Czy pech może być traktowany jako siła wyższa?

Dzisiejszy tytuł jest nieco podchwytliwy — chociaż o możliwości zakwalifikowania pecha jako vis maior możemy sobie pogdybać w komentarzach — natomiast z okazji piątku 13 po prostu chciałem zacytować tezę (a właściwie jej fragment) wyroku sądowego, w której pada wyraz „pech”.

wyrok NSA w Warszawie z 30 kwietnia 1997 r. (sygn. akt III SA 46/96), teza:
Jeżeli bowiem podatnik przez okres co najmniej trzech miesięcy był przygotowany faktycznie i prawnie do prowadzenia działalności, a pech zdarzył, że klient trafił się po upływie trzech miesięcy od poprzedniego, to w takich przypadkach brak jest podstaw do uznania, że nastąpiło zaniechanie działalności na okres co najmniej trzech miesięcy.

W sprawie rozchodziło o to, że w 1991 r. przedsiębiorca uzyskał zwolnienie od podatku obrotowego i dochodowego na jakiś tam okres. Jednak zdaniem urzędu skarbowego podatnik utracił prawo do zwolnienia od podatków, ponieważ nie zostały zachowane warunki określone stosownym rozporządzeniem MinFin — a chodziło to, że przez kilkanaście tygodni podatnik „nie dokonywał ani sprzedaży ani zakupów, co powoduje utratę prawa do zwolnienia od początku prowadzenia działalności”, co zostało potraktowane jako zaprzestanie działalności gospodarczej.

Przedsiębiorca odwołał się od takiej decyzji, powołując się na to, że prowadził wytężone działania organizacyjne i reklamowe — ale co z tego, skoro w tym okresie i tak nie było klientów?

Sprawa trafiła do NSA, który stwierdził, że nie można oceniać o zaprzestaniu prowadzonego biznesu tylko przez to, że przez pewien okres przedsiębiorca po prostu nie był w stanie złapać klienta — natomiast

W rozpatrywanej sprawie orzekające organy w szczególności zaś organ I instancji poszły po najmniejszej linii oporu i utożsamiły brak zapisów w ewidencji z zaprzestaniem działalności, przy jednoczesnym nierozważeniu innych okoliczności sprawy, chociażby charakteru prowadzonej przez podatnika działalności.

Q.E.D.