Pieniny i pies — czyli co można robić z psem na wakacjach w Pieninach?

Jak już zostało pokazane: psy i cykliści nie mają łatwego życia w Szczawnicy — ale jak zakaz wejścia psów na miejski deptak przy Grajcarku przekłada się na możliwość atrakcyjnego spędzenia wakacji z czworonogiem w Pieninach?


Małe Pieniny

Małe Pieniny widziane z przełęczy Rozdziela. W głębi Trzy Korony (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Będzie krótko i treściwie: jest kiepsko ale nietragicznie. Jest o tyle rozsądnie, że na stronie internetowej Pienińskiego Parku Narodowego nie owija się w bawełnę — „W PPN nie ma miejsc wyznaczonych w planie ochrony, do których można wprowadzać psy. Zakaz wprowadzania psów ujęty jest również w punkcie 13 regulaminu dla turystów dostępnym na stronie internetowej parku.”

W konsekwencji oznacza to, że nie dla nas wszystkie Trzy Korony i inne szlaki między Czorsztynem a Szczawnicą…


pieniny pies

Oto jak nasza sunia zareagowała na wieść, że całe dwa tygodnie wakacji będą polegały na łażeniu po górach (fota strzelona podczas pierwszej wycieczki, tekst idzie w dzień powrotu) (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


…ale to nie oznacza, że z psem nie da się w Pieninach połazić. Można i to całkiem nieźle — a to dzięki temu, że Małe Pieniny są poza obszarem PPN — a moje propozycje to:

  • wycieczka grzbietem Małych Pienin od Szczawnicy do Wysokiej (samą Wysoką można sobie chyba darować… mówię chyba, bo z racji sporej ilości ludzi i niefajnych schodków podarowałem sobie drapanie się tam z psem);
  • wycieczka z post-łemkowskiej wsi Jaworki przez wąwóz Homole (hmm jeśli chcecie pozwiedzać fajne wąwozy, to zdecydowanie warto wybrać się np. w Broumovské stěny) — i później przez przełęcz Rozdziela aż do przełęczy Obidza (tu właściwie wbijamy się w Beskid Sądecki);
  • krótka acz bardzo atrakcyjna przechadzka Drogą Pienińską — ze słowackiego Czerwonego Klasztoru aż do granicy.

pieniny pies

Na szlaku, koło bacówki. Z tym zdjęciem wiąże się ciekawa historia — koń po prawej najwyraźniej zakochał się w naszej suni i usiłował ją gonić! (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


No właśnie: czy to nie cud, że na Słowacji pies w parku narodowym — tak w TANAP-ie, jak w PIENAP-ie — przyrodzie nie szkodzi?! Mnie takie paradoksy zawsze rozśmieszają, no ale cóż: dzięki temu mogliśmy przejść się wzdłuż przełomu Dunajca aż dwa razy (do granicy RP i nazad), przejazd przez słowacką część Spiszu spożytkowując na zaopatrzenie się w asortymenty, których recenzja na łamach Czasopisma Lege Artis już wkrótce.


Pies Pieniny

Flisacy na przełomie Dunajca (obserwowani z drogi Pienińskiej). Jakimś cudem psy przyrodzie w słowackich parkach narodowych nie szkodzą (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Ze wsparciem Słowaków czy bez, Pieniny są naprawdę warte odwiedzenia — nawet jeśli fuks (i brak paszportu) zmusi nas do błąkania się po Małych Pieninach (nb. ciekawe, że te Małe są wyższe niż te Właściwe). Pewnego rodzaju minusem dla przewodnika psa będzie znikoma ilość wody w górnych partiach gór — kto ma psa o wadze 30+ kg dobrze wie ile to-to potrafi wyżłopać podczas kilkugodzinnej wędrówki przy 30 st. upale — no ale nie ma to tamto.


pieniny pies

Wejście do wąwozu Homole. Szczerze mówiąc lepiej się nazywa niż wygląda (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Ze swojej strony szczerze mogę polecić wypad w Pieniny każdemu przewodnikowi psa — weekendowy bezwarunkowo, zaś wakacyjny wyłącznie ze względu na to, że zaraz po przekroczeniu granicy hulaj dusza… W dodatku los chciał, że Pieniny położone są bardzo ale to bardzo rozwojowo: tu Gorce, tam Tatry, dwa kroki w Popradzki Park Krajobrazowy — a przecież obok Magura Spiska


Małe Pieniny

I jeszcze jeden rzut oka na Małe Pieniny, które są fajne, bo można w nie wejść z psem. O Pieninach Właściwych się nie wypowiem — nie byłem, nie widziałem (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


To były świetne dwa tygodnie: genialne widoki, niezłe wędrówki, pies zmachany jak się patrzy, przy okazji obadałem, że Smädný mních to już nie to samo — w ogóle chyba słowackie piwowarstwo cofnęło się w rozwoju (polskie chciałoby umrzeć, ale niektórzy mu nie pozwalają umrzeć — i dobrze).

