Grzywna za brak tabliczki z adresem na budynku (art. 64 kw)

Właściciele budynków położonych przy ulicach, których nazwy zostaną zdekomunizowane (por. Dekomunizacja nazw ulic) — ale przecież nie tylko oni, bo rzecz dotyczy wszystkich właścicieli wszystkich nieruchomości — powinni mieć na uwadze przepis nakazujący umieszczenie tabliczki z adresem na płocie i na budynku.


tabliczka adres budynku

Czy ruiny pałacu w Gałowie są „budynkiem”? Jeśli tak to właściciel powinien powiesić na nim tabliczkę z oznaczeniem adresu (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Chodzi oczywiście o art. 47b prawa geodezyjnego i kartograficznego, który nakłada na właściciela zabudowanych nieruchomości obowiązek zawieszenia na budynku tabliczki z adresem nieruchomości — a jeśli budynek stoi w głębi ogrodzonego placu, to także na ogrodzeniu. Taka tabliczka musi podawać: numer porządkowy i nazwę ulicy lub placu, a czasem czasem nazwę miejscowości, osiedla, dzielnicy.

art. 47b ustawy prawo geodezyjne i kartograficzne
1. Właściciele nieruchomości zabudowanych lub inne podmioty uwidocznione w ewidencji gruntów i budynków, które takimi nieruchomościami władają, mają obowiązek umieszczenia w widocznym miejscu na ścianie frontowej budynku tabliczki z numerem porządkowym w terminie 30 dni od dnia otrzymania zawiadomienia o ustaleniu tego numeru.
2. Na tabliczce, o której mowa w ust. 1, oprócz numeru porządkowego zamieszcza się również nazwę ulicy lub placu, a w miejscowościach bez ulic lub placów albo posiadających ulice lub place bez nazw — nazwę miejscowości.
3. Organy jednostek samorządu terytorialnego, w drodze uchwały, mogą wprowadzić obowiązek umieszczania na tabliczce, o której mowa w ust. 1, nazwy miejscowości lub nazwy dzielnicy, osiedla, zespołu urbanistycznego.
4. W przypadku gdy budynek położony jest w głębi ogrodzonej nieruchomości, tabliczkę z numerem porządkowym umieszcza się również na ogrodzeniu.

Tygrysy, które lubią te przepisy, w których mówi się o sankcji, powinny być usatysfakcjonowane — za brak lub zapuszczenie tabliczki adresowej grozi grzywna do 250 złotych (art. 64 par. 1 kw).

Ciekawe: kodeks wykroczeń jako adresata normy powołującej się na „obowiązek” wskazuje także administratora i dozorcę — ale przecież art. 47b prawa geodezyjnego wyraźnie mówi, że obowiązek ten dotyczy tylko właścicieli i innych podmiotów uwidocznionych w ewidencji gruntów i budynków — a jak świat światem administrator, dozorca czy użytkownik nie są tam wskazani…

art. 64 par. 1 kw
Kto, będąc właścicielem, administratorem, dozorcą lub użytkownikiem nieruchomości, nie dopełnia obowiązku umieszczenia w odpowiednim miejscu albo utrzymania w należytym stanie tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości, nazwą ulicy lub placu albo miejscowości,
podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

I dla jasności: takim samym wykroczeniem jest brak oświetlenia tabliczki z adresem budynku — czyli tabliczka jest, ale nie ma światełka, albo żaróweczka się spaliła, albo cokolwiek…

art. 64 par. 2 kw
Tej samej karze podlega, kto nie dopełnia obowiązku oświetlenia tabliczki z numerem porządkowym nieruchomości.

PS czy tylko mnie się to kojarzy z obowiązkową adresówką dla psa?

29 comments for “Grzywna za brak tabliczki z adresem na budynku (art. 64 kw)

  1. 16 czerwca 2016 at 21:26

    Nie jest to aby zbyt ponure?

