Pies i Góry Sowie (od Przełęczy Woliborskiej do Wielkiej Sowy)

Pisząc jakiś czas temu o możliwościach wyskoczenia z psem w góry (te najbliższe Wrocławia) z bólem serca pominąłem Góry Sowie (w których nie byłem z psem już dobre 3 lata). Tydzień temu udało się nadrobić zaległości — Kuata wreszcie nawiedziła szlak od Przełęczy Woliborskiej do Wielkiej Sowy — więc mogę dołożyć do kolekcji kolejny tekst.

Ku pokrzepieniu serc, a może i inspiracji?


pies Góry Stołowe

Góry Sowie oferują solidne możliwości wędrówki z psem, jednak możliwości widokowych — może oprócz samej Wielkiej Sowy i okolic — jest w nich relatywnie mniej niż np. w Górach Stołowych (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Na wstępie przyznać wypada, że chociaż lubię Góry Sowie bardzo, to jednak nie tak bardzo je lubię jak Góry Stołowe.
Nie chodzi oczywiście o ich relatywnie większą trudność (Góry Stołowe, jak sama nazwa wskazuje, są jak blat: raz się wdrapiesz i właściwie idziesz po płaskim), ani nawet o to, że sama Wielka Sowa jest dość nudna i oblężona setkami turystów (bo już przecież odcinek od Woliborskiej do Kalenicy jest znacznie mniej uczęszczany). Po prostu wydają mi się one jakby nieco posępne, może też mniej w nich drobnych atrakcji, których na Hejszowinie nie brak?


pies Góry Sowie

Pies może śmiało wchodzić w Góry Sowie — nie ma tu parku narodowego, jednak o smyczy zawsze warto pamiętać… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


W kwestii formalnej: pasmo Gór Sowich leży w środkowej części Sudetów Środkowych, z grubsza pomiędzy Bielawą i Nową Rudą. Internety opisują ich szerokość na 26 km, łączą się z Górami Wałbrzyskimi i Górami Bardzkimi. Najwyższy szczyt to oczywiście Wielka Sowa (1015 m). Znaczne partie gór porośnięte są gęstymi świerkami lub buczyną.

Mieszkańcy Wrocławia docenią szybki i relatywnie wygodny dojazd — nie trzeba być Niki Laudą, aby dystans ten pokonać w jakieś półtorej godziny (via Łagiewniki i Dzierżoniów — ca. 80 kilometrów przez całkiem niezłe krajobrazowo okolice). Mnie się zdarza przecinać je jadąc w Góry Stołowe (przez Nową Rudę, zahaczając o mały sklepik w Broumovie).


pies Góry Sowie

…no dobra, nie będę ściemniał — na żmudniejszych podejściach lub zejściach wolę czasem puścić psiaka przodem (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Z punktu widzenia przewodnika psa Góry Sowie to duże możliwości — przy pewnych wyzwaniach logistycznych.
Do plusów psiej turystyki zaliczyłbym niewątpliwie brak parku narodowego lub innych stref, w których nie wolno pojawiać się z czworonogiem (przez rezerwat Bukowa Kalenica nie prowadzi żaden szlak, więc i ten problem odpada). Nie jesteśmy dzięki temu ograniczeni do poruszania się po wyznaczonych szlakach, toteż i lubię sobie przejść od przełęczy Jugowskiej na Bielawską Polanę malowniczą trasą narciarską wijącą się północnym zboczem. Poza Wielką Sową nie ma tam też tłumów ludzi, co w przypadku bardziej stresujących się psów — lub psów, które bardziej stresują ludzi — też należy docenić.

Docenić można też brak trudniejszych przejść czy formacji skalnych, które mogą sprawić pewien kłopot starszym lub mniej sprawnym pieskom — na szlaku nie czają się żadne niebezpieczeństwa, no może oprócz nieco żmudniejszych podejść.


pies Góry Sowie

Wybierając się z psem w Góry Sowie warto wziąć butelkę z wodą dla czworonoga — na szlaku znajdziemy jej naprawdę niewiele (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Minusem wędrówki z psem u boku jest relatywny brak wody, zwłaszcza jeśli wybierzemy się „górą” (czerwonym szlakiem, gdzie oprócz kałuż nie zdarza się prawie nic). Oznacza to, że warto mieć w plecaku butelkę z H2O dla psa, chyba że trafiliśmy w Sowie po deszczach (tu znów minusem jest relatywna błotnistość gleby). A gdyby Wasz psiak gorzej reagował na większe grupy ludzkie, warto rozważyć pominięcie samego wierzchołka Wielkiej Sowy — to co się zwykle w weekendy dzieje wokół wieży, przechodzi nie tylko psie, ale i ludzkie pojęcie…


ruffwear web master harness

Przy okazji zaliczyliśmy wstępny test nowych szelek — Ruffwear Web Master Harness. To jeszcze pewniejsze zabezpieczenie zwierzaka niż już opisywany na łamach Lege Artis model Front Range (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


A na zakończenie trzy grosze taniej filozofii: ludzie czasem pytają po co w ogóle targać psa na wycieczki (w góry i nie tylko), skoro równie dobrze może się wysikać na skwerku opodal domku? Otóż to jest bardzo proste: raz, że każda przygoda smakuje lepiej z psiakiem, a dwa, że u psiaka w ten sposób umacnia się więź z przewodnikiem.

