Dlaczego Roman Giertych nie mógł żądać by „Fakt” przeprosił go — za manipulację w wywiadzie prof. Bartoszewskiego — w wielu portalach? (I CSK 379/15)

Wcale nie tak rzadko wraca pytanie: czy prasa (dziennikarze, wydawca) mogą ponosić odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych — ale przez to, że opublikowany (i naruszający dobra osobiste) artykuł „idzie w świat” i zaczyna żyć swoim własnym życiem? Czyli: jest komentowany przez inne media, treść wywiadu podlega publicznej ocenie, publicznie formułowane są opinie?

Bazując na wyroku Sądu Najwyższego z 6 maja 2016 r. dotyczącym procesu jaki Roman Giertych wytoczył wydawcy dziennika „Fakt” (I CSK 379/15).


giertych wywiad bartoszewski wyrok fakt

Roman Giertych nie może żądać od „Faktu” przeprosin za to, że zmanipulowany wywiad z prof. Bartoszewskim zaczął żyć swoim własnym życiem


Sprawa miała następujący obrót: Roman Giertych pozwał RASP żądając opublikowania na łamach „Faktu”, w serwisie Fakt.pl oraz w kilku innych serwisach informacyjnych (oraz w radiu) przeprosin za zmanipulowany wywiad przeprowadzony z Władysławem Bartoszewskim.

Manipulacja polegała na tym, że wydawca opublikował dwie wersje wywiadu przeprowadzonego z Bartoszewskim. Opublikowany drukiem miał tytuł „Bartoszewski o Giertychu: nie jest mi bliski pod żadnym względem”, natomiast w sieci, jak to w sieci: „Prof. Bartoszewski zapytany o Giertycha: Jak ktoś krzewił antysemityzm to…”.

Zmieniono też treść pytań rzekomo zadawanych Bartoszewskiemu. W druku dziennikarka pytała:

czy osoby, które zasłynęły bardzo silnymi rasistowskimi czy antysemickimi elementami, powinny być wykluczone z życia publicznego?

a w portalu poszło jako:

czy człowiek, który zasłynął z tego, że kierował formacją wprowadzającą do życia publicznego różnego rodzaju ksenofobiczne i rasistowskie elementy nie powinien zostać na stałe wykluczony z życia publicznego?

Na co Bartoszewski odpowiedział:

Uważam, że jeżeli o kimś dowodowo można powiedzieć, że przyczynił się do szerzenia i krzewienia nastrojów i poglądów antysemickich lub sam je głosi, albo się przyczynia do głoszenia ich przez innych — jest w moim rozumieniu człowiekiem skompromitowanym.

Ale redakcja poprawiła także tę wypowiedź:

Uważam, że jeżeli o kimś dowodowo można powiedzieć, że przyczynił się do szerzenia i krzewienia nastrojów i poglądów antysemickich i ksenofobicznych lub sam je głosi, albo się przyczynia do głoszenia ich przez innych — jest w moim rozumieniu człowiekiem skompromitowanym.

Po przeczytaniu wywiadu powód zatelefonował do Władysława Bartoszewskiego, który zaprzeczył aby wypowiadał się negatywnie o Romanie Giertychu i stwierdził, że jego słowa zostały zmanipulowane — a jego wypowiedź należy rozumieć ogólnie, jako negatywną ocenę zjawiska antysemityzmu Jednak wynik poszedł w świat: media szeroko komentowały rzekomą wypowiedź: Bartoszewski uważa Giertycha za osobę skompromitowaną.

Adwokat wystąpił z wnioskiem o sprostowanie, które zostało opublikowane. Następnie wniósł pozew, domagając się nakazania wydawcy „Faktu” publikacji przeprosin — także w mediach komentujących zmanipuloway wywiad.
Sąd uznał, że zmieniona treść wypowiedzi Bartoszewskiego stanowiła naruszenie dóbr osobistych byłego szefa LPR i prawomocnie nakazał wydawcy „Faktu” przeprosiny — jednak wyłącznie na łamach dziennika i w serwisie Fakt.pl.

Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. przeprasza Pana Romana Giertycha za to, że naruszyła jego dobra osobiste w ten sposób, że opublikowała w Gazecie Codziennej Fakt oraz w prowadzonym przez siebie serwisie internetowym www.fakt.pl nieprawdziwe informacje, jakoby prof. Władysław Bartoszewski stwierdził, iż Roman Giertych głosi, lub przyczynił się do krzewienia nastrojów antysemickich i ksenofobicznych i w związku z tym jest człowiekiem skompromitowanym. Powyższe oświadczenie publikujemy w wyniku przegranego procesu sądowego. Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. [za Wirtualnemedia.pl]

Sąd odmówił natomiast żądania w zakresie opublikowania przeprosin w innych mediach, a to dlatego, że zgodnie z art. 38 ust. 1 prawa prasowego odpowiedzialność za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor (osoba, która spowodowała publikację tekstu) oraz wydawca — ale wyłącznie za własne działania. Oznacza to, że wydawca, który zmanipulował treść wywiadu nie może odpowiadać za jego przedruki przez inne tytuły.

