15 książek, przez które nie przebrnąłem — lub ich tutaj nie zrecenzowałem

Trawestując dywagacje o dylematach z ostatnich Bondów — gdybyś, P.T. Czytelniku wiedział, ile trzeba przeczytać lub nie przeczytać, żeby napisać recenzję książki — szanowałbyś moją robotę, którą odwalam za Ciebie ;-)


książki których nie przeczytałem

„Lód” Jacka Dukaja jest jedną z tych książek, których mimo podjętej próby nie przeczytałem


Bez owijania w bawełnę, oto lista 7 książek, które w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zacząłem czytać, ale w którymś tam momencie odpuściłem, bo szkoda było mi czasu. W porządku alfabetycznym (wg nazwiska autora), z krótkim objaśnieniem:

  • Elisabeth Asbrink, „Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia” — miał być fascynujący reportaż o neonazistach odsiadujących wyroki za zabójstwo, którzy w ramach resocjalizacji stają się aktorami w teatrze, wyszło nie wiadomo co (a przecież „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” jest wyśmienita);
  • Jacek Dukaj, „Lód” — do zakupu skłoniły mnie entuzjastyczne recenzje, ale za długie, za ciężkie, za bardzo pachnie „Hiszpanką” — oni tylko jadą, jadą, jadą… nawet jeśli gdzieś dojechali, to nie zdzierżyłem; pomysł pewnie świetny, ale jak dla mnie zmarnowany (czekam na zwartą ekranizację, pójdę);
  • Karol Modzelewski, „Zajeździmy kobyłę historii” — prawie mnie zajeździło jak starą chabetę; od od tamtego czasu wyraz historia w książce biograficznej kojarzy mi się po prostu źle;
  • Richard Pipes, „Rosja carów” — zadziwiające, bo „Rewolucja rosyjska” po prostu doskonała, a tymczasem tutaj za dużo detali, za ciężko napisane. Zatrzymałem się w okolicach 2/3 przebiegu i na razie książka czeka na lepsze czasy;
  • Mario Puzo, „Rodzina Borgiów” — kolejna entuzjastyczna recenzja, która wprowadziła mnie na manowce. Ciekawe jak by mi się dziś czytało „Ojca chrzestnego”, który szalenie mi się podobał jakem cielęciem był;
  • Filip Springer, „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” — o tej książce pisałem przy okazji recenzji „Miasta Archipelag”; niestety Springer, którego za 3 ukończone przeze mnie książki bardzo cenię, tu akurat mnie zmęczył. Być może jak dla mnie zbyt niszowa tematyka;
  • Ludwik Stomma, „Stommowisko” — biografię Stanisława Stommy przeczytałbym z olbrzymią radością. Być może nawet chętnie przeczytałbym biografię jego syna, ale… nie wiem czym (lub o czym) jest ta książka (a dobrze ją jeszcze pamiętam, bo porzuciłem jakiś tydzień temu). Po trochu wszystkim, czyli niestety niczym.

A skoro tak dobrze mi poszło, to może jeszcze lista 8 autorów, których dziełom nie poświęciłem uwagi:

