Zdaniem TSUE sprzedaż komputera fabrycznie wyposażonego w system operacyjny nie narusza praw konsumentów (C-310/15)

Nie wiem czy jeszcze kogoś emocjonuje tematyka prawilności fabrycznie preinstalowanego systemu operacyjnego i ewentualnego naruszenia praw konsumenta poprzez dołączanie przez producenta zestawu oprogramowania, z którego nie można zrezygnować (por. Windows à la carte, z góry zapłacony), ale skoro mamy dziś świeżutkie orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości EU, to warto kwestię odświeżyć.

Otóż w wyroku TSUE z 7 września 2016 r. w sprawie Vincent Deroo-Blanquart przeciwko Sony Europe Ltd. (C-310/15) stwierdzono, że sprzedaż komputera z preinstalowanym oprogramowaniem nie stanowi sama w sobie nieuczciwej praktyki handlowej — a ponadto sprzedawca nie musi odrębnie wskazywać ceny każdego z tych programów (nie stanowi to praktyki handlowej wprowadzającej w błąd konsumenta).

1) Praktyka handlowa polegająca na sprzedaży komputera wyposażonego w preinstalowane oprogramowanie, przy braku możliwości nabycia przez konsumenta komputera tego samego modelu bez preinstalowanego oprogramowania, nie stanowi jako taka nieuczciwej praktyki handlowej w rozumieniu art. 5 ust. 2 dyrektywy 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 maja 2005 r. dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym oraz zmieniającej dyrektywę Rady 84/450/EWG, dyrektywy 97/7/WE, 98/27/WE i 2002/65/WE Parlamentu Europejskiego i Rady oraz rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady („Dyrektywy o nieuczciwych praktykach handlowych”), chyba że praktyka taka jest sprzeczna z wymogami staranności zawodowej oraz w sposób istotny zniekształca lub może zniekształcić zachowanie gospodarcze przeciętnego konsumenta względem tego produktu, co winien ocenić sąd odsyłający przy uwzględnieniu specyficznych okoliczności sprawy rozpatrywanej w postępowaniu głównym.

2) W ramach oferty wiązanej polegającej na sprzedaży komputera wyposażonego w preinstalowane oprogramowanie brak wskazania ceny każdego z preinstalowanych programów nie stanowi praktyki handlowej wprowadzającej w błąd w rozumieniu art. 5 ust. 4 lit. a) i art. 7 dyrektywy 2005/29.

Skarżący kupił komputer wyposażony w system MS Windows Vista, zaś przy pierwszym uruchomieniu odmówił zaakceptowania licencji (EULA) i zażądał zwrotu wartości systemu operacyjnego. Sony nie oddało pieniędzy za Windowsa, ale zaproponowało rozwiązanie umowy sprzedaży i zwrot całej kwoty zapłaconej za laptopa. Klient na to się nie zgodził i zażądał 450 euro zryczałtowanego odszkodowania za dołączenie fabrycznego Windowsa oraz — uznając to za działanie wprowadzające w błąd konsumenta i agresywną praktykę rynkową — 2500 euro z tytułu szkody poniesionej wskutek nieuczciwej praktyki rynkowej.

Sprawa trafiła do sądu we Francji, który wystąpił do TSUE z pytaniami o to czy można traktować takie narzucanie systemu operacyjnego — klient nie może nabyć tego samego modelu bez preinstalowanego Windowsa — stanowi nieuczciwą praktykę rynkową, a także, czy w przypadku oferty wiązanej brak podania odrębnej ceny każdego ze składników oprogramowania nie stanowi praktyki wprowadzającej w błąd.

