Film „Śmietanka towarzyska” — recenzja całkiem porządnej komedii romantycznej (sic!)

To całkiem ciekawe: chociaż nie przepadam za książkami w stylu filmów, za jakimi przepadam (nie wyobrażam sobie marnowania czasu na czytanie o przygodach Jasona Bourne, ale i chyba nie chciałbym oglądać filmowej biografii Napoleona Bonaparte) — zaś za najgorsze paskudztwo mam tzw. romantyczne komedie — to jednak film „Śmietanka towarzyska” — najnowsze dzieło Woody Allena — mogę bez wstydu polecić.


film śmietanka towarzyska recenzja

Jesse Eisenberg to mocny punkt najnowszego filmu Woody Allena. Kristen Stewart też gra nieźle.


Jasne, Woody Allen zszedł na psy: Bananowy czubek, Klątwa skorpiona, Purpurowa róża z Kairu, Scoop, Śpioch, Wszystko gra, Zelig — nawet uszeregowane alfabetycznie tytuły z przeszłości brzmią jak wyrzut przy najnowszych dziełach genialnego nowojorczyka. Jednak nawet jeśli nie da się już zrywać boków na jego filmach (Bananowy czubek) — i nawet jeśli nie są tak inteligentne jak Zelig — ani tak inteligentne jak Sen Kasandry — to nadal coś w nich jest.

Nie będę silił się na streszczenie fabuły „Śmietanki towarzyskiej”, bo sam film wygląda jak swoje własne streszczenie. Nie będę próbował niczego opowiadać, bo i nie ma o czym opowiadać. Ba, pewnie P.T. młodsi Czytelnicy Lege Artis wezmą mnie na noże, ale dopiero teraz może zacznę kojarzyć kim jest Kristen Stewart (jak się okazuje miała jakąś rólkę w skądinąd świetnie poszarpanym filmie Co jest grane?).

Aczkolwiek to wszystko nie przeszkadza bym stwierdził, że film „Śmietanka towarzyska” to naprawdę kawałek przyjemnej rozrywki. W głowie może nic wielkiego nie zostanie, emocji też olbrzymich nie wywoła — pewnie za dwa lata będę starał się przypomnieć czy go widziałem, czy akurat tę produkcję Allena z rozmysłem ominąłem — ale spędzonego w kinie czasu nie żałuję.

W starej szkolnej skali trója za pomysł i czwórka z małym plusikiem za sposób jego ogrania — czyli warto zobaczyć, ale nie ma co też drzeć szat jeśli się nie uda.
(Nb. wydaje mi się, że jest w kinach akurat coś bardziejszego, ale o tym może w poniedziałek wieczorem.)

  • b52t

    w obecnej ramówce, to chyba właśnie film Allena wygląda najlepiej. Poza „Smoleńskiem”, który dzięki przymusowym wycieczką licealistów będzie małym sukcesem kasowym, tylko „Boska Florence” wygląda, jakby dało się jeszcze coś ciekawego zobaczyć w niedalekiej przyszłości.

  • Ja nikogo nie będę nakłaniał, ale obejrzany wczoraj film też jest niezły (w kompletnie innych kategoriach, fakt).

  • b52t

    Jakoś tak nie wiem. Nie czuję się przekonany. Nie żebym się wydelikacił czytając Byrona czy Blake, ale nie bardzo trawię takie poczucie humoru.

  • A mnie nie od dziś fascynuje jak to wszystko jest możliwe w tej pruderyjnej, rozwiązłej Ameryce…

  • b52t

    A to inna sprawa. Kraj wielu sprzeczności, największa na świecie branża porno, najbardziej radykalne odłamy chrześcijaństwa, z mormonami na czele. Żona ex-senatora, ex-kandydata, i laureata pokojowej nagrody ognia, która przesłuchuje szarpidrutów w ciasnych wdziankach. Teledyski, które są niczym małe erotyki. Choć w sumie, to który nie jest pozbawiony takich sprzeczności?