  • John LeCarre, „Bardzo poszukiwany człowiek” — widziałem film, taki sobie, przeczytałem książkę, taka sobie;
  • David Hewson, „Dochodzenie”, „Dochodzenie 2”, „Dochodzenie 3” — przeczytałem rekreacyjnie, bez znudzenia, chociaż z niedużym zrozumieniem (strasznie zagmatwane). Wydaje mi się, że byłby z tego niezły film sensacyjny (tak, wiem, że jest to oparte na jakimś serialu, ale od seriali trzymam się z daleka);
  • Krzysztof Kotowski, Karol K.Soyka, „Cel za horyzontem” — całkiem niezłe wspominki faceta, który trafił do JW Grom;
  • Zygmunt Miłoszewski, „Gniew”, „Uwikłanie”, Ziarno prawdy” — na szczęście mało jest takich kryminałów. Mówię „na szczęście”, bo akurat twórczość Miłoszewskiego podoba mi się bardzo-bardzo (coś jak P. Marlowe w latach szczenięcych), a to oznacza, że mógłbym nie mieć czasu na inne rzeczy (na szczęście kryminały czyta się ekspresowo); film „Ziarno prawdy” naprawdę super;
  • Ludwik Stomma, „Historie przecenione” — o ile dobrze pamiętam (bo słabo pamiętam) ileś tam wyrwanych z kontekstu historyjek. Nie zawładnęło;
  • Patryk Vega, „Złe psy, w imię zasad” — wziąłem się za to chyba celem dobicia po filmie „Pitbull. Nowe porządki”. Rozumiem, że to miał być reportaż, ale czy w tym wszystkim naprawdę czuję rękę reportażysty?
  • Timur Vermes, „On wrócił” — przypadek podobny jak „Lód” Dukaja, z tym, że książka znacznie krótsza, no i jednak satyra, więc dałem radę. Świetny pierwszy rozdział, a później coraz gorzej. Nie wiem na ile za to odpowiedzialne jest tłumaczenie (takie wątpliwości zawsze mam przy książkach obcych autorów);
  • Günter Walraff, „Na samym dnie” — człowiek-instytucja, reporter-legenda — chociaż ciekawe jak na jego warsztat zapatrują się niemieccy miłośnicy czystego i niemanipulowanego reportażu (tak, piję do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego). Nie trzeba się zgadzać ale naprawdę warto przeczytać (polecam także „Z nowego wspaniałego świata”).

I to by było na tyle, na razie. W komentarzach niechaj się wpisują miasta — czego nie dają rady czytać (i dlaczego)?

PS [12.12.2016] odpuszczone: Ian Kershaw, „Do piekła i z powrotem: Europa 1914-1949” — jeśli grzechem wielu publikacji historycznych jest hiperdetaliczność, to tak książka jest straszliwie połebkowa. Może dobre dla ogólnie niezorientowanych a chcących coś liznąć.
Niezrecenzowane (a przeczytane tylko dlatego, że krótkie): Łukasz Orbitowski, „Tylko Max” — ruszyłem tylko dlatego, że o Wrocławiu. Zaczyna się niezgorzej, kończy jak „Hiszpanka”. Gdyby było dłuższe, byłoby na liście wstydliwych.

  • poltiser

    Ciekawe, że „Rodzinę” wstawiłeś na Oślą Ławkę. Czytałem oryginał kilka lat temu i bardzo mi się podobał… Dobrze sfabularyzowane rzadkie dokumenty i wspomnienia… w podobnym duchu są „Sekrety Kaplicy Sykstyńskiej”, które czytałem miesiąc temu… dla miłośników epoki, niezła zabawa… sporo nieznanych faktów. Puzo spędził na badaniu archiwalnych materiałów dużo czasu i napisał tekst, którego już nie zdążył zredagować. Zajmowała się tym jego żona z pomocą przyjaciół…
    Serdeczne pozdrowienia…

  • Właśnie czytając „Rodzinę Borgiów” miałem wrażenie, że to wprawki jakiegoś licealisty. Plus wrażenie przytłaczającego antypapizmu połączonego z perwersją.

    Aczkolwiek przy książkach obcojęzycznych nigdy nie wiem czy to nie sprawka tłumacza, który może wszystko (schrzanić).

  • Rodzinę Biorgiów przeczytałem jako student. Weszła, choć brutalność i perwersja czasem raziły ;) Co do Ojca Chrzestnego to czytałem kilka lat wcześniej – liceum – i powiedzieć, że podobała mi się, to nic powiedzieć. Nie mam szans, na powtórkę, bo znam ją za dobrze (tak samo jest z Mistrzem i Małgorzatą, choć do niej lubię czasem wrócić (rzadko)).
    Ad. temat – kompletnie nie podeszło mi Pożegnanie z Afryką. Lód trochę też, ale dam mu szansę.