W odpowiedzi TSUE orzekł, że:

  • sprzedaż komputera wyposażonego w preinstalowane oprogramowanie nie stanowi sama w sobie nieuczciwej praktyki handlowej — ponieważ odpowiada to oczekiwaniom znacznej części konsumentów, którzy wolą kupić komputer razem z oprogramowaniem, zaś skarżący był wyraźnie poinformowany, że kupuje komputer z Windowsem (zatem kupujący mógł podjąć świadomą decyzję i zdecydować się na inny sprzęt) — a po złożonej reklamacji Sony zaproponowało zwrot komputera i pieniędzy;
  • natomiast brak wskazania ceny każdego z preinstalowanych programów nie stanowi praktyki handlowej wprowadzającej w błąd — ponieważ konsument dysponował wszelkimi niezbędnymi informacjami przed decyzją o zakupie, zaś cena każdego z fabrycznie zainstalowanych programów nie stanowi istotnej informacji z perspektywy konsumenta.

Osobiście muszę przyznać, że jestem nieco zdziwiony tym orzeczeniem: oczywiście nie sposób powiedzieć, że klient decydujący się na wybór sprzętu nie może w łatwy sposób dostrzec, że na pokładzie dostaje system Microsoft Windows. Kluczowa wydaje mi się jednak właśnie owa możliwość wyboru (a raczej jej brak), czyli sytuacja, gdy myśląc o konkretnym komputerze nie możemy przestać myśleć o fabrycznie zainstalowanym systemie, za który przecież na pewno płacimy.

Z trzeciej jednak strony dochodzimy do kwestii odpowiedzialności za kompatybilność sprzętu z systemem, tj. zaraz posypałyby się pozwy o to, że jakiś model laptopa nie pracuje należycie pod Linuksem — no ale przecież nie da się powiedzieć, iżby każdy model prawidłowo współpracował z fabrycznym Windowsem, prawda?

  • Tomek

    Dobry wyrok. To mniej więcej tak jakby kupić samochód z fabrycznym radiem (nie ma opcji bez radia) a potem żądać zwrotu za to radio. Następna będzie szyba przednia, potem inne elementy wyposażenia.

  • Ale system operacyjny nie jest częścią komputera — jest niezbędnym, ale jednak tylko dodatkiem (można sobie zainstalować MS-DOS, jeśli ktoś ma dyskietkę — albo cokolwiek innego).

    Samochód bez radia… dopóki do nie Skoda/VW to chyba faktycznie się nie da.
    Ciekawszy casus: chcę najlepszy (najmocniejszy) silnik ale nie chcę tego całego elektro-odpadu dokładanego do najmocniejszego silnika. I też się nie da :)

  • Mike

    Nie bardzo rozumiem w czym problem, producent oferuje towar w transakcji wiązanej z innym. Chcesz? Bierz. Nie? To nie. On nie chowa systemu i dopiero po odpaleniu użytkownik widzi co mu się dostało, win? mac? linux? dos? ;-) To z góry wiadomo.
    Chcesz taki sam laptop z innym systemem? Przypuszczalnie będzie również wersja bez systemu do kupienia, taniej. Ale wcale nie musi. Trudno.

    Imho odrobina zdrowego rozsądku w wyroku.

  • Adam314

    Tak, są jeszcze tacy, co się emocjonują tym tematem.

    Nie jestem zaskoczony wyrokiem. W końcu do korzystania z komputera niezbędne jest oprogramowanie. Do samochodu radio nie jest niezbędne ale np. opony już tak. Teraz wyobraźmy sobie, że do salonu przychodzi klient i mówi, że chce tego opla ale bez opon goodyeara fabrycznie montowanych bo ma swoje w domu. Niechby nawet podjechał lawetą żeby zabrać auto na samych felgach.

    Sprzedawca popukałby się w czoło, wtedy klient skarżyłby do sądu podobnie jak w artykule.

    Oczywiście sprzedawca może oferować auta bez opon dla ćwierć promila klientów-laweciarzy ale ma to mały sens biznesowy. Najczęściej sprzedaje się gotowy funkcjonalny produkt i sąd nie powinien nakazywać innych form sprzedaży.