Toteż za czas jakiś możecie oczekiwać kolejnych naszych przygód ze szlaków górskich :-)

  • ajax

    „po co w ogóle targać psa na wycieczki (w góry i nie tylko)”=po co w ogóle wybierać się na wycieczki?
    Nawet odpowiadać nie warto. Ten, kto takie pytania zadaje nie zrozumie odpowiedzi

  • Albo zaryzykować odp. „bo tak” bądź „bo chcę”.

  • Pomijając już zdziwienie osób, które zwierzaków nie mają — zdarza się czasem spotkać kogoś na szlaku: „o jaki fajny piesek! też mamy pieska, ale został w domu, z babcią”.
    I nie zawsze są to psi renciści czy emeryci, którzy pono już nie mogą za daleko.

  • Tervueren

    Bardzo fajne są te wpisy o wycieczkach z psem. Pytanie o szelki: dlaczego opisywany model jest według piszącego bezpieczniejszy dla psa?

  • Po pierwsze: Ruffwear. Ja dużego doświadczenia z szelkami nie mam (mój poprzedni, maliniak, nie nosił), ale osoby, które używały różnych modeli a teraz mają Front Range twierdzą, że lepszych nie widziały. Bardzo ścisłe (ale wygodne) opasanie psa, wygodne przypięcia.

    Po drugie Web Master to przy Front Range model wyczynowy — oplata psa na 3, czyli lepszy rozkład sił (chyba ważne przy mocnym szarpnięciu, które w górach może się zdarzyć). Do tego „uchwyt walizkowy”, dzięki któremu można psa zaasekurować w trudniejszych miejscówkach (albo przytrzymać ad-hoc). No i dwa oczka na smycz w górnej części — to tylne prawie-że-maszerskie.

    Test szelek pojawi się za jakiś czas, za krótko je mam, żeby wypowiadać się kategorycznie. Z wad widziałbym może ryzyko przegrzania psiaka, chociaż akurat nie wykluczam, że zmoczone właśnie będą dłużej trzymały chłód.

  • b52t

    Nawet nie chce się człowiekowi odpowiadać dlaczego to miałby zostawić swojego psiaka w domu, gdy jedzie połazić pod naszych niskich górach. Bo z psiną lepiej, choć może być różnie (jak zabrałem swoją psinę, gdy była jeszcze młoda, to nie pomagały szelki, nie pomagały próby przekupstwa, nie pomagało nic, bo ciągnęła jak mały traktor, była tak zachłyśnięta + taką miała wtedy naturę); bo piseł zmęczony, to pieseł zadowolony, a jak pieseł zadowolony, to i człowiek się cieszy, że sprawił radość.

    Ale są i psi renciści, są i emeryci, są i takie, które tylko po płaski, maksymalnie łącznie ok. 1h/dobę, takie istotnie mogą się nie nadawać. Ale wszystko to kwestia woli.
    Dzisiaj swojej psiny w góry bym nie zabrał, ale jak będziemy jeździć za miasto poszljać się po okolicznych miejscowościach, to będę się starał ją zabierać.

  • nie pomagały szelki, nie pomagały próby przekupstwa, nie pomagało nic, bo ciągnęła jak mały traktor, była tak zachłyśnięta

    Z zaprzęgowcami to chyba tak właśnie jest :)
    Boss był dość podobny — właściwie bez puszczenia psa na pół godziny na początku wycieczki nie było życia. Musiał się wściekle wyszaleć i dopiero można było jakoś iść.

  • b52t

    Z tymże pannę B., gdy była młoda, bałem się puszczać w lesie, w górach, bo kilka razy były akcje poszukiwawcze nad Odrą i nie tylko. Zew wolności.

  • Pamiętam, pamiętam :) plus przetrząsanie ogródków działkowych :)

  • b52t

    Ano, mała grabież, szaberek.

  • RYBY

    O, widzę, że RedNacz zawitał w moje rejony.
    Szczyt Wielkiej Sowy, to już prawie jak Morskie Oko. Niedługo będą meleksami dowozić ;-)
    Polecam inne trasy i punkty widokowe np. Kalenica (choć tu wieża metalowa wymaga już remontu)

  • Z przełęczy Woliborskiej na Wielką Sowę — zdecydowanie przez Kalenicę :)

    Nawet wlazłem na wieżę, chociaż nie przepadam za nią (psinka się bała, to jednak nie jest zwierz z ekstremalnym DNA).

  • Nb. dziś rano zwierzaczki się spotkały :)