Powiedział co wiedział #45 — „Otóż powoływanie się na art. 14 jest od dziś możliwe tylko w sytuacji, gdy portal udowodni, że nie miał wiedzy o treści komentarza”

„Otóż powoływanie się na art. 14 [UoŚUDE] jest od dziś możliwe tylko w sytuacji, gdy portal udowodni, że nie miał wiedzy o treści komentarza”komentarz adw. Romana Giertycha do wyroku Sądu Najwyższego z 30 września 2016 r. (I CSK 598/15)

Nie znam jeszcze uzasadnienia piątkowego wyroku Sądu Najwyższego wydanego ze skargi kasacyjnej do sprawy, o której pisałem w tekście „Obraźliwe komentarze w internecie to nie listy do redakcji” — korzystając tedy z mojej niewiedzy będę się zapierał:

  • z tego, że SN orzekł, iż wydawca portalu może zwolnić się z odpowiedzialności za komentarze pod tekstem wyłącznie pod warunkiem wykazania, że nie wiedział o „treści komentarza” (sic! — moim zdaniem o „bezprawnym charakterze treści komentarza”) nie wynika, że jednak odpowiedzialność za te komentarze obligatoryjnie ponosi — wydaje mi się, że SN mógł co najwyżej przerzucić ciężar dowodu na wydawcę (a przerzuceniu ciężaru dowodu sprzyjać może zakwalifikowanie sprawy jako odnoszącej się do ochrony dóbr osobistych);
  • sęk bowiem w tym, że nawet jeśli SN może sobie „dopisać” możliwość ubezwłasnowolnienia siebie samego (nb. z powołaniem się m.in. na konwencję o prawach osób niepełnosprawnych), to jednak nie może pominąć dyspozycji art. 14 ust. 1 UoŚUDE (że nie ponosi odpowiedzialności, jeśli nie wie, a jak już wie, to może ponosić);
  • wszystko co zostaje to spierać się o znaczenie słów nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności” — przypominam, że w sprawie ustalono, że „Fakt” zatrudnia moderatorów oraz ma oprogramowanie wyszukujące różności w komentarzach, zatem uprawnione jest stwierdzenie: skoro sprawdzasz komentarze, to masz wiedzieć i nie możesz się zasłaniać, że nie wiedziałeś (i ja się z tym zgadzam!);
  • dodatkowe zastrzeżenie #1 — przypominam, że art. 15 UoŚUDE wyraźnie wskazuje, że e-usługodawca „nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych przez niego danych” — zatem nie tylko nie ma przepisu, który by powiedział, że „masz wiedzieć”, lecz jest odwrotnie — jest norma, która mówi, że nie ma obowiązku szukać bezprawnych treści;
  • zastrzeżenie #2 — bezprawny charakter danych jest prosty do wykazania w przypadku bluzgów („idiota Haider” w pamięci), jednak w przypadku choćby nieco bardziej merytorycznej dyskusji wydawca portalu nie ma przecież wiedzy pozwalającej mu na stwierdzenie, że pozbawiona wulgaryzmów wypowiedź jest tylko pozornie neutralna (#3 to oczywiście reguła, że prawo do krytyki podlega ochronie tak samo jak godność człowieka);
  • i ostatnia uwaga — „od dziś”… — jakby pojedynczy wyrok Sądu Najwyższego równał się prawuu — toć nie dalej jak parę godzin temu poszedł tekst, w którym wyłuszczyłem co SN robi jeśli w niektórych wyrokach mówi się „A”, ale w innych wyrokach orzeka „B” (wówczas sytuacja dojrzewa do wydania uchwały) — ba, przecież nawet wiadomo, że sprzeczność wyroku z późniejszą uchwałą nie jest podstawą do podważania tegoż orzeczenia…

Reasumując: mecenas Roman Giertych powiedział, co wiedział, bo tak się robi dobrą prasę pod dobrą (bo wygraną) sprawę. Niemniej proszę pamiętać, że sprawa ponownie wraca do II instancji, a poza tym istotne jest uzasadnienie piątkowego wyroku SN — które opiera się na jakimś tam stanie faktycznym.

  • Przemysław Walasek

    „przypominam, że w sprawie ustalono, że „Fakt” zatrudnia moderatorów oraz ma oprogramowanie wyszukujące różności w komentarzach, zatem uprawnione jest stwierdzenie: skoro sprawdzasz komentarze, to masz wiedzieć i nie możesz się zasłaniać, że nie wiedziałeś (i ja się z tym zgadzam!)”

    Jeśli założyć, że hosting powinien mieć „charakter czysto techniczny, automatyczny i bierny”, to SN mądrzej zrobiłby, gdyby w ogóle zakestionował możliwość zastosowania art. 14 uśude. Moderacja automatyczna wspierania w razie potrzeby moderacja ręczną, stosowana – jak się wydaje – dość intensywnie, to już nie kwestia zakresu wiedzy (tj. czy host provider wiedział, czy nie wiedział), ale raczej potencjalnego uznania, że w takim modelu zbyt aktywnie współtworzył dostępne na portalu treści, decydując co będzie dostępne, a co nie.

  • Z tym, że to odnosiłoby się raczej do art. 12 UoŚUDE (zwłaszcza „nie modyfikuje informacji”).

    Nie wykluczam, że dochodzimy do granicy wytrzymałości modelu — natomiast wierzę, że bez interwencji prawodawcy model ten zmienić się nie może. Niezależnie od tego czy będziemy się przekonywać, że komentarze w portalach to listy do redakcji.

  • Lukas

    Czy idiota Haider to było oczywiste? Z linku wynika, że jednak nie. Austria musiała zapłacić dziennikarzowi za to, że została nałożona na niego grzywna.

  • „W pamięci” — czyli: czasem pozornie się wydaje, że jakieś zachowanie jest bezprawne, a jednak nie. O to mi chodziło.