Właściciel obrazu pozwał malarza, bo ten… zaprzeczył autorstwa swego dzieła (sic!)

Dość kuriozalny spór opisuje NYT: właściciel obrazu pozwał malarza żądając uznania przez sąd, że twórca jest autorem dzieła — bo malarz uparcie zaprzecza autorstwa… (Peter Doig Says He Didn’t Paint This. Now He Has to Prove It)


Peter Doig Ski Jacket

Peter Doig, „Ski Jacket” (via Wikipedia)


Rzecz rozchodzi się o obraz szkockiego malarza o nazwisku Peter Doig, którego pozwał właściciel obrazu pędzla malarza… no właśnie: prace Doiga sprzedają się po nie mniej niż $10 mln, toteż właściciel obrazu pędzla rzekomo Doiga (oraz jego marszant) żądają pięć milionów odszkodowania oraz sądowego stwierdzenia autentyczności pracy.

Niefart polega na tym, że obraz miał powstać jakieś cztery dekady temu, gdy nastoletniemu Doigowi zdarzało się pracować po LSD, jednak mimo tego, że dzieło mu się podoba — nie przyznaje się do jego autorstwa. Powód (emerytowany pracownik poprawczaka, gdzie malarz miał popełnić utwór, powołuje się na „dziurę w życiorysie” artysty) dowodzi, że właśnie tam kupił obraz od chłopaka podpisującego się jako Peter Doige — jednak Peter Doig zaprzecza, by w ogóle spędził czas w tamtejszym odosobnieniu, no i nie jest Peterem Doige

Od tamtego czasu obraz wisiał na ścianie w domu jego właściciela, aż 5 lat temu został dostrzeżony przez jednego z gości — wizja cudownego przepoczwarzenia się stu dolarów w co najmniej dziesięć milionów przemówiła do wyobraźni szczęśliwca… tyle, że Doig zaprzecza: nigdy nie był Peterem Doige (ten miał umrzeć w 2012 r.), nigdy nie był w poprawczaku, nigdy nie był w tamtym rejonie Kanady, w wieku 17 lat nie malował w tej technice.

Za uwzględnieniem powództwa przemawia podobieństwo obrazu do późniejszych dzieł malarza (reprodukcja do obejrzenia na stronie NYT, ponoć wszystkie dowody są pokazane na YT) — przeciwko słowa twórcy, który za twórcę się nie uważa…

  • b52t

    Ciekawa sprawa. Nie wiem tylko czy mi się wydaje, ale sprawa wygląda na o tyle prostą, że jeśli ma swoje obrazy z tamtego okresu oraz potrafi zaprzeczyć faktom, co do miejsca i czasu powstania kwestionowanego dzieła (a to przecież powinno być o tyle proste, że w archiwach takie informacje jak pobyt w poprawczaku chyba powinny być), to autor łatwo udowodni swoje słowa.
    Ino gdybam, bo artykuł jest płatny, zatem muszę zaufać temu do napisał RedNacz na podstawie tego, co napisał NYT. ;-)

  • Ach, jest płatny po wyczerpaniu limitu (ale darmowy po przejściu np. z RSS).

    BTW ciekawe mogłyby być same (hipotetyczne) motywy twórcy, który nieprawdziwie zaprzeczałby autorstwa: skoro moje obrazy chodzą po dziesięć baniek, to po co mi konkurencja grożąca nadpodażą utworów?

  • b52t

    A może: to w mojej ocenie jest na tyle słabe, że obniży średnią cenę za moje obrazy, co może wpłynąć na ogół. Ale być może tak, że jednak ekonomja.
    Dobra rada z tym RSS, jeszcze tylko muszę obcykać jak z tego korzystać ;-)
    Swoją drogą, myślałem, że RSS wymarł już.

  • RSS wymarł w pokoleniu fesbósia :)

    http://feedly.com/

  • b52t

    To fakt, fejsbóg mocno osłabił to. Choć dziady sami filtrują tak informacje, że więcej buczejkupy niż treści.

  • Mike

    Ale prawdopodobny autor już nie żyje wg artykułu, więc to nijak nie jest konkurencja… chyba, że ów więcej nieznanych dzieł zmalował.

  • Ale obrazy tamtego gościa nie chodzą po dziesięć baniek.

    Dużo kasy można dostać za mój obraz, mam ich 5, jak je sprzedam — będę żył jak krezus. Ale oto ktoś ma taki obraz i mówi, że też chce go sprzedać — maleją szanse na to, że ja się wzbogacę (bo ile osób wyda tyle kasy na takie obrazy?).

  • b52t

    No i jest (sądowe) rozwiązanie sprawy:
    theguardian.com/artanddesign/2016/aug/24/artist-peter-doig-landscape-painting-lawsuit