„Stalin. Nowa biografia” — recenzja kolejnej biografii Józefa Wissarionowicza Dżugaszwilego

Być może część P.T. Czytelników zacznie mnie podejrzewać o dziwne skłonności — ale tak, to prawda, bardzo lubię czytać książki o Hitlerach, Stalinach itp. dziadostwie. Stąd też nie powinno dziwić, że jak tylko e-książkę „Stalin. Nowa biografia” autorstwa Olega Khlevniuk (chyba Chlewniuka?) można było kupić za relatywnie sensowne pieniądze, raz-dwa pieniądze te wydałem — zatem mogę się publicznie podzielić moją dość subiektywną opinią o tym dziele.


Stalin Nowa biografia recenzja

„Stalin. Nowa biografia” to książka niezła acz jeśli macie wybór — sięgnijcie po „Dwór czerwonego cara” S. Sebag Montefiore


Pierwsze zastrzeżenie: naturalnym odruchem jest — zwłaszcza jeśli jest się niecałe pół roku po lekturze „Dworu czerwonego cara” — porównanie „nowej biografii” Stalina do dzieła S. Sebag Montefiore. No i niestety, to porównanie wychodzi dla nowości dość blado: nie znalazłem zapowiadanych przez wydawcę przełomowych, nieznanych wcześniej informacji („zawartości niedawno odtajnionych moskiewskich archiwów nie znajdziesz w żadnej innej książce”), nie licząc może sugestii, że w młodości Stalin jednak nie współpracował z Ochraną oraz nie stał za zabójstwem Kirowa. No i informacji, że ekipa z Berią i Malenkowem na czele pozbawili umierającego wodza wszystkich stanowisk na godzinę przed śmiercią; być może jakoś wcześniej ten detal do mnie nie dotarł.

Ciekawie natomiast wypadają rozdziały o młodych latach Dżugaszwilego: radykalizowanie się postaw w seminarium duchownym (być może częściowo pod wpływem surowych rygorów tam stosowanych) oraz opis jak zesłany w 1913 r. na Syberię Koba wypada z orbity Lenina („jak nazywa się towarzysz Koba… Dżu…?”). Autor całkiem ciekawie opisuje walkę o schedę po Leninie oraz utarczki w kolektywnym kierownictwie partii bolszewickiej, z których Stalin wyszedł obronną ręką — lawirując gdzie się da i jak się da.

Natomiast późniejsze lata, zwłaszcza czas wojny wzmiankowane są już zdecydowanie połebkowo — coś jakby kończył się termin na oddanie książki, więc trzeba było przyspieszać — stąd też zwłaszcza w odniesieniu do okresu wojny i powojennego mamy raczej kronikę zdarzeń na froncie i w polityce międzynarodowej, niż biografię Stalina (znów: oprócz pierwszych dni marca 1953 r., które opisane są dość szczegółowo).

Czy to oznacza, że po nową biografię Stalina nie warto sięgać? Nie, tego bym nie powiedział: po pierwsze zawsze warto czytać, warto też czytać książki opowiadające o życiu despotów (i tragedii innych ludzi wynikającej z życia tych despotów…) — czytać i wnioskować.

Jednak jeśli macie wybór, a koniecznie chcecie poczytać ciekawą książkę o Stalinie, to Montefiore jest moim zdaniem znacznie ciekawszy. (Napisawszy to zagłębiam się w jego „Romanowowie 1613-1918”. Recenzja już wkrótce czyli za… 856 stron, które na szczęście nadal ważą tyle co jeden Kindle.)

  • Właśnie chciałem Ci info o tej promocji na tę książkę podesłać. Byłem ciekawy Twojej recenzji. Widzę, że dobrze, że nie kupiłem, przeczytam wpierw Montefiore.

  • Beria jako bardzo sprawny manager:

    http://matveychev-oleg.livejournal.com/3347357.html
    (Na obrazku rozpoznałem tylko Korolowa i Kurczatowa, ktoś potrafi więcej?)

  • Zarządzanie projektem atomowym przez Berię to fakt — udało się; bez Rosenbergów by się nie udało, ale zawsze.

    Ciekawym wątkiem jest przypisywany Berii plan względnej liberalizacji po śmierci Stalina — w latach kolektywnego kierownictwa — co doprowadziło do powstania berlińskiego (czerwiec 1953 r.).

    Co do ryciny: reszta to pewnie oficerowie NKWD strzegący naukowców :)

  • “bez Rosenbergów by się nie udało”
    Udało by się, udało – tylko później. Na ‘imporcie’ zaoszczędzili czas; a reaktory i przetwórstwo materiałów dla bomby musieli zbudować sami.
    A wracając do B.: kierownictwo produkcji czołgów, rakiet przeciwlotniczych…
    (Zacząłem się zastanawiać, czy ‘Wędrowiec’ z powieści Strugackich nie był na nim wzorowany…)

  • ajax

    Mnie bardziej kojarzył się Ekscelencja z „Żuka w mrowisku”, ale kto wie może Twoja ocena jest bliższa prawdy

  • Kopii 1:1 nie należy się spodziewać…

    “Kanclerz zachichotał.
    — Dzieci… — powiedział. — Wiesz przecież, że napisano: „Jeżeli latorośl twoja nie posłucha cię…” Jak to dalej idzie, Mądralo?
    Mój Boże, mój Boże. „Zetrzyj ją z powierzchni ziemi”. Tak właśnie wtedy powiedział: „Zetrzyj go z powierzchni ziemi” — i Wędrowiec wziął ze stołu ciężki, czarny pistolet, flegmatycznie go uniósł, dwa razy wystrzelił, a latorośl objęła rękami przedziurawioną łysinę i zwaliła się na dywan…”

    “Ale od tego czasu zdołał wiele dokonać. Ogólnopaństwowa akcja wyłapywania szpiegów to była jego robota. Prokurator sam prowadził te procesy i był wtedy wstrząśnięty, bo zrozumiał, że ma do czynienia nie z lipnymi szpiegami— wyrodkami, lecz z prawdziwymi, doświadczonymi wywiadowcami Imperium Wyspowego, specjalistami od zbierania informacji naukowych i gospodarczych.”