  • b52t

    w sprzedaży są komputry bez systemu, a na pewno są takie z Linuxem (nie paczałem jakie distro; wiem, bo właśnie szukam).
    Co do zasady: wystarczy popatrzeć na ceny laptopów z preinstalownym Linuxem a te z Łokienkiem. ;-)

  • Paweł

    „transakcja wiązana” – transakcja polegająca na uzależnieniu dostawy lub odbioru towaru od określonych świadczeń kontrahenta

    Tutaj nie mamy przypadku transakcji wiązanej lecz najzwyklejsze wciskanie „dodatków”.
    To tak jakbyś nie mógł kupić chleba bez masła. Wolisz margarynę? A kogo to obchodzi linuksiarzu :P

  • Paweł

    Teraz samochody też już mają oprogramowanie, więc czemu Windows do opon porównujesz? Samochód bez opon jest produktem wybrakowanym – to tak jakbyś chciał kupić laptopa, ale bez klawiatury.
    Poza tym opony możesz sprzedać i w plecy nie będziesz, licencji OEM nie odsprzedasz.

  • Def

    Trafne spostrzeżenia. Moim zdaniem problem jest nawet głębszy, bo wiele modeli komputerów z wyższej półki, ale też „dla graczy” czy na rynek SOHO jest w zestawie z systemem operacyjnym.

    Natomiast te bez systemu to najczęściej dostępne są komputery o minimalnych, biurowych konfiguracjach. W tym przypadku preinstalowany system byłby problemem, bo kolidowałby z licencjami typu „site-wide” czy innymi masowymi licencjami dla dużych przedsiębiorstw. Równocześnie w dużych firmach system operacyjny instaluje dział IT, pod dyktando działu bezpieczeństwa i nic co przyszło zainstalowane z fabryki nie ma prawa trafić do pracowników.

    I tak wybór ogranicza się konsumentom do sprzętu z niższej półki, ale bez systemu operacyjnego, albo sprzętu lepszego, z dołączonym systemem operacyjnym.

    Rozumiem tez producentów. Kiedyś system operacyjny dołączony do komputera to było dodatkowe pudełko, którego można było nie otwierać, tylko z miejsca sprzedać (nie OEM!). Albo otworzyć, co wiązało się z zaakceptowaniem licencji, zainstalować i używać.

    Dziś producenci nie chcą drogich pudełek. Instalują na jednym laptopie. Klonują dyski w specjalnych nagrywarkach wielodyskowych. Potem montują masowo i dokładają jedynie zindywidualizowane nalepki z kodem. Tak jest taniej dla wszystkich. Producent taniej dostarcza działający komputer. Konsument ma taniej nietransferowalną licencję OEM.

    Niestety te 3% instalujących Linuxa i 0,2% instalujących FreeBSD mają naklejkę na obudowie za kilkaset złotych. Ciężko jednak uznać, tę zbiorowość za istotną. ;-)

    Ful disklożer: Tak, używam Linuksa. Tak, kupiłem komputer z preinstalowanym Windowsem. Tak, przeniosłem go na maszynę wirtualną. Nie wiem czy nie naruszyłem tym licencji, ale używam na tym samym laptopie. Czasem mi się przydaje, gdy jakieś mocno specjalistyczne oprogramowanie nie chce ruszyć pod WINE.

  • Oczywiście, że taki sprzęt jest, problem robi się wtedy gdy klient chce konkretny model.

  • yaros

    Ja tutaj widzę inny problem. Przy preinstalowanym systemie od Microsoftu jest (na pewno było we wcześniejszych wersjach Windows) wymagane zaakceptowanie umowy EULA i w przypadku braku tej akceptacji jest (była) informacja o zgłoszeniu się do sprzedawcy po zwrot kasy za niechciany system. Swego czasu byli sprzedawcy, którzy pieniądze zwracali ;)