  • Tervueren

    Tak to niestety już jest że w wielu krajach Europy miejsc przyjaznych psom jest dużo więcej niż w Polsce. Często regulująca to norma prawna jest tylko normą przestarzałą, z brakiem osadzenia we współczesnych realiach. Jednak polski to trend by zajmować się nie dającą już odmienić się historią lub innymi sprawami pobocznymi, zamiast patrzeć w przyszłość i – nie boję się tego słowa – „odgapiać” dobre rzeczy od innych.

    Co do słowackiego piwa – masz rację, popsuło się. Tworzenie kolejnych kompanii nie wyszło mu na dobre, podobnie jak piwu polskiemu. Smadny Mnich był synonimem taniego, dobrego piwa – teraz nie tani a ze smakiem też jest różnie. Moja wakacyjna wizyta w Bratysławie utwierdziła mnie w przekonaniu, że coś się dzieje na Słowacji niedobrego: nie widać już tego dynamicznego rozwoju sprzed kilku lat, a niektóre ośrodki turystyczne zdają się podupadać. Chciałbym wierzyć, że przyczyną jest jedynie „przegrzanie” gospodarcze i za parę lat znów zaczną przeć naprzód. Być może również te niekorzystne zmiany odbiły się również na przemyśle piwnym i – podobnie jak w Polsce – Słowacy zaczną wkrótce poszukiwać czegoś oryginalnego: piwa warzonego – nie z granulatu.

  • nie widać już tego dynamicznego rozwoju sprzed kilku lat, a niektóre ośrodki turystyczne zdają się podupadać. Chciałbym wierzyć, że przyczyną jest jedynie „przegrzanie” gospodarcze

    Ja niestety stawiam na euro. To jest niezły dusiciel dla mniej zamożnych społeczności.

    Co do włażenia psów w różne miejsca na Słowacji, temat zmienił się 3-4 lata temu, wstępnie mam zagadnienie rozkminione — tekst pójdzie za jakiś czas :)

  • sjs

    Pies w słowackich parkach narodowych tak samo szkodzi przyrodzie jak w polskich. Tylko oni tam mają inne podejście do ochrony przyrody. Ale już niedługo. Dobra zmiana planuje wprowadzić polowania w parkach, więc na psy, o ile nie będą przeszkadzały myśliwym, pewnie też przyjdzie pora.

  • Kasia Wozniak

    Co za szczęście, że znalazłam Pana artykuł, co dało nam szansę, a właściwie naszemu psu, połazić po Pieninach i Tatrach! Przyjechaliśmy do Grywałdu właściwie trochę ‚na pałę’, co nie jest w gruncie rzeczy moim stylem, ale mimo braku przygotowania poszliśmy po Pana wskazówkach do Małych Pienin i na Słowacką stronę Pienin i Tatr. Dziękuję za to serdecznie!

  • Jestem przeszczęśliwy! Że komuś się przydaje to moje pisanie!!

    Będę jeszcze bardziej jeśli pominie Pani tę nieszczęsną formę — per „Pan” w internecie (i o psach), brzmi jak warczenie…

  • Kasia Wozniak

    Ależ proszę bardzo, mogę nie ‚panować’. :)
    To mój taki odchył: po dwudziestu paru latach mieszkania w kraju, w którym wszyscy prawie są na ‚ty’ (Holandia) ludzie na ulicy w Polsce mówią do mnie ‚pani’. To się odmieniam pięknym za nadobne! I nie byłam świadoma, że w internecie panują tu inne obyczaje.
    Proszę dalej pisać, bo jest ciekawie, do rzeczy i z humorem.

  • Ach, ta polska dezynwoltura to inna para kaloszy :)

    Niemniej w Polsce w internecie nie „panujemy” ;-)