Czy „autor widmo” może domagać się odszkodowania za brak notki biograficznej w książce?

Dziś tekst dość długi, ale cóż: wieczory coraz dłuższe, zaś zwłaszcza stan faktyczny w opisywanej sprawie jest dość zagmatwany; zbytnie skróty sprzyjałyby dodatkowemu zaciemnieniu. Niemniej na tapetę bierzemy następujący temat: czy „autor widmo” — a raczej współautorka biografii popularnej aktorki — może mówić o naruszeniu jej praw osobistych ze względu na brak umówionej notki na okładce książki oraz rzekome podkreślanie przez aktorkę, że jest wyłączną autorką tekstu? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 8 lipca 2016 r., sygn. akt I ACa 1432/15).


autor widmo autorskie prawa osobiste

Tytuł nieco prowokacyjny, ale co poradzę, że tak mi się skojarzyło? A skoro tak, to nie mogłem sobie odmówić zilustrowania tekstu kadrem z jednego z najlepszych filmów chyba najlepszego polskiego reżysera.


Sprawy miały się następująco: wiosną 2007 r. dziennikarka zawarła z wydawnictwem umowę, w której zobowiązała się do napisania poradnika z elementami biografii popularnej aktorki. Kobiety tworzyły książkę czasem razem, czasem oddzielnie — podczas spotkań, pisząc do siebie listele — przy czym zawsze praca wyglądała tak, że dziennikarka zapisywała myśli i aktorki; aktorka natomiast przygotowywała robocze wersje tekstu oraz akceptowała to, co zostało napisane.
Zgodnie z umową dziennikarka zobowiązała się do przeniesienia na wydawcę autorskich praw majątkowych do utworu w zamian za 5,5 tys. złotych brutto wynagrodzenia. W toku negocjacji aktorka odmówiła zgody na promocję dziennikarki (tj. na „nieodpłatne rozpowszechnianie w celach promocyjno-reklamowych autoryzowanych not dotyczących przyjmującej zamówienie i jej wizerunku bez osobnej zgody”).

Pierwsze wydanie książki ukazało się drukiem w listopadzie 2007 r., na stronie tytułowej oznaczono autorstwo imieniem i nazwiskiem aktorki oraz imieniem, inicjałem drugiego imienia i nazwiskiem dziennikarki. Niestety wydawca zapomniał o nocie biograficznej autorki, która zgodnie z umową miała być jednym z elementów książki — oraz częścią „wynagrodzenia”, bo z perspektywy dziennikarki służyć miało promocji jej osoby.

art. 44 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
W razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd.

Gorzej poszło na spotkaniach promujących książkę: o pierwszym z nich redaktorka dowiedziała się przypadkowo, niestety, w centrum uwagi prasy i gości była tylko aktorka, a dla dziennikarki nie przewidziano miejsca na „kanapce”, zatem musiała razem z siostrą siedzieć wśród publiczności. W materiałach promocyjnych podkreślano wyłącznie nazwisko aktorki — wywiady z nią w prasie i TV, ona na biesiadach literackich, wyłącznie jej nazwisko na plakatach (ale już w wypowiedziach mowa była o współautorstwie książki).

Brakująca notka biograficzna dziennikarki ukazała się w dodruku książki (pozycja ukazała się w nakładzie 10 tys. + 4 tys. egzemplarzy), na stronie internetowej wydawcy, a także drukiem w gazecie (wiosną 2008 r.)… a kilka dni później dziennikarka złożyła oświadczenie o odstąpieniu od umowy, a to ze względu na to, że „utwór literacki będący przedmiotem wskazanej wyżej umowy ukazuje się na rynku z naruszeniem autorskich praw osobistych, w tym przede wszystkim z pominięciem imienia i nazwiska jako współautorki”. A ponieważ w międzyczasie prawa z umowy zostały przeniesione na artystkę, stosowne wezwanie poszło i do niej.

Sprawa skończyła się, a jakże, w sądzie: dziennikarka pozwała aktorkę oraz spadkobiercę wydawcy o 64 tys. złotych z tytułu rażącej dysproporcji wynagrodzenia i osiągniętych korzyści (art. 44 pr.aut.), zaniechania naruszenia autorskich praw osobistych (art. 78 pr.aut.) m.in. poprzez wycofanie nakładu i zaprzestania informowania, że aktorka jest wyłączną autorką książki, przeprosiny za publiczne sugerowanie, że aktorka sama napisała książkę oraz zaoferowanie nabywcom wadliwych egzemplarzy książki na egzemplarz wolny od naruszeń (sic!) i 100 tys. złotych zadośćuczynienia — a z racji tego, że po odstąpieniu od umowy książka nadal była w obrocie — trzykrotności 207 tys. złotych jako trzykrotności stosownego wynagrodzenia.

art. 56 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Twórca może odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć ze względu na swoje istotne interesy twórcze.