  • yaros

    Dla preinstalowanego Windows 10 jest taki zapis:
    „Jeśli Licencjobiorca ubiega się o zwrot pieniędzy, powinien
    skontaktować się z producentem komputera lub osobą bądź firmą instalującą
    oprogramowanie w celu uzyskania informacji o zasadach dotyczących
    zwrotu zapłaconej kwoty. Licencjobiorca musi przestrzegać tych zasad, co może
    wymagać od niego zwrócenia oprogramowania z całym urządzeniem, na którym
    oprogramowanie zostało zainstalowane, w celu uzyskania zwrotu zapłaconej kwoty.” (całość https://www.microsoft.com/en-us/Useterms/OEM/Windows/10/UseTerms_OEM_Windows_10_Polish.htm)
    Także zwrot pieniędzy się należy „jak psu zupa” ale sprzedawca nie musi oddać kasy tylko za system – może zażądać zwrotu całości (sprzęt + soft) i oddać całą kasę…

  • Czyli być może MS zmienił treść EULA pod wpływem tego co było mówione lata temu. To i tak nieźle, chociaż kiepsko jeśli klient zaprze się na ten model sprzętu — ale będzie chciał popróbować innego oprogramowania.

    Rozumiem, że o zwrot można ubiegać się przed zaakceptowaniem licencji, zatem za komputer wciąż „niewłączony”?

  • Mnie się nawet te 3,5 roku temu udało kupić Della (w moim ulubionym gabarycie 13,3″) z preinstalowanym Ubuntu. Z tym, że Ubuntu był stary, a poza tym jakoś nie ufam fabrycznej instalacji Linuksa (zwłaszcza teraz, kiedy Ubuntu defaultowo próbuje się instalować w jakiś dziwny sposób, a UEFI chyba nadal (?) jest dlań jakimś problemem.

    Na szczęście do moich zastosowań potrzebuję zwykle sprzętu z niższej półki, więc od iluś tam lat udaje mi się nie wydawać pieniędzy na Windowsa :)

  • Borek

    Kupując samochód najczęściej możesz się dogadać z dealerem (albo dotychczasowym właścicielem) na założenie innych opon, i to dowolnych. W przypadku laptopa nie zawsze model jest dostępny goły albo z innym systemem i jeśli akurat nie jest, to sprzedawca nic nie poradzi. Dlatego porównanie jest chybione.

    Niemniej wyrok popieram, a gdyby konsumenci wykazali trochę rozsądku to dostawaliby taki komputer jaki chcą, a nie to co proponuje producent. Niestety się to nie wydarzy. :D

  • Borek

    Jak się klient bardzo uprze, to kupi co jest, sformatuje i zainstaluje system jaki mu się podoba. Jak trochę przy tym pomyśli i dobrze poszuka, to kupi tę samą maszynę taniej po leasingu, zadbaną i zrobi to samo. Może nawet będzie miał od razu właściwy system. ;)

    Problem przedstawiony to w moim odczuciu problem ludzi z przewagą portfela nad rozumem.

  • b52t

    zakładam, ale pewności nie mam, że da się dostać czysty laptop. Tylko trzeba bardziej poszukać.

  • b52t

    Dlaczego kupować sprzęt poleasingowy, zamiast mieć możliwość nowego czystego laptopa?
    Dlaczego wydawać kasę na laptop z systemem, który chce się od razu odinstalować, zamiast mieć opcję kupienia takiego bez systemu?
    Jak dla mnie to problem nie dotyczy ludzi, którzy mają za dużo pieniędzy, bo ten preinstalowany system nie znalazł się na laptopie za darmo. To kwestia dla ludzi, którzy właśnie chcą oszczędzić, ale też mieć wybór.
    Naiwnie zakładam, że da się kupić fabrycznie nowy komputer bez preinstalowanego systemu, bo to tylko kwestia czasu poświęconego na poszukanie takiego (takich) egzemplarzy, ale być może dla masowego-detalicznego klienta takiej opcji nie ma, bo dostawca systemu dogadał się z producentem laptoka tak, że jest niemożliwe lub rzucono jakąś nieznaczącą ich ilość, żeby nikt się nie czepiał.

