Czy umowa o pracę zawarta z kobietą w ciąży jest „pozorna”?

Stary temat: czy zawarcie umowy o pracę z kobietą w ciąży ma na celu wyłudzenie zasiłku — więc jest działaniem pozornym? Otóż niekoniecznie: istotne może być to czy stan zdrowia ciężarnej wykluczał świadczenie pracy: jeśli mimo błogosławionego stanu kobieta mogła pracować, nie ma mowy o obejściu prawa.

wyrok SA w Białymstoku z 10 lutego 2016 r. (sygn. akt III AUa 859/15)
Sam fakt zawarcia umowy o pracę przez kobietę w ciąży w celu uzyskania nawet w niedalekiej przyszłości świadczeń z ubezpieczenia społecznego nie świadczy ani o zamiarze obejścia prawa, ani o naruszeniu zasad współżycia społecznego. Fakt pozostawania w ciąży w kontekście pozorności umowy może mieć znaczenie jedynie wtedy, gdyby ciąża w momencie zawarcia umowy o pracę w sposób oczywisty wykluczałaby możliwość świadczenia pracy przez pracownicę.

ZUS w wydanej decyzji stwierdził, że pracownica nie podlega ubezpieczeniom społecznym, ponieważ zawarta umowa o pracę była pozorna — jej celem nie było faktyczne realizowanie stosunku pracy, lecz uzyskania świadczeń z ubezpieczenia społecznego. Przesłanki po temu były dwie: raz, że pracodawca (jednoosobowy przedsiębiorca świadczący usługi w zakresie sprzątania — kobieta miała mu pomagać w sprzątaniu budynków) wiedział, że zatrudniana kobieta jest w ciąży, dwa, że od razu zatrudnił ją na czas nieokreślony. Poza tym zdaniem ZUS nie istniała rzeczywista potrzeba jej zatrudnienia — tak wcześniej jak później obowiązki te wykonywał osobiście.

Sprawa trafiła do sądu, który w I instancji oddalił odwołania od decyzji. Zdaniem sądu umowa o pracę została zawarta wyłącznie w celu włączenia ciężarnej do systemu ubezpieczeń społecznych, zatem jako zawarta dla pozoru jest nieważna (art. 83 par. 1 kc). Niezależnie bowiem od tego czy umowa została podpisana i czy istnieje dokumentacja (m.in. lista obecności, szkolenie BHP), zgodnie z definicją umowy o pracę (art. 22 kp) nie chodzi przecież o samo podpisanie umowy, lecz osobiste wykonywanie przez pracownika pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę — zaś nic nie wskazuje, by pracownica naprawdę przepracowała choćby jeden dzień.

Diametralnie inną ocenę sytuacji zaprezentował sąd II instancji: to, że ciężarna kobieta podpisuje umowę o pracę nie oznacza obejścia prawa i nieważności umowy. Co innego gdyby stan zdrowia kobiety uniemożliwiał jej świadczenie pracy.

Skoro zatem skarżąca była w początkowej fazie ciąży, zaś zaświadczenie lekarskie nie wskazywało na jakiekolwiek przeciwwskazania, nie sposób było przewidzieć przyszłej niezdolności do pracy. Co więcej sprzątająca potrafiła bardzo dokładnie określić gdzie pracowała, ile klatek miała do posprzątania. Dowodem okazały się także zeznania świadków, którzy widzieli jak chlebodawca codziennie podwoził pracownicę z jej wsi (i odwoził) — trudno przypuszczać by te kilka godzin spędzała gdzieś w innym celu niż praca.

Pozorność zatrudnienia wykluczała też istotna okoliczność ekonomiczna: otóż wcześniej pracodawca nie miał potrzeby nikogo zatrudniać, bo sam miał niewiele pracy (i bardzo niskie dochody), dopiero tuż przed zawarciem umowy z kobietą udało mu się podpisać kontrakty z 6 wspólnotami mieszkaniowymi. I to właśnie te zadania sprawiły, że zatrudnienie pomocy było konieczne.