    “Wszedłszy na Rowland Hill Road spostrzegłem, że niektóre domy nosiły nazwę, inne – numer, żaden zaś nie miał i jednego, i drugiego, a liczne – ani jednego, ani drugiego.
    Spytałem jakiegoś mieszkańca, uprawiającego swój ogródek, czy zna dom majora Thompsona.
    – Chce pan powiedzieć „The Castle”.
    – Nie, „The Tower”.
    – Tak, to będzie to…
    Odnalazłem więc Majora w „The Tower”, który okazał się „The Castle”, w Penddleton, który okazał się Fortescue. W każdym razie było to dość daleko od Rowland Hill Road, którą już dawno opuściłem, choć znajdowałem się na niej wciąż jeszcze.”

  2. Mike
    16 czerwca 2016 at 23:13

    jak to ludzie przeżyli tysiące lat nie wiedząc, że muszą być tabliczki?
    wierzyć się nie chce, że się da ;-)

  3. ajax
    16 czerwca 2016 at 23:19

    Prywatnie to może malo potrzebne. Listonosze ludzi znają, to pocztę (rentę, emeryturę) dostarczą. Ale gdy trzeba dojechać z jakimś ratownictwem może być problem. Nie chodzi (zwykle) o strażaków (pożar lub katastrofę budowlaną najczęsciej widac z daleka, a gdy nie do pożaru, to nawet pól godziny niewiele zmieni) ale czy to sanitarka do zawału, czy pogotowie gazowe do pęknietej rury. Brak numerów może doprowadzic do nieszczęścia. A potem sa pretensje, że długo szukali, a tu babcia umarła. A mogła jeszcze długo pozyc. W koncu miała tylko 99 lat (tak! to ostatnie to był smarkazm)

    • b52t
      17 czerwca 2016 at 07:35

      Dokładnie o tym samym pomyślałem. Ale liberał powie, że to gnębienie go i nakładanie obowiązków, która są zbędne i odzierające z wolnej woli, że nie ma potrzeby nakładania z tego tytułu mandatów czy nagan, bo rozsądny sam zadba o swoje bezpieczeństwo bez pomocy państwa. A pytanie brzmi: czy aby to nie jest martwy przepis, to znaczy ile to jest w skali kraju przypadków nakładania mandatu na podstawie tego przepisu. ;-)

      • Mike
        17 czerwca 2016 at 10:51

        Zapewne to (był*) martwy przepis i nikt nie karał, bo nie wiedział, że taki istnieje.
        Ciekawe ile jeszcze jest takich przepisów, o których wszyscy zapomnieli.

        *był, bo teraz Olgierd go spopularyzował i posypią się mandaty, oj posypią…

        • mall
          17 czerwca 2016 at 13:13

          Oj dawno temu powinny bo to kolejny kamyczek do „ch(*&*, du*&^ i kamieni kupa” jeżeli chodzi o państwo i jego wizerunek :P

          • b52t
            17 czerwca 2016 at 13:25

            Czyli, że skoro jakieś prawo (w tym szeroko pojęte przepisy karne, które są porozrzucane po setkach ustaw) zostało ustanowiono, to dla pewności, powagi władzy powinno być zawsze stosowane?
            A jeśli MOPS i ZUS tak właśnie działa, to wychodzi, że jest bezduszny i patrzy tylko w przepisy, a nie na człowieka. Mjej rozum, ale patrzaj przez serce. No, ale skoro ma być właśnie tak.

            • mall
              17 czerwca 2016 at 13:45

              W dużym przybliżeniu tak właśnie być powinno- prawo powinno być egzekwowane.

              • 17 czerwca 2016 at 14:00

                Prawo czy przepisy? ;-)

              • b52t
                17 czerwca 2016 at 14:19

                Odezwał się prawnik z krwi i kości. Słuszne rozróżnienie.

