czyli po przewartościowaniu w rytmie XXI-wiecznej narracji mamy taki oto obraz: mocno lewicujący (grab zagrabliennoje) ale anty-ekologiczny Robin z Lasu zwalczany przez konserwatywnego przedstawiciela warstw władających i rządzących — ale szanujących przyrodę — czyli Szeryfa Nottingham.

    Kogo zatem ma wspierać opinia publiczna?

  • b52t

    ponoć bobry dość żywo poczynają sobie we Wrocławiu.

  • maho

    To jasne. Szeryf Nottingam to warszawka która sobie jeździ na Rospudę i broni przed ludnością, a Robin jest przedstawicielem tejże ludności.

    Wiodące medium popiera Szeryfa, opinia popiera ludność.

  • Do niecodziennego pożaru lasu doszło w Leśnictwie Piskorzów. 7 maja wieczorem bóbr w wyniku żerowania obalił drzewo na trakcję elektryczną, ta została przerwana i podpaliła pobliski nalot bukowy. – Doszło do pożaru ściółki leśnej w młodniku – mówi dla Doba.pl aspirant sztabowy Wojciech Iwachów, dowódca akcji z Państwowej Straży Pożarnej w Dzierżoniowie. – Na miejscu zdarzenia pracowały cztery zastępy straży pożarnej, dwa zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Dzierżoniowa i dwa zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej z Piskorzowa. Strażacy pracowali w trudno dostępnym terenie. Ogień gasiliśmy za pomocą hydronetek, tłumnic i szpadli.

    Jak podaje Nadleśnictwo Świdnica, w wyniku zdarzenia spaliło się 0,42 ha lasów.

    http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,20040308,bobr-spowodowal-pozar-spalil-sie-las.html

  • b52t

    Też dzisiaj widziałem tę wiadomość. Król Chrobry wiedział co dobre.