Oznaczenia geograficzne: skąd się biorą regionalne nazwy win (i ile można zarobić za podrabiane wino)?

A skoro niedawno pisałem o szczególnych zasadach ochrony oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych, to nie godzi się pominąć podobnej regulacji odnoszącej się do wina (asumpt daje opublikowanie tekstu jednolitego ustawy o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku winaDz.U. z 2016 r. poz. 859).


oznaczenia geograficzne wino

Tekst o polskiej ustawie o polskim winie był znaczącą pokusą… Jednak wybaczcie, ale w przeciętnym polskim sklepie przeciętne polskie wino istnieje wyłącznie jako aromatyzowane pomyje. Nie wiem czy to specyfika klimatu, niedogodności legislacyjno-urzędniczych, ale już pobratymcze (?) Morawy mają z tym lepiej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Ochrona nazw pochodzenia i oznaczeń geograficznych wyrobów winiarskich, w bardzo dużym skrócie, wygląda następująco (są różnice względem spirytualiów):

  • zasady ochrony oznaczeń geograficznych wyrobów winiarskich określa rozporządzenie PE i Rady EU nr 251/2014 (z tego aktu dowiemy się też co to znaczy, że wino jest wytrawne, półwytrawne lub słodkie, etc., także tutaj zapoznamy się z definicją aperitifu, wermutu oraz czym jest sangria a czym aromatyzowane wino jajeczne);
  • definicja oznaczenia geograficznego obejmuje „określenie wskazujące na pochodzenie danego aromatyzowanego produktu sektora wina z danego regionu, konkretnego miejsca lub kraju, w przypadku gdy określoną jakość, renomę bądź inne cechy tego produktu zasadniczo przypisuje się jego pochodzeniu geograficznemu”;
  • minister rolnictwa jest tylko pośrednikiem między wnioskodawcą a KE w ramach wstępnej procedury krajowej (art. 52 ustawy winiarskiej);
  • ochrona wynikająca z oznaczenia geograficznego ma pierwszeństwo nad znakami towarowymi — znakowi kolidującemu odmawia się rejestracji (względnie podlegają unieważnieniu, por. art. 19 rozporządzenia);
  • natomiast podlegające ochronie oznaczenia geograficzne mogą być stosowane w obrocie przez wszystkich producentów, którzy zachowują receptury zgodne ze specyfikacją produktu — nie można jednak ich stosować m.in. w odniesieniu do porównywalnych produktów, które nie są zgodne ze specyfikacją, a także jeśli producent godzi w renomę oznaczenia geograficznego. Nie można też imitować produktów, nawet jeśli w nazwie pojawia się fraza „w stylu”, „typu”, „zgodnie z metodą”, „jak wytworzone w”, „imitacja”, „o smaku”, „podobne do”;
  • tak, zgadliście: ustawodawca europejski nie zapomniał nawet o tym — specyfikacja produktów winiarskich podlega rokrocznej kontroli przez uprawniony organ (w Polsce jest to właśnie minister rolnictwa).

A na zakończenie to, co tygrysy lubią najbardziej: surowe kary. Otóż tak, wprowadzanie do obrotu podrabianego wina — takiego, którego nazwa figuruje na liście chronionych oznaczeń geograficznych (także nazwa podlegająca „tymczasowej ochronie krajowej”, czyli od wstępnego klepnięcia przez ministra) — stanowi przestępstwo, za które można zarobić nawet 2 lata więzienia (art. 83 ustawy winiarskiej)

art. 83 ust 1 ustawy o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina
Kto, nie spełniając warunków określonych we wniosku o objęcie ochroną, wprowadza do obrotu wyroby winiarskie oznaczone nazwą wpisaną na listę, o której mowa w art. 69 ust. 2, z naruszeniem przepisów art. 72, lub umieszcza tę nazwę na wyrobie winiarskim lub jego opakowaniu, lub używa jej w inny sposób,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Przy czym karalne jest nawet samo przygotowanie do popełnienia przestępstwa (art. 83 ust. 2), natomiast uczynienie sobie stałego źródła dochodu lub podrabianie wina o znacznej wartości jest postacią kwalifikowaną przestępstwa — za to można dostać nawet 5 lat więzienia (art. 83 ust. 3 ustawy winiarskiej).

Tyle dobrego, że dozwolone jest — jeśli ktoś lubi i umie — własnoręczne wyrabianie wina celem własnej konsumpcji. Jeszcze nie próbowałem… i chyba lepiej będzie jeśli tak to zostawię ;-)

  • b52t

    Była taka akcja – napisać do obywatela językiem, który powinien zrozumieć, a nie żargonem urzędniczo-prawno-prawniczym. Wiadomo co jest napisane (inna sprawa, że dla mnie wiadomo co jest napisane w zwykłym piśmie od US), ale pierwsza myśl może być taka: ktoś próbuje ode mnie wyciągnąć kasę i próbuje bezczelny i głupi sposób mnie naciągnąć.

  • …bo urzędnik, który mówi ludzkim głosem to oszust, wydrwigrosz i naciągacz… ;-)

  • Waldemar Bulkowski
  • b52t

    raczej brak przyzwyczajenia ;-)
    Choć z drugiej strony przecież wiemy, że drobni kanciarze i naciągający na internetowe rejestry tego-i-owego skwapliwie korzystają piszą do ludziów właśnie żargonem.

  • “A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był, to wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!”

  • b52t

    „A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odlatywał i każdy z rodziców chciałby wejść, to jaki byłby tłok, sami widzicie. I nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie (sprawdzić, czy nie ksiądz)”.

  • b52t

    Nie wiedzieli, że coś jest niemożliwe.
    Jak wrócę z pracy, to wrzucę ładny cytat z książki i z Fryderyka Wielkiego na temat zielonogórskich win.

  • Jeżeli się opłaca, to nie fantaści.

  • To chyba bardziej hobby niż biznes.

    No dobra, możliwe, że jednak mają wystarczającą ilość nabywców na te swoje trudno osiągalne rarytasy za 50-70 zł. Najchętniej bym się pławił w niszowych rozwiązaniach, jednak kupowanie wina przez internet — bo nie znajdę go w żadnym znanym mi sklepie stacjonarnym — jest spoza mojego feng-szui.

  • Fakt, zawsze jest możliwość że funkcjonują dzięki jakimś dopłatom…
    .
    (Chyba u Vonneguta było – lokalni rybacy sprzedawali ryby tamtejszej restauracji, czując wyższość wobec jej gości – i nie zdając sobie sprawy, że ta kupowała od nich ryby wyłącznie dlatego, że byli jej atrakcją widokową ;) )

  • b52t

    „Podczas wędrówki na północ król oglądał spustoszony kraj [po wojnie siedmioletniej]. (…) Ponownie zatrzymał się w Zielonej Górze, największej winnicy Śląska, chociaż jej produkty były stanowiły wręcz synonim ohydztwa”.

    G. MacDonogh, Fryderyk Wielki, s. 294