                No to mamy przykłady dziesiątek, jeśli nie setek dziwnych praw, które obowiązują w UK czy USA. Tam jest oczywiście nieco inny model, nie mniej, można też w dużym skrócie napisać, że i tam działa zasadanullum crimen sine lege, czyli i tam mogą stosować przepisy, które w praktyce od dziesiątek lat są martwe, bo tak.
                Pytanie brzmi dlaczego państwo powinno zawsze stosować przepisy (karne), które zostały ustanowione. Czy też może powinno chodzić jednak o zawężenie, że państwo w pierwszej kolejności powinno stosować te przepisy, które je (państwo) obowiązują.
                Historia w wielu przypadkach pokazała, że ślepy legalizm może mieć różne skutki.

              • 17 czerwca 2016 at 14:31

                No właśnie: przepisów zapomnianych, nieuchylonych przez przeoczenie (ale historycznie derogowanych) mamy pewnie sporo — trzymanie się litery niekoniecznie prowadzi do właściwego skutku.

                Zresztą wystarczy popatrzeć na różnicę między owym art. 64 kw a art. 47b prawa geodezyjnego — administrator dozorca nie ma ustawowego obowiązku wieszać tabliczki (a trudno by został ukarany „za” wspólnotę mieszkaniową — inna sprawa, że jak wspólnota ma wykonać ten obowiązek inaczej niż rękoma zarządcy?)

              • Mike
                17 czerwca 2016 at 14:51

                to kiedy ma się ktoś trzymać przepisów a kiedy nie? może jakąś ustawę ekstra na ten temat? a może by tak nie regulować wszystkiego jednak?

              • b52t
                17 czerwca 2016 at 14:58

                To gdzie leży problem? W tym, że jest przepis, który nie jest stosowany, czy, że w ogóle jest przepis?

              • Mike
                17 czerwca 2016 at 17:56

                Jeśli przepis nie jest stosowany, to jest zupełnie niepotrzebny, to chyba jasne?
                Co nie oznacza, że przepisy stosowane akurat są potrzebne.
                Generalnie im mniej przepisów tym lepiej i prościej dla wszystkich.
                Cóż poradzić, że żyjemy w erze nadmiernej regulacji wszystkiego, podczas gdy przez tysiące lat nie było takiej potrzeby przy o niebo niższym zaawansowaniu technologicznym. A może właśnie dlatego? Ludzie widać uwielbiają utrudniać innym życie a zaś nie mieli takich możliwości.

              • b52t
                19 czerwca 2016 at 20:09

                Raczej nie tak, mistyczny ustawodawca, regulując pewne kwestie stara się to robić kompleksowo. Też jest tak, że pewne kwestie są normowane, bo zakłada się jakiś stan rzeczy, jakiś skutek, który chce się osiągnąć i stąd są pewne kije (kary). Czasem zdarza się, że coś jest regulowane z założeniem, że ma się coś osiągnąć, ale jest wewnętrzny opór w betonie administracyjnym.
                Powoływanie się, na to, że kiedyś było lepiej pominę milczeniem.

              • 17 czerwca 2016 at 15:02

                To jest odwieczny problem. Wystarczy prześledzić losy odpowiedzialności za niezłożenie sprawozdania do KRS: przez długie lata pies z kulawą nogą na to nie patrzył, ale pod wpływem afery Amber Gold wszyscy (?) pomyśleli, że gdyby spółka sprawozdanie złożyła, nie byłoby dziś tylu pokrzywdzonych.

                I posypały się postępowania, kary, żądania zaostrzenia, etc.

      • ajax
        19 czerwca 2016 at 08:10

        Wiem o jednym przypadku mandatu. Z czasów głębokiego PRL, bo z lat 60-tych.

        • 19 czerwca 2016 at 10:21

          To się nie liczy, wówczas nawet walili mandaty za flagę wywieszoną w niewłaściwy dzień (we Wrocławiu było szczególnie wesoło, bo 1 maja oczywiście tak, no i 6 maja też (ówczesny „Dzień Wrocławia”), ale biada temu, kto chciałby sobie ułatwić życie i zostawić flagę przez te dnie.