Sąd prawomocnie oddalił całość roszczeń: nie doszło do naruszenia autorskich praw osobistych powódki, w szczególności do kwestionowania jej autorstwa, albowiem imię, inicjał drugiego imienia i nazwisko znalazło się na obwolucie, zaś taki sposób oznaczenia utworu zgodny był z zawartą umową. Natomiast z ochrony autorskich praw osobistych nie sposób wywodzić ochrony interesów w postaci całego dorobku twórczego autora — brak notki biograficznej oznacza naruszenie postanowień umowy — i ma raczej wymiar ekonomiczny (zwłaszcza, że w przekonaniu powódki był to ekwiwalent wynagrodzenia) — ale nie przekłada się na naruszenie art. 16 pr.aut. (Nb. współodpowiedzialność za ten brak ponosi powódka, która czekała na kontakt w tej sprawie ze strony wydawcy, zamiast przedstawić notkę biograficzną od siebie.) Poza tym powódka nie wykazała żadnych działań lub zaniechań prowadzących do podważania jej autorstwa książki.

Bezpodstawne i bezskuteczne okazało się także odstąpienie od umowy ze względu na istotne interesy twórcze: skoro nazwisko autorki pojawiło się w książce, to nie doszło do przywołanego naruszenia autorskich praw osobistych, zatem wskazana przesłanka zastosowania art. 56 ust. 1 pr.aut. okazała się nieprawdziwa.

Nie udało się także podwyższyć wynagrodzenia autorskiego: po pierwsze wskutek dalszego przeniesienia praw z zawartej umowy (przez wydawcę na autorkę) doszło do „rozerwania” więzi niezbędnej dla ustalenia ew. odpowiedzialności nabywcy praw za rażące zaniżenie wynagrodzenia twórcy — bo pozwana aktorka, która eksploatowała majątkowo dzieło, nie zawarła w.w. umowy z redaktorką. (Ten pogląd spotkał się z krytyką sądu II instancji — słusznie stwierdzono, że przeniesienie praw z umowy pozbawiałoby twórcę należnej mu ochrony.)

Po drugie art. 44 pr.aut. jako odstępstwo od zasady pacta sunt servanda wymaga szczególnej wstrzemięźliwości w stosowaniu, zatem skoro wynagrodzenie autorskie zostało zaproponowane przez powódkę (i zaakceptowane przez pozwaną), to przyjąć należy, że autorka akceptowała związane z tym ryzyko kontraktowe.

Nie należy utożsamiać wykorzystania medialnej nośności nazwiska pozwanej w celu rozreklamowania książki i zwiększenia sprzedaży z próbą zatajenia współautorstwa powódki.

Po trzecie sukces książki był jednak efektem nazwiska aktorki i jej nakładu pracy, spotkań z czytelnikami, wywiadów, osobistego pozyskania sponsorów i prowadzonej kampanii reklamowej — oczywiście było jej łatwiej jako osobie rozpoznawalnej — ale nie zmienia to faktu, że nabywcy książki byli zainteresowani osobą aktorki — zatem sukces wydawniczy był w większym stopniu efektem przymiotów pozwanej, niż nakładu pracy powódki. Jednak niezaprzeczalnie autorka nie przypisywała sobie wyłącznego autorstwa dzieła.

Po czwarte wreszcie nie da się pominąć samego wkładu autorskiego pozwanej — nawet jeśli można go szacować na zaledwie 20% utworu, to wzajemne relacje współautorek nie pozwalają na zakwestionowanie wynagrodzenia jako niesprawiedliwego (zwłaszcza, że powódka nie zakwestionowała domniemania z art. 9 pr.aut.). Zaś ochronie nie podlega sam pomysł na napisanie książki (art. 1 ust. 2(1) pr.aut.).

Po piąte „istotne interesy twórcze” z art. 56 ust. 1 pr.aut. to coś innego niż „autorskie prawa osobiste” — w przypadku ich naruszenia twórcy przysługują roszczenia określone art. 78 pr.aut. — skoro zatem odstąpienie od umowy autorskiej było bezskuteczne, to dalsza eksploatacja utworu nie była bezprawna, zatem powódce nie przysługuje odszkodowanie za rzekomo bezprawną eksploatację utworu (art. 79 pr.aut.).