Wyrok o film „Jesteś bogiem”: postać fikcyjna nawiązująca do człowieka z krwi i kości a granice swobody twórczej

Temat od zawsze gorący: jak granice swobody twórczej mają się do ochrony dóbr osobistych osób, które choćby przypadkowo, pojawiają się w fabule opowieści? Czy osoba, która czuje się pokrzywdzona ukazaniem w krzywym zwierciadle może zwrócić się do sądu z żądaniem ochrony dóbr osobistych? Na te i podobne pytania postaram się coś podpowiedzieć mając wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2 marca 2016 r. (sygn. akt VI ACa 210/15) pod ręką.


proces jesteś bogiem paktofonika wyrok


Spór rozgorzał wokół popularnego filmu „Jesteś bogiem”, który w fabularnej formie opisywał losy hip-hopowego zespołu Paktofonika — ale i epizodycznie przedstawiał postać ich wczesnego „nieuczciwego wydawcy” (cudzysłów jako cytat, nie jako wyraz mojego powątpiewania — filmu nie widziałem, odnoszę się do opublikowanego uzasadnienia), który nielegalnie wydał płytę kapeli. W filmie postać powoda uosabia świat wydawców, dla których liczą się tylko zyski — przy czym „postaci tej przypisano cechy typowego gangstera, czarnego charakteru, awanturnika, który nie zawaha się użyć siły, czy przemocy, aby tylko osiągnąć swój cel”. Z uzasadnienia wynika, iż autor książki będącej kanwą dla scenariusza chciał w tej — w rzeczywistości fikcyjnej — osobie (zlepku różnych postaci) pokazać groteskowość zachowań tego rodzaju.

Traf (?) chciał, że opisana osoba okazała się człowiekiem z krwi i kości — powód współpracował z Paktofoniką jako ich wydawca w latach 1998-2001 r. — a obecnie jest osobą znaną i rozpoznawalną w światku muzycznym. Jednak nigdy nie straszył muzyków, nie awanturował się, nie sprzedawał narkotyków, nie odwiedzał domów publicznych — nie był gangsterem ani piratem fonograficznym. Niemniej po tym jak film poszedł do kin żona miała do niego pretensje o przeszłość, od powoda odwróciła się też córka, musiał korzystać z pomocy psychologa. Stąd pozew przeciwko producentowi i dystrybutorowi filmu: powód zażądał opublikowania przeprosin i zadośćuczynienia.

Pozwani bronili się powołując na wolność twórczą (art. 73 Konstytucji RP) jako okoliczność wyłączającą bezprawność — film nie jest biografią, jest artystyczną interpretacją, nie można go oceniać w kategoriach prawdy i fałszu — natomiast wolność wypowiedzi artystycznej podlega ochronie na zasadach wolności słowa (art. 54 Konstytucji RP).

Sąd I instancji przyjął, iż takie ukazanie osoby powoda naruszyło jego dobra w sposób bezprawny: nawet fabularyzowane ukazanie w złym świetle osoby, dla której powód był pierwowzorem, może mieć skutek w postaci naruszenia godności i dobrego imienia. Dla przeciętnego widza, którego sąd określił jako osobę związaną z subkulturą hip-hopową (tak naprawdę ten hip-hop zgaduję, albowiem w treści uzasadnienia przymiotnik ten został zanonimizowany…), niezależnie od tego, że zna prawdziwą historię bohatera, film jest źródłem wiedzy na temat faktów. Nie znając zatem niuansów procesu twórczego (tworzenia scenariusza, warsztatu reżyserskiego) widz patrzy na postać filmową jako identyfikowalne odzwierciedlenie realnej osoby — włącznie z jego zachowaniami, opisywanymi zdarzeniami, sytuacjami. Nie jest bowiem tak, iżby artystyczna wizja twórcy nie podlegała ocenie pod względem prawdziwości opowieści — oznaczałoby to, że swoboda twórcza byłaby wartością nieograniczoną, podczas gdy zgodnie z art. 31 Konstytucji RP każde dobro chronione konstytucyjnie podlega pewnym ograniczeniom.
Naruszenie dóbr polegało na nieprawdziwym i niekorzystnym pokazaniu osoby powoda: sugestia wydania płyty Paktofoniki bez zgody artystów, kierowania gróźb pod adresem muzyków, dopuszczenia się piractwa fonograficznego. Nie narusza natomiast dóbr osobistych powoda nonszalancja i arogancka postaci oraz wulgarny język — powód sam przyznał, że języka takiego używa.
Stąd orzeczenie nakazujące opublikowanie na własny koszt przeprosin w prasie i na stronie internetowej (art. 24 par. 1 kc) oraz zasądzenie kwoty 50 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia (art. 448 kc).