Stąd też decyzja ZUS o odmowie uznania, że pracownica podlega ubezpieczeniom społecznym była wadliwa — toteż sąd dokonał zmiany zarówno zaskarżonego wyroku jak i decyzji ZUS, ustalając, że pracownica podlega obowiązkowo ubezpieczeniom: emerytalnemu, rentowym, chorobowemu, wypadkowemu.

  • b52t

    ZUS robi na tym polu kontrolę za kontrolą.
    I tylko niektórym może się wydać to brakiem spójności – z jednej strony mówią o potrzebie zwiększenia liczby urodzeń, a z drugiej utrudniają to. Oczywiście chodzi o kasę, którą FUS nie ma.

  • Argumenty ZUS-u świetne :-)
    – „od razu zatrudnił ją na czas nieokreślony”
    – „zdaniem ZUS nie istniała rzeczywista potrzeba jej zatrudnienia”

    Brakowało tylko argumentu, że powinno być zlecenie ;-)

    A co do meritum sprawy. Gdyby faktycznie ZUS wiedział jak wygląda życie, wiedziałby, ze część kobiet w ciąży może pracować spokojnie aż do porodu, a inna kobieta ma już problemy w 2-3 m-c i musi leżeć itp.

  • ajax

    Tu było trafienie kulą w płot, potraktowanie niejako po łebkach i wrzucenie wszystkich do jednego wora. Ale szanowni interlokutorzy nie znają statystyk, nie było audiatur et altera pars. Niestety, ale w bardzo wielu przypadkach to ZUS ma w takich przypadkach rację. Często spotykałem się z sytuacjami, gdy brakowało okresu zasiłkowego na ciążę (a w ciąży jest 270 dni, nie 182). Najczęściej u świeżo zatrudnionych pracownic biurowych z 2-3 miesięcznym stażem, w ciąży stale zagrożonej od 1-szej godziny, bez żadnej hospitalizacji, bez żadnej diagnostyki i z ciążą zakończoną o czasie siłami natury lub (coraz częściej) cięciem „na życzenie”.

    „część kobiet w ciąży może pracować spokojnie aż do porodu” – gdyby szanowny przedpiszca ;-) znał zarówno życie, jak i regulacje prawne to wiedziałby, że tutaj tym razem sam strzelił kulą w płot. Macierzyński rozpoczyna się 14 dni przed przewidywaną datą porodu (Ustawa o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa) i nie ma żadnego znaczenia, że ciężarna dobrze się czuje i chce pracować

  • Ale czy to oznacza, że *większość* ciąż ma taki przebieg? Bo pracując w młodym otoczeniu widuję jednak większość koleżanek dość długo pracujących w stanie błogosławionym…

    Uważam argumenty matipl za bardzo trafne — mówi się o tym by kobiet w ciąży nie dyskryminować, nie bać się ich zatrudniać. Rozumiem, że może się zdarzyć (pewnie częściej niż rzadziej) próba naciągania systemu — ale czy naprawdę aż tak często?

    „Macierzyński rozpoczyna się…” ;-)

  • ajax

    Obecnie już się z tym nie spotykam (zmiana u mnie). Przed jakimiś 3 laty w skali 1 inspektoratu ZUS zajmującego się populacją ok 150 000 mieszkańców takich przypadków było średnio ok 20 tygodniowo. Widząc to podpytałem ile jest wypłacanych średnio zasiłków macierzyńskich miesięcznie. Okazało się, że ok 110. Liczby pamiętam, bo waliły po oczach – 70% procent ciąż w tej populacji to były „ciąże zagrożone wysokiego ryzyka” od samego początku. I ponad 90% tych ciąż kończyło się o czasie. Jak dla mnie coś tu nie pasuje. Co najmniej to, że jeśli blisko 3/4 ciąż w populacji to ciąże patologiczne, to …. Polacy już wymarli. Lub – w drugą stronę – mamy do czynienia z wykorzystywaniem „systemu”. Znajomi ginekolodzy twierdzą z przekąsem, że w Polsce „ciąża to ciężka choroba trwająca od stosunku do porodu”. Zwolnienia wystawiają dbając o własny spokój – nie mają ochoty być obsmarowywani w internetach (z siedzibą w Warszawie), odpowiadać na skargi do OROZ itp. I tak się to kręci. Oczywiście to nie dotyczy wszystkich. Ale na tyle wielu osób, że stanowi problem.
    A co do ostatniej linijki – skrót myślowy ;-D. Ale tak właśnie jest. Zresztą uważam, ze słusznie

  • Od dawna mówi się, że lekarz da zwolnienie dla świętego spokoju — wystarczy, że kobieta cienko załka. Nie da, będzie problem — to się nie wybroni.

