„Nice guys”: recenzja uśmiana, bo film niby o niczym, ale naprawdę warto zobaczyć

Pierwsza po prawie trzech miesiącach recenzja — autentycznie od filmu „Pokój” nie odnotowałem w kinie niczego wartego uwagi — musi być prosta i nienużąca. Mowa moja będzie zatem prosta: niech pójdzie do kina na „Nice guys. Równi goście” ten, kto lubi się dobrze pośmiać na naprawdę dobrym filmie.


nice guys recenzja filmu

Russel Crowe, Ryan Gosling, Angourie Rice. Żadna gra, żaden scenariusz, żadne bajery — ale film „Nice guys” naprawdę bardzo dobrze się ogląda!


Bez palenia: nawet jeśli rzecz jest właściwie o niczym (a jeśli komuś przypomina się „Ave, Cezar!”, to zapewniam, że chociaż nie ma aż tylu smaczków co u Coenów (no i nie jest to „Kingsman”), to jednak można się nieźle uśmiać.

W dużym skrócie: „Nice guys” to nieskomplikowana komedia kryminalna, której akcja rozgrywa się w zanieczyszczonym LA w pięknym 1977 roku. Beznadziejny prywatny detektyw (gra go Ryan Goslin) i płatny rozrabiaka (Russel Crowe) mają odszukać dziewczynę, która… No dobra, fabuła jest tak prosta i pokręcona, że trudno powiedzieć o co właściwie chodzi w tym filmie — oprócz (moim zdaniem) niezłej zabawy.

Miłośników pogłębionego aktorstwa przepraszamy, filmów o bohaterach z komiksów w trykotach zapraszamy do innej sali, także szukając filmu z misją należy kupić bilet na coś innego…
Aczkolwiek może i warto zaryzykować, bo „Równi goście” to naprawdę bardzo równy film do niezłego uśmiania się.

Polecam! U mnie w „starej” szkolnej skali mocna czwórka.

  • b52t

    Widać, że założenia filmowe mam z RedNaczem podobne, bo wybieram się na ten film (czy się uda z uwagi na napięty grafik, to się okaże).

  • darjan

    Widziałem i zdecydowanie polecam. Moim zdaniem najzabawniejszy film tego roku.