  • Borek

    Dlatego poleasingowy bo jest to zwykle tańsze niż nowy laptop bez systemu – to dotyczy argumentu oszczędzania. Te maszynki rzadko są mechanicznie zużyte, a nieruchome elementy elektroniczne co do zasady się nie zużywają.
    Również dlatego poleasingowy, ponieważ gdyby ludzie nie łykali tak chętnie maszyn z preinstalowanym systemem którego nie chcą to by w końcu takie laptopy zniknęły z półek, ustępując miejsca maszynom czystym. Umowa z dostawcą softu stałaby dla producenta sprzętu nic nie warta gdyby sprzedaż zaczęła spadać.
    No ale jeśli ktoś zadaje sobie pytanie „dlaczego używany skoro mogę mieć nowy” to jasnym jest dla mnie, że oszczędzanie nie jest priorytetem. To dowodzi dokładnie problemu z nadmiarem gotówki szczególnie wtedy, gdy na koniec klient bierze zestaw którego z założenia wcale nie chciał – ale przecież jest nowy! W ten właśnie sposób rozpieszcza się podaż by w zamian dostawać tylko wrażenia. Np. wrażenie zrobienia dobrego zakupu.

    Pozostawiam do przemyśleń.

  • Oczywiście, że się da, sęk w tym, że nie każdy (por. komentarze poniżej).

  • b52t

    Poleasingowy, czy a allegro (też używany) dzisiaj sprzęt elektroniczny ma swoją żywotność. Czyli oszczędność może się okazać tylko chwilowa, bo za rok, półtora będzie trzeba znów wywalić pieniądze. To już argument proekologiczny bardziej przekonałby do zakupu poleasingowego/używanego laptoka.

  • Poleasingowy czyli jeśli już to raczej „po upadłym” ;-)

    Nie wiem czy leasing zmienia coś jeśli chodzi o okres amortyzacji sprzętu o wartości do 3,5 tys. ale jeśli ten „po” ma trwać w granicach 3-4 lat, to — patrząc jak wygląda mój komputer po takim okresie — nie kupiłbym go nawet za 1/5 ceny z półki.

    Nie mam nic do używek: jak auto, to tylko z drugiej ręki, sprzęt turystyczny też może być OK.
    Ale co może być takiemu twardzielowi to chyba nikt nie wie. No chyba że to tylko sprzęt do zabawy, gdzie nawet kilka dni bez komputera nic nie znaczy.

  • b52t

    Poleasingowy, to nie koniecznie upadły, zdecydowanie najczęściej, to sprzęt powindykacyjny. Ale nawet rzuciłem okiem na takie sprzęty – na kilku stornach- laptoków obecnie nie znalazłem, za to PC z 2012 r., z Win7 pro. ;-)
    Toteż dokładnie i dookoła do tego zmierzam – są rzeczy, których nie kupuje się jako używane. To nie kwestia rozrzutności, ale pragmatyzmu.

  • Z tym upadłym zmierzałem do tego, że chyba tylko po upadłym można liczyć na świeży 1-2 letni sprzęt. Ale sprzęt wracający po zakończeniu okresu leasingowego (niechby to trwało 3 lata) jest już raczej wyeksploatowany.

  • b52t

    mało to oddaje sprzęt po leasingu. ponad 90% bierze dla siebie. Chyba, że rzeczywiście przestał spełniać swoją rolę. A jeśli chodzi o windykacje – z tego co widzę, to większość przypadków wypowiedzenie to części pierwszy rok, do 18 miesięcy. Ale od wypowiedzenia, do faktycznego przejęcia ruchomości czasu trochę upływa.