    Zaś co do „macierzyński rozpoczyna się…” — ja wiem, że tak (zapewne) mówi przepis, natomiast on też zakłada pewnego rodzaju szklaną kulę, tj. lekarz stara się ustalić (niektórzy mówią „przewidzieć”) datę porodu, a go później i tak przyroda zrobi w ciula.

    Tak mi się wydaje, chociaż w sumie muszę zastrzec, że większego doświadczenia mi brak jeśli chodzi o ten temat — umiem rozpowszechniać tylko plotki ;-)

  • RYBY

    Z kilkunastoletniego doświadczenia w pracy biurowej widzę, że koleżanki dobrze po 30-tce pracują w ciąży prawie do końca, a te zaraz po studiach (25-28 wiosen) idą na zwolnienie jak tylko „zdadzą” test ciążowy. Taki nawyk ze studiów czy co???

  • ajax

    Przyjdzie czas, pojawi sie (zapewne) i doświadczenie dotyczące ciąży (choć nie twojej własnej jeno ze współudziału i w porozumieniu w zamiarze ;-P). Ale ad rem: czas trwania ciąży fizjologicznej przyjęto na 10 miesięcy księżycowych od konca ostatniej miesiączki, co daje jak obszył 280 dni (oczywiście w przypadku homo sapiens sapiens). Reszta to już arytmetyka. Jeśli zdarzy się, że ciężarna potrafi podac datę zapłodnienia (bywa i to nie tylko przy gwałtach) to dodajemy 266 i mamy przewidywana date porodu. Jesli nie, to (zapewne) ciężarna potrafi podac date ostatniej miesiaczki. Do tej daty dodajemy 280 i znów mamy datę (założenie – miesiączkowanie jest regularnie co 28 dni. Jeśli cykl jest inny, to wprowadza sie poprawkę. Jesli jest nieregularny, to bywa problem). Następnie jest kilka objawów (klasycznych) – np. obj. Piskaczka czy Hegara pozwalajacych ocenic wiek wczesnej ciąży. Nastepnie pomiary przyrostów wagi i obwodu brzucha. Data wysłuchania akcji serca plodu. Data pierwszych ruchów płodu. Wreszcie opadniecie dziecka. To wszystko pozwala na ustalenie przewidywanej daty porodu z dokladnością +- 10-12 dni. Teraz juz wiadomo skad te 2 tygodnie przed ;-) I zwróc uwagę, że do takiej dokładności jedyne co potrzeba to przyzwoitą wage lekarska, centymetr krawiecki i słuchawkę polożniczą bedącą (technicznie) zwykłym lejkiem. Przy okazji absosmerfne zero inwazyjności. Obecnie, gdy USG polożnicze jest na porządku dziennym dokladność wzrasta co najmniej 2-krotnie (ocena wielkości i wieku kostnego plodu jest mozliwa z dokladnoscią do kilku dni. Doświadczeni podają z dokladnością do 1/2 tygodnia. W większa dokładnośc nie wierzę).
    Oczywiście biologia ma swoje odchylenia, ludzie nie sa „produktem” powstajacym na taśmie. To nawet nie rękodzieło ;-D Raczej określiłbym jako „amatorskie chałupnictwo” ;-DP ale PTP (przewidywany termin porodu) mozna okreslić z wystarczajacą dokladnoscią. W karcie ciąży jest stosowna rubryka.
    Naprodukowałem się, a to wszystko stare dzieje sprzed wielu lat

  • maho

    Pewnie dla tych dobrze po 30tce to nie jest pierwsza ciąża.