Odpowiedzialność karna za pogryzienie przez psa

A skoro jakiś czas temu było o tym, że ugryzienie człowieka przez psa może być kwalifikowane jako wykroczenie z art. 77 kodeksu wykroczeń — to dziś będzie o tym, że w przypadku szczególnie dotkliwych skutków dla zdrowia poszkodowanego — nawet jeśli właścicielowi psa nie można zarzucić celowego działania (np. szczucia psem), lecz rzecz sprowadza się do zaniedbań w zakresie nadzoru nad zwierzęciem, sprawa może skończyć się odpowiedzialnością karną.


Odpowiedzialność karna pogryzienie przez psa

Właściciel psa, który zaniedbał obowiązków w nadzorze psa będzie odpowiadał tak za działanie jak i zaniechanie (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Najwyższego z 18 lutego 2000 r. (III KKN 280/99
Użyte w art. 157 § 3 kk sformułowanie „działa”, wynikające z zastosowanej przez ustawodawcę techniki legislacyjnej, oznacza zarówno działanie, jak i zaniechanie.

Właściciel psów został oskarżony o spowodowanie nieumyślnego uszkodzenia ciała pokrzywdzonego, który spowodował rozstrój zdrowia na okres powyżej 7 dni (art. 157 par. 3 kk). Wskutek braku nadzoru nad psami doszło do pokąsania ręki pokrzywdzonego.

Oskarżony został prawomocnie uniewinniony: zdaniem sądu przestępstwo to nie może być popełnione poprzez zaniechanie — bo przepis wyraźnie mówi o tym, że sprawca „działa”.

art. 157 kodeksu karnego
§ 2. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Rozpatrując kasację wniesioną przez prokuratora SN wskazał, iż analiza przestępstwa nieumyślnego naruszenia czynności narządu ciała nie może być przeprowadzona w oderwaniu od brzmienia art. 157 par. 1 i 2 kk, w których zwrot „powoduje” oczywiście odnosi się i do działania sprawcy, i do jego zaniechania. Art. 157 par. 3 kk odnosi się do „działania” sprawcy, który „powoduje” określony skutek dla zdrowia pokrzywdzonego. Prawidłowa wykładnia normy brzmi przeto: „jeżeli sprawca powodując, a więc również przez zaniechanie, naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia działa nieumyślnie podlega karze” (podobnie np. w art. 160 kk).

Nie można także przyjąć, iżby nie było możliwe ustalenie związku przyczynowego pomiędzy nieumyślnym zaniechaniem sprawcy a powstałym skutkiem w postaci wyrządzonej szkody. W tym przypadku szczególny obowiązek zapobieżenia skutkowi (art. 2 kk) wynika z art. 431 kc — przepis, który zobowiązuje właściciela psa do przeciwdziałania niebezpieczeństwom pochodzącym od jego zwierzęcia.



Z tych względów SN zaskarżony wyrok uchylił, sprawa wróciła do ponownego osądzenia w II instancji — a my mamy jasność, że nawet jeśli przyjąć, iż brak stosownego nadzoru nad psem jest wynikiem nieumyślnego zaniechania, to odpowiedzialność karna za pogryzienie nas nie uniknie.

  • Borek

    Zakładając że można to wykazać – np. ktoś akurat filmował wyczyny pieska gdy doszło do zdarzenia – jak się ma do tego prowokowanie zwierzęcia przez poszkodowanego? Bo owszem, jest przepis który złośliwe drażnienie zrównuje ze znęcaniem się nad zwierzęciem, ale on ustala karę za takie zachowanie, natomiast czy taka okoliczność może wyłączyć odpowiedzialność właściciela?

  • Jak zawsze: wszystko zależy od okoliczności, a te od umiejętności ich przedstawienia przez pełnomocnika ;-)

    Aczkolwiek uważam, że oczywiście, pokrzywdzony, który się prosił o zgubę, jest co najmniej współodpowiedzialny za skutek — ale jak to się przełoży na kwalifikację w sprawie karnej (a jak w sprawie cywilnej, bo wiadomo, że te mogą być różne), to inna para kaloszy.

    Mówiąc wprost: poszkodowany zwierzę prowokował, ale gdzie był wówczas przewodnik psa i co zrobił, żeby jednak z tych prowokacji nic nie było? Spuścił zwierzę ze smyczy? Obrócił się na pięcie i poszedł w drugą stronę? Miał przekonanie — całkiem usprawiedliwione, bo pies znany był z grzeczności — że nic się nie zdarzy, ale tym razem zwierzę nie zdzierżyło? Pies właściwie stanął w obronie pana, wyczuwając zagrożenie ze strony napastnika?

  • Borek

    Np. smycz jednak nie wytrzymała – ale to podejrzewam że spadłoby raczej na właściciela. ;)