Od wyroku apelowali pozwani, zaś wśród licznych zarzutów wymieniłbym m.in.: naruszenie konstytucyjnej swobody dzialalności twórczej (uznanie działań producenta filmu za bezprawne narusza wolność twórczości artystycznej). Film nie aspiruje do miana dokumentu, jest li tylko relacją fabularną opartą na faktach, która poddana została artystycznej obróbce i interpretacji — zaś sama osoba menago jest kompilacją zachowań wiele osób, zatem mówienie, że na pierwszy plan wysuwają się cechy konkretnego człowieka (któremu nie nadano nazwiska prawdziwej osoby) jest nadużyciem. W dodatku powód nie był takim świętoszkiem jak się maluje — bo także widzowie znający temat potrafili odcyfrować jego tożsamość (nieco koliduje z tym argumentem zdanie, że jednak jest to postać fikcyjna, bez związków z powodem). Błędem sądu miało być też przyłożenie miar należytej staranności — z prawa prasowego — do działalności artystycznej.

Rozpatrując apelacje sąd II instancji stwierdził, że nawet gdyby kiedyś powód korzystał z używek, to nie jest przez to osobą „wyjętą spod prawa” i przysługuje mu możliwość żądania ochrony dóbr osobistych. Nie można także argumentować, że w przeszłości powód dopuszczał się znacznie gorszych rzeczy, niż pokazano w filmie — sprawa nie jest „sądem nad powodem”, lecz sprowadza się do oceny czy intensywność naruszenia godności zasługuje na ochronę wskazaną w art. 24 kc (naruszenie dóbr osobistych nie może być „odpłatą” za niegdysiejsze nieetyczne zachowanie wobec osób trzecich).

Przypomniano, że w dotychczasowym orzecznictwie rozważane były trzy scenariusze (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 15 listopada 1979 r., I CR 232/79):

  • postać występująca w dziele sztuki (filmie, literaturze) została przez autora nazwana imieniem i nazwiskiem osoby z krwi i kości — w takim przypadku obowiązkiem autora jest powstrzymanie się od przedstawienia tej postaci w nieprawdziwym i niekorzystnym świetle;
  • autor nie nazywa swego bohatera prawdziwym nazwiskiem a wprowadza tzw. postać z kluczem (z intencją by odbiorcy odszyfrowali właściwą osobę) — wówczas twórca również nie może pozwolić sobie na ośmieszanie tej osoby, czy przedstawienia jej negatywnego a nieprawdziwego obrazu, albowiem swoboda twórcza nie może służyć uwłaczaniu czci lub pamięci określonej osoby, twórca nie może nadużywać tak potężnego instrumentu, jakim jest dzieło artystyczne, dla obrażania godności ludzkiej;
  • w dziele sztuki występuje anonimowa postać, posiadająca wprawdzie pewne cechy rzeczywiście istniejącej osoby (żyjącej lub zmarłej), jednakże wprowadzona wyłącznie w celu zilustrowania szerszej tezy dzieła —  o ile na pierwszy wysuwa się artystyczna wymowa dzieła, nie zaś indywidualne cechy danej osoby, twórcy można przypisać odpowiedzialności za przekroczenie granic swobody artystycznej, nawet jeżeli postać tę wyposaży w negatywne cechy, niezbędne dla uwypuklenia zasadniczej tezy dzieła.

W tym zakresie sąd II instancji podzielił ocenę wyrażoną w orzeczeniu: postać filmowa nazywa się jak powód, przeto niezależnie od tego czy jest to działanie zamierzone i celowe czy też nie (jak twierdzili pozwani nie wiedzieli o istnieniu powoda, a zatem nie mogli znać jego tożsamości), a postać powoda jest przedstawiona w negatywnym świetle — a widzowie mogli połączyć postać złego menedżera z osobą powoda — to jego dobra osobiste zostały naruszone.

Oddalono natomiast roszczenie w części odnoszącej się do zadośćuczynienia — skoro producent i dystrybutor nie mieli wiedzy o istnieniu osoby powoda (wiedział o nim autor scenariusza), to nie sposób przypisać winy ich działaniu — a przecież zadośćuczynienia na podstawie art. 448 kc można żądać tylko przy zawinionym naruszeniu dóbr osobistych. Skoro tak to naruszenie nie miało charakteru zawinionego, nawet w postaci winy nieumyślnej — stąd zmiana wyroku w tej części i oddalenie powództwa.
Słowem: producent i dystrybutor filmu „Jesteś bogiem” muszą opublikować przeprosiny za ukazanie postaci wczesnego menedżera Paktofoniki w krzywym zwierciadle, ale nie muszą mu nic za to płacić.

PS tradycyjnie zapraszam do dyskusji — w komentarzach i na Fejsbóku, gdzie do dyspozycji P.T. Czytelników oddaję adres facebook.com/czasopismo.legeartis.org.