SN rozpatrując skargę kasacyjną Romana Giertycha podzielił stanowisko sądów niższej instancji: wydawca ponosi odpowiedzialność za opublikowane materiały prasowe, ponieważ to on decyduje o osobie redaktora naczelnego, a przez to ma wpływ na treść publikacji i charakter gazety. Ale nie należy odpowiedzialności wydawcy rozciągać na działania innych wydawców — nawet za publikacje odnoszące się do artykułów pierwotnie opublikowanych w mediach prowadzonych przez wydawcę ponoszącego odpowiedzialność za opublikowanie informacji naruszających prawo.

Wydawca może odpowiadać wyłącznie za własne czyny — natomiast stanowisko, że pozwanemu wydawcy można przypisać odpowiedzialność za dokonane przez inne portale internetowe przedruki zmanipulowanego wywiadu, w którym naruszone zostały dobra osobiste Romana Giertycha — lub za opublikowanie informacje o tym wywiadzie i wyrażone przez innych dziennikarzy oceny — nie ma podstawy prawnej: „odpowiedzialność innych wydawców za publikację materiału prasowego naruszającego dobra osobiste powoda jest ich własną odpowiedzialnością”.

Stąd też RASP nie musi kupować powierzchni w innych mediach i przepraszać na ich łamach, nawet jeśli zmanipulowany wywiad z Bartoszewskim naruszał dobra osobiste Romana Giertycha — i nawet jeśli owe przedruki i komentarze mogły narażać jego dobra osobiste na głębszy uszczerbek.

  • “ który zmanipulował treść wywiadu nie może odpowiadać za jego przedruki przez inne tytuły.”
    To bardzo uprzejme dla kłamców, oszustów, i innych takich….
    I nie ma wątpliwości, że im się nie pomyliło – było to świadome działanie…
    I widziałbym tu także świadome popieranie przez sąd takich zachowań… tego sposobu prowadzenia propagandy…

  • Ale sąd tego nie popiera — każdy dziennikarz ma obowiązek weryfikowania informacji, więc te inne tytuły też mogą odpowiadać za powielanie oszczerstw — jednak wyłącznie za siebie (ale nie za to, że „jak podaje serwis źźiół.pl w portalu qół.pl napisali, że…”

  • maho

    więc jeżeli jakieś medium powie do tłumnie zgromadzonych ludzi „uciekajcie, bo zaraz wybuchnie bomba”, to odpowiada tylko za nieprawdziwą informację. Powinien sprostować.

    Ci ludzie co zostali stratowani (ich bliscy) powinni pozywać tych co biegli, bo każdy odpowiada za swoje bieganie.

  • Gdyby udało się zarzucić zamiar wzbudzenia paniki z takim skutkiem…

    Wyobraźmy sobie inną sytuację:
    – gazeta pisze „może zabraknąć wody w mieście”,
    – ludzie łapią wodę gdzie się da (i wykupują zapasy w sklepach),
    – pod wpływem zwiększonego poboru rzeczywiście pogarszają się możliwości jej dostarczania,
    – no i wody nie ma (a może nawet psują się jakieś urządzenia, filtry):

    czy wodociągi mogą ścigać redakcję za wyrządzenie szkody?

  • Popiera, popiera….
    Bo poszkodowany *sam* będzie musiał się procesować z kolejnymi kopistami, przez co stawiany jest w niekorzystnej sytuacji.
    A – przypominam – nie mamy tu do czynienia z błędem, czy niedopatrzeniem, tylko ze świadomym fałszerstwem, które w mediach powinno być karane bardzo ostro.
    .
    Trochę to przypomina przewagę YT nad piraconymi autorami – oni sami muszą (a nie YT) szukać piratów, a YT za ich publikowanie nie odpowiada.

  • mall

    W idealnym kapitalizmie to kwestia wysokości odszkodowania. Jeżeli medium zrobiłoby taki numer, w wyniku którego stratowano by ludzi to odpowiedzialność w postaci odszkodowań za nierzetelne informowanie przełożyłaby się na poprawę postawy w przyszłości. Medium zapłaciłoby za swoje nieodpowiedzialne podejście albo w postaci odszkodowań dla poszkodowanych, albo w postaci horrendalnej składki za ubezpieczenie.

    Przykład z wodociągami jest super. Podstawienie beczkowozów dla zapewnienia dostaw wody w mieście dałoby się całkiem łatwo policzyć, w przeciwieństwie do szkody w postaci śmierci stratowanego członka rodziny :( (a są przykłady, że sądy jednak liczą wartość życia)

  • Niemniej mamy art. 361 par. 1 kc, a zatem nie da się obarczyć żurnalistów odpowiedzialnością za gradobicie i koklusz — ani za to, że Żydzi i cykliści roznieśli te wieści po mieście.

  • jaro

    A ja znalazłem coś podobnego. Post o wyroku ze strony sądu redystrybuowany na strony innych portali. Po określonym czasie post ze strony sądu i portali znika, ale zostaje „ślad” w Google. I teraz zagwozdka. kto odpowiada za usunięcie „śladu” ze strony Googla, czy sąd i pozostałe portale powinny „wyczyścić” cache Googla?