  • poltiser

    W przypadku Alexandra, trudno być papieskim entuzjastą, pamiątką po tych ludziach jest znany ci termin „nepotyzm”… i Puzo opisał to z dużą powściągliwością… – najbardziej podobały mi się fragmenty opisujące służbę Leonarda dla Cezarego w jego wyprawach wojennych…
    Natomiast „Sekrety…” – pyszne, ta sama epoka ale sytuacja o wiele zabawniejsza i postać Michała Anioła z listów i… rachunków, zupełnie inna niż do tej pory pokazywana turystom… w dodatku źródło to samo co u Puzo – Biblioteka Watykańska.
    Serdecznie pozdrawiam…

  • b52t

    Ino Borgiów dzisiaj ocenia się już nieco inaczej, a ta pierwotna zła sława wynika z pewnej kalki, która narzucono. Bo przecież zwycięzcy piszą historię na nowo.
    Tak samo było z Kaligula i jego znanym ruchem z wprowadzeniem konia do Senatu.
    Tak samo było/jest z oceną „Księcia” Machiavellego.

  • To samo z Wieniawą w siodle w Adrii ;-)

  • Waldemar Bulkowski

    Mi przez „Lód” udało się przebrnąć, ale za to „Inne pieśni” nie dałem rady skończyć…

  • shu

    „Lód” i „Inne Pieśni” są ciężkie do czytania ze względu na język. Pomimo tego przeczytałem je prawie od jednego przysiądnięcia (kilka zarwanych nocy). Fabuła wyleciała mi z głowy prawie natychmiast. Nawet nie wiem czy była ciekawa. Podobnie opisane postacie i wydarzenia. Fascynujący był natomiast opisany świat. Dukaj wplótł wątki fantastyczne, aby uzasadnić panujący powszechnie porządek. W „Lodzie” jacyś kosmici sprawili, że na połowie świata panują warunki syberyjskie a na samej Syberii są jakieś surowce albo dzieją się rzeczy (nie pamiętam) pozwalające Rosji stać się potęgą ekonomiczną. Chyba nie ma I WŚ i wciąż rządzą Romanowowie. Fajnie poczytać o imperium carów w XX wieku. Strach tam jeździć pociągiem, bo w lasach ciągle grasuje Piłsudski ze swoimi partyzantami :)
    „Inne Pieśni” to jeszcze bardziej karkołomne założenie, bo nad świat rządzi się prawami starożytnej Grecji. Hellenowie w kosmosie byli tak fascynujący, że warto było zastanawiać się nad zawiłościami języka i brnąć przez kolejne strony.

    Dukaja polecam wszystkim, którzy lubią analizować i szperać w pamięci (lub wikipedii). To drobna satysfakcja, ale jednak fajne uczucie kiedy informacje z książki spotykają się z własną wiedzą i udaje się zidentyfikować o co autorowi chodzi ;)

  • mall

    moim skromnym zdaniem ‚perfekcyjna niedoskonałość’ stanowi jeszcze większą barierę niż ‚inne pieśni’ i ‚lód’. Ale i Dukaj potrafi przeskoczyć sam siebie- jedno z opowiadań w tomie ‚Król bólu’ jest tak pokręcone językowo, że odbieram to jak jakiś bełkot bez znaczenia. Cóż, najwyraźniej nowy język jakiś :(

  • na połowie świata panują warunki syberyjskie a na samej Syberii są jakieś surowce albo dzieją się rzeczy (nie pamiętam) pozwalające Rosji stać się potęgą ekonomiczną. Chyba nie ma I WŚ i wciąż rządzą Romanowowie. Fajnie poczytać o imperium carów w XX wieku. Strach tam jeździć pociągiem, bo w lasach ciągle grasuje Piłsudski ze swoimi partyzantami :)

    Jeśli o tym dokładnie jest „Lód”, to rozkminiłem to po 1/5 objętości ;-) nie wiem wprawdzie co to za Lutowie (?) i jak się skończyło to zlodowacenie, ale pamiętam, że do Lutych nie wolno było nawet podchodzić, bo można było się zmrozić na śmierć.