  • Czyli chyba jednak jedyna szansa na niezajechany poleasingowy komputer to jakiś upadły…

  • b52t

    Nie, bo: patrz wyżej. Od upadłości, czyli niewypłacalności, do odebrania ruchomości i jego próby sprzedaży może minąć trochę. Nawet ponad rok. A nawet i dwa lata. ;-)

  • mall

    Ja właściwie mam takie laickie pytanie: soft to coraz częściej usługi płatne poprzez abonament a nie, jak dotąd, zwykłe oprogramowanie udostępniane do użytkowania na licencji. Czy to może mieć wpływ na ich dystrybuowanie wraz ze sprzętem?
    I jeszcze jedna kwestia: załóżmy, że ktoś użytkuje piracką wersję systemu będącego na rynku usługą płatną poprzez abonament. Czy w takiej sytuacji usługodawca może zaprzestać świadczenia usługi w jakiś automatyczny sposób (np. wymuszona tajna aktualizacja obchodząca wszelkie ustawienia jakie zrobił użytkownik). W przypadku instalacji oprogramowania na licencji to jest ingerencja w czyjąś kopię oprogramowania. Ale skoro tu jest usługa to można próbować argumentować „wszystkie instalacje nasze są”.
    Zapewne pomieszałem wszystko ze wszystkim, ale i tak wydaje mi się, że to są ciekawe pytania.

  • Mike

    Ugryzę ;-)
    Pirackie wersje nie łączą się z serwerami takowych usług, nie mają odpowiedniego klucza (w skrócie, bez wchodzenia w szczegóły techniczne). Albo działają same, albo jacyś łaskawcy postawią pirackie serwery. Skądinąd kto chciałby się w takie rzeczy bawić? To bardzo niepraktyczne, bo i nielegalne, i niepewne, i zapewne istnieje tańszy albo darmowy odpowiednik z podobnymi funkcjami.
    Problem z całym płatnym oprogramowaniem jest taki, że żadna kopia nie jest Twoja, tylko Tobie wypożyczona na warunkach dla Ciebie niekorzystnych (w znakomitej większości), na zasadzie bierz albo nie kupuj wcale.

  • Mike

    OK, użyłem nieprawidłowego wyrażenia, acz używanego w tym sensie w potocznym użyciu.
    Niemniej jednak obstaję przy swoim. Producent instaluje taki system i kupujesz je razem albo wcale. Gdyby kupić taki laptop i taki system osobno to na pewno koszt byłby wyższy (sprawdziłem). Jedyną możliwością tu jest bojkot konsumencki imho. Prawnie wolałbym unikać ingerencji w to jak i co ma ktoś sprzedawać.

  • Olgierd (niezalogowany ;-)

    Prawnie wolałbym unikać ingerencji w to jak i co ma ktoś sprzedawać.

    Z tym, że to jest nie tyle ingerencja co i jak sprzedawać, ile reakcja na tworzenie przez producentów sprzętu i oprogramowania jakiegoś quasi-trustu.

  • yaros

    O zwrot można się ubiegać po odrzuceniu EULA (trzeba zrobić zdjęcia czy tam nagrać filmik…)

  • Borek

    Nie no, dysk bym raczej wymienił – ale tylko tyle, i niekoniecznie ze względu na jego mechaniczność. Jeżeli wizualnie komputer jest dobry i działa należycie (matryca nieuszkodzona, żadnych dziwnych błędów) to nie rozumiem w czym może być problem. Serio to piszę.

    I nie, elektronika „w dzisiejszych czasach” się nie zużywa w jakiś planowy sposób. Tak, wiem że istnieją takie teorie, i na razie dowodów na ich potwierdzenie brak. Są za to całkiem przekonujące próby dowiedzenia czegoś przeciwnego – http://www.youtube.com/watch?v=44JqNJq-PC0

    Komputer według mnie to nie jest plastikowy sztuciec, a raczej właśnie samochód. Jedyna motywacja by kupować nowe to bardzo wysokie tempo rozwoju elektroniki, ale i tu powoli zbliżamy się do granic które na razie nie wiadomo czy da się relatywnie tanio przeskoczyć.