          • ajax
            20 czerwca 2016 at 20:11

            Dlaczego się nie liczy? Pytanie nie było ograniczone w czasie. A za flagi wiszące 3 maja to walili wtedy aż furczało. Już 2 maja zjawiał się dzielnicowy jak flaga nie była zdjęta

            • 20 czerwca 2016 at 20:35

              Bo przeciętna represyjność systemu znacznie spadła. A dzielnicowi tylko papierki wypełniają (dziś nawet w radiu o tym mówili, że mają wyjść zza biurek — przeciętnie co 3 lata MSW robi taką akcję).

    • 17 czerwca 2016 at 09:02

      Tak mi właśnie wyszło, że to głównie dla służb ratowniczych.

      Kiedyś to chyba i tak było proste, bo stare działki szły po kolei. Ale boom inwestycyjny sprawił, że działki się dzielą — i czasem nie wiadomo gdzie jest 33C (czy za 33 czy obok 31D).

      Niektóre wsie są jeszcze lepsze, ze znanych mi np. Istebna i Zawoja, gdzie numery domów są porozrzucane w — jak się wydaje — dość dowolny sposób (aczkolwiek być może w kolejności powstawania działek?).

      • Borek
        17 czerwca 2016 at 09:34

        O tym samym chciałem wspomnieć, mnie taki rozrzut numerów spotkał w małopolskich Wielkich Drogach. I owszem, w tym konkretnym przypadku numeracja jest zgodna z kolejnością „dzielenia” terenu. Dobre półtorej godziny jeździłem tam w kółko, bo numery dobijały wtedy niemal do 300 i były rozsiane na naprawdę sporym obszarze, podzielonym w dodatku przez linię kolejową, Wisłę i dwa mniejsze strumienie. Mapy google jeszcze wtedy raczkowały, zresztą nawigacje w telefonach też więc zostało mi rozpytywanie ludzi. ;)

        • Mike
          17 czerwca 2016 at 10:49

          Wielkie Drogi są fajniutko rozrzucone, nie powiem. Dobrze, że za pierwszym razem jechałem z kimś kto wiedział gdzie jedzie.

          • Borek
            17 czerwca 2016 at 13:12

            Oooo, wcale że nie. Jechałem sam mając tylko adres na kartce, przed wyjazdem nie miałem możliwości sprawdzić położenia tej działki – dlatego straciłem półtorej godziny na szukanie. Niemniej miło wspominam. ;)

      • Mike
        17 czerwca 2016 at 10:47

        czyli, że jak ktoś nie wie to żadne numery mu nie pomogą. Kto by pomyślał? ;-)

  4. Magic
    17 czerwca 2016 at 05:12

    30 dni od daty otrzymania zawiadomienia.

    Ja już 10 lat mieszkam tu gzie mieszkam, i zawiadomienia nie dostałem.

    • Żuraw
      17 czerwca 2016 at 23:43

      Elementary, my dear Watson. Zawiadomienie o numerze zostało wysłane na adres z tymże numerem. Ponieważ zawiadomienia nie dostałeś, to i nie umieściłeś stosownej tabliczki z numerem. No to listonosz nie mógł dostarczyć bo nie wiedział gdzie.
      § 22 :-D

      • 18 czerwca 2016 at 07:52

        Czyli grzywna jak nic — i dowód, że jednak trzeba przybijać tabliczki — bo gdyby tabliczka była, to listonosz pismo by doręczył.

  5. Grzesiek
    19 stycznia 2017 at 21:04

    ….obowiązek umieszczenia w widocznym miejscu na ścianie frontowej budynku tabliczki z numerem porządkowym w terminie 30 dni od dnia otrzymania zawiadomienia o ustaleniu tego numeru.
    Takie wykroczenia jak zgłoszenie rejestracji pojazdu, wywieszenie tabliczki nie mają charakteru ciągłego więc okres karalności mija rok i 7 dni od otrzymania zawiadomienia o ustaleniu tego numeru :-)

Dodaj komentarz