    Takie bajery może nawet by mi się podobały, głównie jednak w filmie — np. bardzo mi się podobał… „Hellboy”! (ale o komiksie takim nie wiem dosłownie nic)

  • shu

    We wszystkich dużych książkach Dukaja są eksperymenty językowe. To jest główna przyczyna dla której się to trudno czyta. Zwłaszcza jeśli się stara zrozumieć poszczególne słowa a nie goni za fabułą. podejrzewam, że „Perfekcyjna Niedoskonałość” opisuje świat starożytnego Egiptu albo Indii ale nie jestem pewny.

    A co do filmu na podstawie powieści, to jestem sceptyczny. Na pewno można zrobić coś dobrego na podstawie różnych książek. Można zrobić dobry film na podstawie kiepskiej prozy, słaby film na podstawie dobrej, ale wg mnie nie da się oddać na ekranie tego, co udało się Dukajowi. Tak jak próby sfilmowania „Paragrafu 22” musiały przynieść mierny efekt, chociaż na motywach można było zrobić komedię w rodzaju „M.A.S.H.”, tyle, że to nie byłoby to samo.

  • mall

    Pal licho surowce. Ciekawsze jest to złożenie lodu i zestalenia jakie ze sobą niesie z życiem i charakterami. Byłeś wesoły, będziesz wesoły. Byłeś smutny, będziesz smutny. Koniec zmian. Zamarzło, jak było. Najfajniejsza rzecz w tej książce, rzecz jasna.

  • Waldemar Bulkowski

    Ja uwielbiam Hellboya filmowego i nie wstydzę się przyznać :-)

  • Mike

    Wspomnienia M. Thatcher – nie przebrnąłem dotąd (ok. 2/3)… za dużo polityki. :-) O ile zagraniczna jest interesująca (praUE i wojna o Falklandy – szokujące o czym nie wiemy/nie wiedziałem) to wewnętrzna… eech nadmiar. Co interesujące w UK nie mieli przed jej premierostwem budżetów ministerstw, po prostu jak któremuś brakowało to sobie pożyczało i tyle. A ilość przedsiębiorstw państwowych za daleko nie odbiegała od stanu w bloku państw komunistycznych.

    „Ojciec chrzestny” nadal się dobrze czyta.

  • Mam w czytniku autobiografię Churchilla… ale że to bodajże 8 tomów, w dodatku w języku lengłydż, to wezmę się chyba na emeryturze :)

    Chyba że ograniczę się do czasów wojen i premierostwa, ale nawet tego w przypadku Winstona było wcale nie tak mało…

  • Lista książek nieprzeczytanych i niezrecenzowanych będzie się rozrastała, dziś dopisałem dwie rzeczy…

  • b52t

    Ostatnio w metrze w Warszawie (się bywa, się bywa) widziałem reklamę książki jakiegoś pana, która były nazwany mistrzem „kryminału warszawskiego). Poza wiadomym autorem, a i to nie w całości serii, tylko jedne książki literackie z Wrocławiem w tle tknąłem. Stawiam na historię, reportaż, czy pamiętniki o/z/mieszkających we Wrocławiu.
    Ostatnio złapałem się, co oczywiste, że nie mam zamiaru czytać książek o pierwszej wojnie skupionych ma amunicji, broni, krwi i bitwach, a na tym, dlaczego i co po tym. Co też radośnie czynię, chociaż poczułem znużenie tematem, i książkę Tuchman przeżuwam powoli, choć jest bardzo dobrze napisana. Ale, dobrze wiedzieć, jaką książkę nie czytać.

  • „Tylko Max” w założeniu jest książką historyczną, o ważnej postaci tworzącej nasze miasto — tytułowym Maksem jest… Max Berg, a wszystko się dzieje wokół Hali Stulecia (która chyba naprawdę żyje swoim własnym życiem ;-)

    http://czasopismo.legeartis.org/2015/05/wizerunek-budynku-hala-stulecia.html