  • Borek

    Odpowiedzią na ten „problem” jest wyłączenie wszelkich automatycznych aktualizacji. Szczerze mówiąc to historia kłopotów powodowanych przez automatyczne aktualizacje np. wingrozy jest taka, że nawet mając oryginalny system nie odważam się tego używać. To że komuś płacę albo zapłaciłem nie oznacza, że jest jest on nieomylny – i o ile taki babol strzelony w jakiejś grze oznacza najwyżej kilka dni (albo parę godzin) bez grania, o tyle w przypadku OS to już nie jest takie proste. Zresztą w przypadku gier online nieaktualny klient zwykle oznacza masę bugów albo w ogóle odcięcie usługi do czasu aktualizacji, a w przypadku OS to oznacza tyle że jedziesz na starym, sprawdzonym dotychczas setupie.

  • b52t

    To chyba najbardziej znany dokument o planowanym postarzaniu:

  • Borek

    Myślę, że tłumaczenie dlaczego pończochy pracujące w różnych warunkach pogodowych czy żarniki grzejące się na tyle mocno by świecić to elementy zużywające się mechanicznie (czyli tak samo jak np. dyski twarde w komputerach) zajęłoby dużo miejsca, więc daruję sobie. Sens jest taki, że porównać tego do rezystorów czy nawet procesorów pracujących na napięciu rzędu nawet i 30V (a często gęsto ledwo 0,5V) się nie da. Jakoś tych elementów nikt się tu nie przyczepił, pomimo równie szeroko znanej historii o Japończykach szukających sposobu na taką konstrukcje opornika, by się spalił po x godzin. Poza tym dokument powinien opisywać fakt, a tu mamy garść przypuszczeń…

    Tytułowa żarówka jest o tyle fajna, że zgodnie z jej barwą nie nagrzewa się tak mocno jak te znane nam, często padające żarówki. Dodając plotki że jej konstruktor zastosował jakiś specjalny żarnik oraz fakt, że ona świeci na stałe przestaje dziwić, że wciąż działa – ale to jest wyjątek. Gdyby było inaczej, mielibyśmy dziś trochę więcej takich żarówek niż jedną, prawda? Notabene sam mam w domu kilka sztuk, z których regularnie korzystam (kuchnia, pokój) od naprawdę nie wiem kiedy, ale chyba jeszcze byłem przed maturą. Nie wspominając o wiekowym C64 który wciąż działa doskonale.

    Zatem muszę stwierdzić, że tak jak w dniu premiery tego „dokumentu” tak i dzisiaj mnie on zupełnie nie przekonuje. Może brak mi aluminiowej czapki. Apple natomiast to osobna rzecz, polecam gościa nazwiskiem Louis Rossman naprawiającego ich produkty, znajdziesz na youtube bez pudła. ;)

  • b52t

    nie mam produktów Apple (poza Ipodem, ktory używam od wielkiego dzwonu), więc nie potrzebuję. ;-)

  • linux4u

    Ten wyrok to ukłon w stronę M. Nie używam W. (chyba, że w pracy) ale jak kupuję komputer to MUSZĘ zapłacic za coś czego nie używam. To absurd. Kompy powinny być sprzedawane gołe z opcją na żądanie klienta instalacja konkretnego systemu za dopłatą (W.) i za darmo – Linux.

  • b52t

    Ostatnio na stronie dużej polskiej sieci sprzedaży sprzętu RTV i AGD widziałem ofertę sprzedaży laptopa bez systemu, golusieńkiego jak go chińskie lub tajwańskie, lub tajskie łatki złożyły.

  • Nie jest tak, że nie da się kupić laptoka z Linuskiem lub w ogóle na golasa, wyszukiwarka Euro pokazuje takich 125:

    http://www.euro.com.pl/laptopy-i-netbooki,system-operacyjny_3!linux:brak.bhtml

  • b52t

    no tak, da się, da. Ale jak zauważyliśmy niżej, problemem może być znalezienie tego jednego upatrzonego, uprawnionego modelu.

  • b52t

    zboczenie wychodzi: miało być: upragnionego, nie uprawnionego.

  • Mike

    ależ NIE MUSISZ, bo możesz go wcale nie kupić ;-)

    skądinąd złożenie laptopa samemu nie byłoby znów takie trudne, ale kosztowo wyszłoby o wiele drożej