Czy 3,5 tys. złotych miesięcznie dla pracownicy w ciąży jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego?

Tyle się mówi o dyskryminowaniu kobiet w ciąży — że nie mogą dostać pracy, a jak już dostaną, że nikt nie chce im płacić. Okazuje się jednak, że wcale nierzadko przeciwko „za wysokiemu” wynagrodzeniu może być ZUS — na przykład 3,5 tys. złotych dla kobiety w czwartym miesiącu ciąży jest „sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”. Spór skończył się — dopiero w apelacji — dla pracownicy pomyślnie (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 19 maja 2016 r. (sygn. akt III AUa 1018/15).

Sprawy miały się następująco: ZUS w wydanej decyzji ustalił podstawę wymiaru składek pracownicy w ciąży na kwotę 1,6 tys. złotych. Pracodawca (spedytor zajmujący się transportem międzynarodowym) w sierpniu 2013 r. zatrudnił kobietę, która miesiąc później wyszła za mąż za syna pracodawcy (czyli stała się synową pracodawcy) — na stanowisku księgowa-spedytor (wynagrodzenie 3,5 tys. złotych miesięcznie). Od października 2013 r. kobieta udała się na zwolnienie lekarskie związane z patologią ciąży (w styczniu 2014 r. urodziła syna).
Zdaniem ZUS ustalenie stosunkowo wysokiego wynagrodzenia za pracę może być uznane za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego ponieważ miały na celu umożliwienie pobierania wysokich świadczeń z ubezpieczenia społecznego. Pogląd ten znajdował potwierdzenie m.in. w tym, że stanowiska księgowej-spedytora nie zajmował nikt wcześniej, zaś po udaniu się synowej na chorobowe pracodawca nie zatrudnił innej osoby na zastępstwo. Nadto kwota 3,5 tys. złotych dwukrotnie przewyższała wynagrodzenie otrzymywane przez innych pracowników, przy czym kobieta nie miała nawet niezbędnego wykształcenia do zajmowania stanowiska księgowej lub spedytora.

Stąd też zdaniem ZUS pracownicy należało się co najwyżej 1,6 tys. złotych miesięcznie i od takiego wynagrodzenia powinien być liczony zasiłek macierzyński.

art. 78 § 1 kp
Wynagrodzenie za pracę powinno być tak ustalone, aby odpowiadało w szczególności rodzajowi wykonywanej pracy i kwalifikacjom wymaganym przy jej wykonywaniu, a także uwzględniało ilość i jakość świadczonej pracy.

Pogląd ten utrzymał się w sądzie I instancji, jednak kobieta wniosła apelację, która została uwzględniona.
Przemawiało za tym m.in. utrzymanie zatrudnienia i wysokości wynagrodzenia po powrocie z urlopu macierzyńskiego oraz nieprzerwane opłacanie składek od wynagrodzenia w wysokości 3,5 tys. złotych. Zdaniem sądu nie można też powiedzieć, iżby przyznanie pracownicy w ciąży wynagrodzenia o takiej wysokości mogło naruszać — jako „zawyżone” — zasady współżycia społecznego. Pracownikowi za pracę zawsze należy się wynagrodzenie godziwe — czyli „należne, właściwe, odpowiednie, rzetelne, uczciwe i sprawiedliwe, zachowujące cechy ekwiwalentności do pracy, natomiast ocena „godziwości” wynagrodzenia wymaga uwzględnienia okoliczności każdego konkretnego przypadku i nie może zostać dokonana wyłącznie w oparciu subiektywną ocenę charakteru wykonywanej pracy przez pracownika na danym stanowisku pracy”.

Skoro zatem ZUS nie podważył faktu wykonywania pracy przez pracownicę, nie można mówić o fikcyjnym zatrudnieniu kobiety w ciąży — ustalone warunki płacy odpowiadały dyspozycji art. 78 par. 1 kp, albowiem 3,5 tys. złotych miesięcznie jest adekwatne do wykształcenia pracownicy oraz zajmowanego przez nią stanowiska i powierzonych obowiązków (kobieta miała licencjat, znała dwa języki obce (ważne przy transporcie międzynarodowym), natomiast do tej firmy kobieta trafiła poprzez staż z urzędu pracy.

Tymczasem próba obniżenia podstawy wymiaru składek do najniższego wynagrodzenia nie może być spowodowana powinowactwem pracownicy z pracodawcą i jego synem — zwłaszcza, że wśród niewielkich przedsiębiorstw dominują firmy rodzinne, które funkcjonują dzięki zatrudnianiu członków rodziny (toteż zatrudnienie przez teścia nie jest nieracjonalne i nie prowadzi do obejścia prawa i konsekwencji z art. 58 kc).

Na marginesie warto zauważyć, że sąd przyznał zwrot kosztów w wysokości 410,59 złotych („na które to koszty składało się wynagrodzenie adwokata reprezentującego wnioskodawców w postępowaniu przed sądami obu instancji w kwocie 180 zł, wskazane przez pełnomocnika koszty dojazdu do siedziby Sądu drugiej instancji oraz opłata podstawowa od apelacji”) — aczkolwiek sąd miał na względzie, że rozpoznawana sprawa nie dotyczy składek na ubezpieczenie społeczne (zapłaty składek), lecz wysokości podstawy wymiaru, od jakiej oblicza się wysokość świadczeń — zatem „w okolicznościach rozpatrywanego przypadku nieuprawnione byłoby ustalenie wysokości wynagrodzenia pełnomocnika, będącego adwokatem, w oparciu o wartość przedmiotu zaskarżenia, to jest różnicę w wysokości składek, jaka występuje pomiędzy podstawą wymiaru składek obliczoną od kwoty wynagrodzenia za pracę wynikającego z umowy o pracę, a podstawą wymiaru składek przyjętą w zaskarżonej decyzji”.

No ale później była uchwała Sądu Najwyższego z 20 lipca 2016 r. (III UZP 2/16) i dziś orzeczenie o kosztach wyglądałoby inaczej…